— “Nie licz na ślub, dopóki nie schudniesz,” powiedział narzeczony do narzeczonej

— “Idziesz gdzieś?” — zauważyła Aleksandra, że Wojciech wyciągnął z szafy swój plecak i otworzył szafę. Robił to w milczeniu, nie komentując swoich działań. — “Wojtek?!”

— “Tak… to znaczy… idę w odwiedziny,” zamamrotał.

— “Do kogo?”

Wojciech zarumienił się.

— “U przyjaciela są urodziny… U Mikołaja.”

— “I co z tego?”

— “Zaprasza do swojego domku.”

— “Ale fajnie! Dlaczego nic nie mówiłeś?! Właśnie kupiłam nowy kostium kąpielowy!” — Aleksandra rozpromieniła się. — “W takim razie musimy zabrać większą torbę. Do twojego plecaka nic się nie zmieści!”

Aleksandra zaczęła gorączkowo wyjmować z szafy swoje rzeczy. Słyszała od Wojciecha, że Mikołaj ma piękny, duży dom z basenem. Wojciech mówił, że jego przyjaciel często urządza wesołe imprezy na kilka dni. Z tańcami, koktajlami i kąpielami w basenie. Aleksandra bardzo chciała być na takiej imprezie, ale jakoś nigdy się to nie udawało. Wojciech zapominał jej powiedzieć o świętach, i jakoś tak wychodziło, że wszystkie imprezy odbywały się bez Aleksandry.

Ale teraz, kiedy Wojciech przeprowadził się do Aleksandry, dziewczyna nie przepuściłaby takiej okazji!

Z zapałem pakowała rzeczy do torby i nie od razu zauważyła zmieszany wzrok swojego współlokatora.

— “Wojtek? Coś nie tak?”

— “No… właściwie to nie jestem pewien, czy też byłaś zaproszona.”

— “Och… to tak? Myślę, że można zadzwonić i się upewnić. Zgodnie z zasadami dobrego tonu małżonków zawsze zaprasza się parami.”

— “Ale my nie jesteśmy małżonkami.”

— “Jeszcze nie, ale przecież się pobierzemy?” — z nadzieją zapytała Aleksandra.

— “No tak.”

Aleksandra długo czekała na propozycję. Przez trzy lata związku Wojciech kilka razy obiecywał dać jej wymarzony pierścionek, ale z jakiegoś powodu ciągle to odkładał. Głównie motywował swoją opieszałość tym, że jeszcze nie zaoszczędził na własne mieszkanie. Aleksandra mieszkała z rodzicami, ale zrozumiawszy, że narzeczony długo będzie “oszczędzać”, uzgodniła z matką, i ta dała jej klucze do mieszkania prababci.

Szczęśliwa Aleksandra natychmiast przewiozła swoje rzeczy, a po pewnym czasie do niej przeprowadził się także Wojciech.

— “Mam bardzo blisko z mieszkania do pracy. Będę chodził na piechotę, przy okazji zaoszczędzę na przejazdach,” zadowolony powiedział, zostając u narzeczonej.

Aleksandra była szczęśliwa. Lubiła zasypiać i budzić się z Wojciechem. Nieźle gotował i w zależności od nastroju cieszył ją smacznymi daniami. Ona zaś, jak mogła, podtrzymywała domowy ognisko.

Wojciecha kochała Aleksandra. Wydawał się jej ideałem: ten mężczyzna był wysoki, postawny, szerokopłecy… Nie m

iał złych nawyków, a zamiast rozrywek wolał oszczędzać na przyszłość. Ogólnie rzecz biorąc, mężczyzna marzeń. Nawet czasami łapała się na myśli, że nie wierzy w swoje szczęście.

— “Wojtek, dzwoń… wiem, że iść bez zaproszenia to nietakt.” — Aleksandra podała ukochanemu telefon.

— “Co mu powiem?” — Wojciech zmarszczył brwi. — “To nieładnie — narzucać się. Nie będę dzwonić.”

W tym momencie jego telefon “ożył”.

— “Spójrz, przypomniałeś sobie o Mikołaju, a tu i on,” ucieszyła się Aleksandra. Odsunęła rękę, żeby Wojciech nie zdążył zabrać telefonu, i sama odebrała połączenie, włączając głośnomówiący.

— “Mikołaj, dzień dobry, mówi dziewczyna Wojciecha, Aleksandra.”

— “Dzień dobry, Aleksandra. Czy mogę porozmawiać z Wojciechem?”

— “Tak, ale najpierw chciałabym się upewnić, czy zaprosiłeś tylko jego na swoje święto? Czy możemy przyjechać razem?” — bezpośrednio zapytała.

