Nazywano mnie chciwą, bo odmówiłam pomocy wielodzietnej rodzinie brata przyjaciółki, która sprzedaje moje rzeczy

„Jaka ty chciwa, oni mają tak trudno, mają piątkę dzieci, a ty żałujesz rzeczy” – krzyczała na mnie przyjaciółka.

Przyjaciółka ma starszego brata. Jego rodzina żyje bardzo biednie. Żona brata jest już od wielu lat na urlopie macierzyńskim i niedawno znowu urodziła bliźniaki.

Brat przyjaciółki zarabia mało. Dokładnie nie wiem, ile tam wychodzi im pieniędzy miesięcznie, nie lubię pytać o takie rzeczy, ale z opowieści przyjaciółki ledwo starcza im na jedzenie i dług za czynsz tylko rośnie.

Wybaczcie, ale jeśli nie masz za co jeść, to po co rodzić tyle dzieci? Kiedyś zadałam to pytanie przyjaciółce, a w odpowiedzi usłyszałam tylko, że są najszczęśliwszą rodziną na świecie, a ja nic z tego nie rozumiem.

No więc tak. Przez cały ten czas pomagają im liczni krewni i rodzice. Szczerze mówiąc, mają pełno zabawek i ubrań dla dzieci, wszyscy ich żałują i dają im ostatnie. Ja też kilka razy im współczułam, zanim coś zauważyłam.

Mają córkę o rok młodszą od mojej, wcześniej sprzedawałam dobre rzeczy córki, a tutaj przyjaciółka płakała, że siostrzenica ubiera się źle, bo dostają rzeczy tylko dla chłopców.

Więc zdecydowałam się dać im nasze ubrania z zeszłej zimy. Zimowy kombinezon, zimowe buty, jesienne buty, jesienną kurtkę i trochę drobiazgów jak swetry, spodnie.

I co myślicie, dowiedziałam się później, że ta mama wystawiła moje rzeczy na aukcji internetowej. Pomyślałam, że Bóg jej sędzią i nic nie mówiłam przyjaciółce.

Ale chyba zdecydowali, że zawsze będę im coś dawać i ostatnio przyjaciółka przyszła do mnie z listą od tej mamy, co jeszcze powinnam im dać.

Mój mąż i ja planujemy niedługo mieć kolejne dziecko, więc niektóre rzeczy zostawiłam i nie sprzedałam, a przyjaciółka o tym wiedziała. I teraz im to wszystko potrzebne.

Między innymi – łóżeczko dziecięce, krzesełko do karmienia, rower (na którym córka jeszcze jeździ), sanki, ślizgacz, wózek i jeszcze coś tam.

Oczywiście odmówiłam, ale przyjaciółka w ogóle nie zrozumiała dlaczego. Jak można odmówić potrzebującej rodzinie, mają przecież dużo dzieci, a ty tylko jedno.

Wyjaśnijcie mi, dlaczego my z mężem harujemy dzień i noc, nie prosimy nikogo o nic i jeszcze mamy utrzymywać rodzinę, która tylko myśli o tym, jak mieć kolejne dziecko i wcale nie myśli o tym, jak je utrzymać, a uważa, że wszyscy są im coś winni?