— “Razem… ale Wojciech powiedział, że przyjdzie sam. Zmieniliście plany?”

— “Tak. Ja też będę. Dziękuję za zaproszenie.”

Aleksandra radośnie podała Wojciechowi telefon. Jej cel został osiągnięty, i skoncentrowała się na pakowaniu rzeczy.

Wojciech patrzył na Aleksandrę. Milcząco obserwował, jak upycha w torbie kostium kąpielowy.

— “Może wziąć jeszcze stary?” — zapytała Aleksandra.

— “Lepiej w ogóle nie bierz.”

— “Co masz na myśli?”

— “Będzie chłodno. Nikt nie będzie się kąpał. A poza tym, basen u niego mały. Kałuża, a nie basen.”

— “Spójrz, na weekend prognozują +26 stopni!” — nie dawała za wygraną Aleksandra.

— “To jakiś błąd… ja dokładnie wiem, że będzie padać.”

— “Osobiście planuję pływać i opalać się, nawet jeśli będzie padać. A ty możesz nie brać kąpielówek, twoja sprawa,” — odcięła Aleksandra. Tyle słyszała o Mikołaju i jego domu, że nie mogła zrozumieć nagłej zmiany nastroju Wojciecha. — “Wyciągnąć twoje kąpielówki z torby?”

— “Nie trzeba.”

Zakochani skończyli pakować i rozeszli się do swoich spraw. Aleksandra poszła po ściereczkę, żeby posprzątać, a Wojciech wziął puszkę “na poprawę nastroju” i poszedł do telewizora.

Do święta został tydzień.

Przez wszystkie 6 dni Aleksandra unosiła się jak na skrzyłach. Wyczekiwała magicznej podróży, miała nadzieję, że pozna przyjaciół Wojciecha. Marzyła, że po tym, jak jego przyjaciele zaakceptują jej kandydaturę, on w końcu jej się oświadczy i się pobiorą.

Oczywiście, Aleksandra była zdenerwowana. Znała chłopaków z towarzystwa Wojciecha tylko z opowiadań.

— “Przyjmą mnie? Tak? Jak mam się zachować?” — pytała.

— “Jak chcesz. To zwykli ludzie, jeśli im się spodobasz, to cię zaakceptują,” wzruszył ramionami Wojciech. Od jego słów Aleksandrze nie stało się spokojniej, ale pomyślała i postan

owiła, że zrobi wszystko, aby znaleźć z chłopakami wspólny język.

Dom Mikołaja był prawie taki, jak sobie Aleksandra wyobrażała. Nie był zbyt duży, ale wyglądał ładnie i przytulnie. Teren był dość kompaktowy, ale na nim mieściły się basen, altana i ogrodowe huśtawki. Wszystko było przemyślane i wygodne.

— “Rozgośćcie się. Zaraz będzie gotowy szaszłyk,” — gospodarz powitał Aleksandrę i Wojciecha.

W altanie już siedzieli przyjaciele Mikołaja. Wszystkich tych ludzi Aleksandra widziała po raz pierwszy. Bardzo się denerwowała, ale starała się zachować swobodnie. Z apetytem jadła, podtrzymywała rozmowę i głośno śmiała się z cudzych żartów. Aleksandra starała się nie zauważać, że niektórzy goście rzucają na nią krzywe spojrzenia.

Wojciech w ogóle nie patrzył na Aleksandrę. Trochę posiedział przy stole, a potem odszedł do chłopaków, którzy tłoczyli się przy improwizowanym barze.

Aleksandra pomyślała, że dawno nie widział przyjaciół i nie obraziła się. Jadła, chwaliła szaszłyki i starała się zaprzyjaźnić z kimś. Ale tak się złożyło, że obok niej przy stole siedziały same “lalki”. Przyjaciółki Mikołaja były wszystkie jak z jednego wzoru: szczupłe, długonogie, z “narysowanymi” rysami twarzy i bardzo podobne do siebie. Nie jadły nic poza zieleniną, liczyły kalorie w talerzach Aleksandry i dziwiły się, jak tyle mogło się w niej zmieścić.

— “A ty nie dbasz o figurę, co?” — zapytała jedna z dziewczyn.

— “No… jak powiedzieć… w zasadzie staram się,” — Aleksandra opuściła wzrok. Jej idealny rozmiar 48 pozostał gdzieś “za horyzontem”. Nagle przytyła. Po prostu zaczęła tyć i nie zdążyła się obejrzeć, jak 48 zmienił się w 54.

Początkowo bardzo się kompleksowała, ale po rozmowie z psychologiem zrozumiała, że musi zaakceptować siebie taką, jaka jest. Wojciech zgodził się z opinią specjalisty. Nie popierał Aleksandry w jej otyłości, ale też nie zmuszał jej do odchudzania. To stało się kolejną jego zaletą, za którą Aleksandra tak mocno pokochała Wojciecha.

— “Staram się? Ty sama zjadłaś cały szaszłyk!” — nagle pojawił się Wojciech.

— “Co masz na myśli?” — spięła się Aleksandra.

— “Dosłownie. Jak dbać o figurę, skoro jej w ogóle nie ma?” — “żartował”. Było widać, że jej ukochany dobrze przyjął przy barze. Był wesoły i niezbyt trzeźwy.

Aleksandra zacisnęła zęby. Takiego “komplementu” od Wojciecha się nie spodziewała.

— “Przepraszam.” Wstała od stołu i wyszła.

Trochę się uspokoiła w ubikacji, ale w końcu wyszła do gości. Nie wiedziała, jak się dalej zachowywać. Faktycznie Wojciech ją przed swoimi przyjaciółmi upokorzył.

Na szczęście, publiczność przeszła do innej czynności — Mikołaj zaprosił gości do basenu. Zaczęły się konkursy, gry i tańce. A chętni zaczę

li skakać do basenu. Aleksandra też miała ochotę skoczyć. Zrzuciła sukienkę i poszła do burty.

— “Jesteś przy zdrowych zmysłach?!” — zapytał Wojciech, przybiegając do niej.

— “Tak.”

— “Jak widzę, nie, skoro postanowiłaś skoczyć! Ubierz się i nie kompromituj mnie.”

— “Wszyscy skaczą. Czym jestem gorsza?” — Aleksandra nie była nastawiona na rozmowę z Wojciechem. Była na niego obrażona.

— “Miej sumienie! Basen wyleje się z brzegów!” — syknął.

— “U innych się nie wylewa!”

— “Inni to nie ty. Twoja masa ciała jest jak u wszystkich gości razem wziętych!”

— “Przestań mnie obrażać! Wcale nie jestem gruba!” — Aleksandra ledwo powstrzymywała łzy. Bardzo się obraziła. Tak, nie mieściła się w standardy piękna, o których mówiły dziewczyny. Ale i “ogromna” też nie była. Poza tym Aleksandra miała piękną figurę, a jej otyłość jej nie psuła.

— “Proszę cię, nie chodź po terenie w stroju kąpielowym. To wygląda nieestetycznie.”

— “Inni chodzą!”

— “Nie porównuj się z innymi. Jak będziesz wyglądać jak one, wtedy będziesz paradować w stroju kąpielowym,” — przesycił Wojciech.

— “Co ci nie odpowiada w moim stroju kąpielowym?”

— “Spójrz na siebie! Wyglądasz jak ten hipopotam!” — Wojciech wskazał palcem na rysunek na stroju kąpielowym. Była tam przedstawiona sawanna: żyrafa, hipopotam i lew. — “Oto, jeden w jednego.”

— “Wojtek, wydaje mi się, że zachowujesz się nieładnie. Przestań,” — do kłótni wtrąciła się Elżbieta, siostra Mikołaja.

Zabrała płaczącą Aleksandrę od Wojciecha i podała jej szklankę wody.

— “Dziękuję,” — wycierając łzy, powiedziała Aleksandra. — “Nie rozumiem, co go naszło. Nigdy nie mówił mi, że jestem gruba…”

— “Mężczyźni czasami mówią zupełnie nie to, co myślą,” — pocieszająco uśmiechnęła się Elżbieta. — “Wojciech trochę przesadził. Gdy wytrzeźwieje, będzie żałował tego, co powiedział.”

— “Tak czy inaczej, zostanę ‘hipopotamem’ wśród waszych przyjaciół.”

— “A to cię bardzo martwi?” — roześmiała się Elżbieta.

— “Tak.”

— “To wszystko bzdury. Bądź sobą. Wiesz przecież, że wcale nie jesteś hipopotamem, a pięknością.”

— “Łatwo ci mówić. Ty jesteś szczupła,” — Aleksandra oceniła figurę Elżbiety.

— “Nie zawsze taka byłam. A za plecami nazywają mnie ‘kupą’.”

— “Dlaczego?” — zdziwiła się Aleksandra.

— “Ponieważ panieńskie nazwisko to Kuczynska, a i moja figura kiedyś była inna niż teraz. Oto,” — Elżbieta podała swój telefon. Na Aleksandrę patrzyła pełniejsza dziewczyna.

Nie można powiedzieć, że Elżbieta była brzydka, po prostu była trochę inna.

— “Jak ci się udało tak schudnąć?”

— “Po prostu zakochałam się, wyszłam za mąż, zaszłam w ciążę i urodziłam

. No i po porodzie zaczęłam uprawiać sport, żeby nie przytyć.”

— “Fantastycznie…”

— “Ty też tak możesz. Wystarczy chcieć. A w ogóle, według mnie, jesteś pięknością. Najważniejsze, żeby to dostrzegł ten, który mógłby cię docenić.”

— “Dziękuję… ale niestety, Wojciech tego nie zauważa. W ogóle nie patrzy w moją stronę. I szczerze mówiąc, nawet nie chciał mnie ze sobą zabrać. Czasami wydaje mi się, że jest ze mną tylko dlatego, że mu to wygodne.”

— “Proponuję sprawdzić,” — mrugnęła Elżbieta.

— “Jak?”

— “Mam pomysł.”

Elżbieta nie zdradziła swojego zamiaru. Po prostu mrugnęła i gdzieś poszła.

A potem nadszedł czas na uroczysty tort.

Wojciech trzymał się na uboczu. Aleksandra widziała, że nie krępuje się flirtować z innymi dziewczynami, a Aleksandra musiała siedzieć z boku. Nie miała ochoty jeść tortu. Czekała na moment, kiedy będzie można wyjechać. I Aleksandra podejrzewała, że pojedzie do domu sama, bez Wojciecha.

— “Aleksandro, zasmucicie mnie, jeśli nie spróbujecie tortu,” — do niej dosiadł się Mikołaj.

— “Ja… nawet nie wiem. Nie chcę was zasmucać, ale tort mi nie na zdrowie.”

— “Spróbujcie. Słodycze to hormon radości.” — Mikołaj wziął łyżkę i podał Aleksandrze. — “Otwórzcie usta i zamknijcie oczy.”

Aleksandrze stało się śmiesznie, i zrobiła tak, jak powiedział Mikołaj. Jedli tort razem, ubrudzeni kremem. On karmił ją łyżeczką, śmiał się, a jej było wszystko jedno, co pomyślą inni goście. Wojciech w ogóle nie zwrócił uwagi na to, że jego narzeczona siedziała z przyjacielem.

— “No jak?”

— “Bardzo smaczne.”

— “To moja mama przygotowała.”

— “Twoja mama jest wspaniała. Dziękuję wam. Myślę, że muszę już iść. Dziękuję za zaproszenie.”

— “A nie chcesz zostać?”

— “Nie. Myślę, że to będzie nie na miejscu. Mój towarzysz zapomniał, że przyszedł nie sam.”

Wojciechowi, zdawało się, było wszystko jedno, że Aleksandra zamierzała wracać do domu.

— “Dobrze. W takim razie pozwólcie, że was odwiozę.”

— “Wam, chyba, nie wolno za kierownicę.”

— “Nie piłem. I już zmęczyłem się tą imprezą. Chodźmy.”

Aleksandra pożegnała się z gośćmi, a Mikołaj odwiózł ją do miasta. Trochę pospacerowali po nabrzeżu, on poczęstował ją kawą i odwiózł do domu.

Aleksandra zrozumiała, że koniec dnia był dla niej zbawieniem. Mikołaj zdołał podnieść jej nastrój, któremu, wydawało się, już nic nie mogło pomóc.

— “Dziękuję wam za cudowny wieczór.”

— “Wzajemnie. Chciałbym was zaprosić do siebie wtedy, kiedy nie będzie zbędnych ludzi. Wydaje mi się, że nie zdążyliście się wykąpać,” — mrugnął do niej.

Aleksandra uśmiechnęła się i, obiecując przemyśle

ć sprawę, odeszła.

Wojciech pojawił się w domu dopiero w poniedziałek. Zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. A Aleksandra nie mogła już do niego odnieść się tak, jak wcześniej.

Ale też go jakoś nie mogła wyrzucić. Żałowała go? Czy przyzwyczaiła się… do tego samego wieczoru otrzymała kwiaty. Ogromny bukiet róż oceniły wszystkie koleżanki z firmy. Zazdrośnie patrzyły na Aleksandrę.

— “Wojtek to twój ideał.”

Aleksandra nie odpowiedziała. Uznała, że to jego sposób na zadośćuczynienie winy. Ale na dołączonej do bukietu kartce była notatka nie od Wojciecha.

“Przyjadę o 18.30. Mikołaj.”

Aleksandra bardzo się zdziwiła, i… wcale się nie zmartwiła. Bardzo chciała ponownie zobaczyć przyjaciela swojego narzeczonego.

I on przyjechał.

Spacerowali, jedli lody, rozmawiali, a Aleksandra zdała sobie sprawę, że wcale nie myślała o Wojtku. Nie chciało jej się rozstawać z Mikołajem. Ale jemu trzeba było wyjechać w sprawach.

On wysłał jej kwiaty do domu. Wojciech nie zwrócił na nie uwagi. “Narzeczony” w ogóle zachowywał się tak, jakby wynajmował pokój w mieszkaniu Aleksandry. I u niej zrodził się pomysł.

— “Wojtek, mieszkasz u mnie już pół roku. Myślę, że nadszedł czas…”

— “Nie, Aleksandra. Przepraszam, ale dopóki jesteś taka, nie będę się z tobą żenił.”

— “Jaka?” — zbledła.

— “Masz nadwagę i w ogóle… jesteś zbyt natrętna. Wstydziłem się za ciebie przed przyjaciółmi.”

— “Ach tak? Ale dlaczego w takim razie mieszkasz ze mną?”

Wojciech nie odpowiedział.

— “A ja wiem dlaczego. Bo ci wygodnie. Mieszkanie, jedzenie, przyjemność… wszystko, czego potrzebujesz pod jednym dachem. I moja figura cię kilka dni temu nie przeszkadzała. Wszystko ci odpowiadało.”

Wojciech zacisnął usta.

— “Jestem mężczyzną. Muszę ‘odreagować’.”

— “Cóż… oto wszystko policzyłam. Choć nie… za ‘odreagowanie’ raczej ze mną się nie rozliczysz. Ale za mieszkanie w mieszkaniu bądź uprzejmy, zapłać.”

Podsunęła mu “rachunek”, obliczając koszt wynajmu podobnego mieszkania. Wojciech wpadł w szał.

— “Zupełnie się obnagliłaś?! To ty powinnaś mi dopłacić, że byłem z tobą tyle czasu!”

— “Wynoś się, Wojtek. Nie potrzebuję twojego towarzystwa,” — wypowiedziała Aleksandra, podając mu torbę. Rzeczy u Wojciecha było niewiele. Głównie oszczędzał, wydawał mało pieniędzy i tylko na najpotrzebniejsze rzeczy.

— “Hipopotamico. To ty jesteś,” — rzucił na odchodne.

Aleksandra wolała nie odpowiadać. Choć i bez słów mógł się domyślić, co o nim myślała Aleksandra.

Pozostając sama, Aleksandra postanowiła zadzwonić do Elżbiety, żeby podziękować za to, że otworzyła jej oczy na Wojciecha. Wszystkie te dni rozmawiały, a Elżbieta dawała Aleksandrze rady.

— “Cześć… W

yrzuciłam go.”

— “Dobrze zrobiłaś.”

— “Ja… chciałam powiedzieć, że Mikołajowi już nie trzeba przyjeżdżać i dawać kwiatów. Wspaniale mi pomógł podnieść samoocenę. Teraz w pracy będą myśleć, że odeszłam od Wojtka nie dlatego, że uważa mnie za ‘hipopotama’, ale dlatego, że znalazłam kogoś lepszego. A tak w ogóle, było mi świetnie z twoim bratem, i boję się zakochać.”

— “Dobrze, powiem mu,” — roześmiała się Elżbieta. W dniu urodzin podsunęła bratu pomysł, aby poderwać Aleksandrę, żeby sprawdzić Wojciecha pod kątem zazdrości. Ale jemu było wszystko jedno, i Aleksandra w końcu mogła go puścić. A Mikołaj… wysłuchał Elżbietę, ale nie przestał jeździć do Aleksandry.

Co go przyciągnęło w dziewczynie przyjaciela? Prawdopodobnie jej bezpośredniość i uroczy uśmiech. A może po prostu miał dość jednakowych “lalek”.

Związek Aleksandry i Mikołaja zakończył się ślubem. Aleksandra nie chciała chudnąć, ale okazało się, że powtórzyła historię Elżbiety. Po porodzie schudła dwadzieścia kilogramów i wróciła do formy.

Gdy Wojciech zobaczył Aleksandrę po pięciu latach, jej nie poznał.

— “Masz piękną żonę, Mikołaj. Gdzie ją znalazłeś? Też bym chciał się ożenić… ale wszystkim potrzebne są mieszkania, pieniądze… roszczeniowe narzeczone.”

— “Gdzie znalazłem, tam już nie ma,” — odpowiedział Mikołaj i odwiódł żonę daleko od Wojciecha.

Mieli szczęśliwą rodzinę. A szczęście lubi ciszę.