Nie mówiąc nic żonie, zaprosiłem matkę do domu, aby zobaczyła wnuczkę-niemowlę. I wtedy zaczął się koszmar

W zupełnie absurdalnej sytuacji się znalazłem – żona mnie wyrzuciła, bo zaprosiłem moją matkę, aby zobaczyła wnuczkę…

Miesiąc temu zostałem ojcem. Bardzo się cieszyłem, zwłaszcza że urodziła się nasza długo oczekiwana Zofia. Z jakiegoś powodu bardzo chciałem, aby pierwsze było dziewczynką, chociaż większość moich znajomych mężczyzn uważa, że syn jest lepszy. Może według ich opinii lepszy, ale ja chciałem właśnie córkę.

Aktywny udział w dniu porodu brała moja mama, choć jej relacje z Ewą, moją żoną, mówiąc wprost, nie są najlepsze. Ale wtedy mama nagle chciała być obecna przy porodzie i prawie dostała się do sali porodowej, ale w ostatniej chwili Ewa, dowiedziawszy się, że teściowa zdecydowała się tutaj „kontrolować”, zrobiła taką scenę, że dyżurujący lekarz odwrócił mamę w kierunku windy i powiedział swoje jednoznaczne „nie” jej obecności podczas samego procesu.

Oczywiście, mama się obraziła, ale zająłem neutralną pozycję i nie poparłem jej urazy, co tylko wzmocniło emocje nowo upieczonej babci.

Szczerze mówiąc, to mama sama jest winna temu, że jej relacje z Ewą nie układają się. Zbyt bardzo mnie kocha i do tej pory uważa mnie za swojego „podopiecznego”, twierdząc, że lepiej wie, jak mnie ubierać, co jeść itd. Naturalnie, to irytuje żonę, zwłaszcza gdy teściowa przychodzi i zaczyna dawać swoje „cenne rady” i uwagi.

Więc… Ewa urodziła, szczęśliwie wróciliśmy do domu. Pierwsza wizyta moich rodziców u wnuczki. Tata od razu pobiegł do kołyski, a mama nie spieszyła się – przeszła się po mieszkaniu i od razu zaczęła zarzucać Ewie, że według jej „autorytatywnej” opinii nie jest wystarczająco czysto. Moja żona eksplodowała i poprosiła teściową, by się wyniosła. Oczywiście, razem z nią odszedł i ojciec…

Później uspokajałem Ewę, martwiąc się, by nie straciła mleka, przekonywałem, by nie brała sobie do serca uwag matki, ale moje słowa spadały w absolutną próżnię.

Minęły dwa miesiące. Nasze rodzinne relacje się poprawiły, o konflikcie z teściową nie wspominaliśmy, tym bardziej że mama od dnia kłótni do nas nie przychodziła, czekając, aż synowa ustąpi.

I wtedy, Ewa zebrała się do „ulubionego” lekarza, do konsultacji kobiecej. Ja, z dobroci serca, poinformowałem o tym mamę i zaprosiłem ją, by zobaczyła wnuczkę, podczas gdy żona będzie w przychodni.

Pierwsza część mojego planu powiodła się. Kobiety rozminęły się w czasie, jak przewidywałem – w ciągu dziesięciu minut. Żona – wyszła, a mama – przyszła.

Oczywiście, mamie powiedziałem, że ma maksymalnie godzinę, by znów nie doszło do konfrontacji z synową, ale nie udało mi się odprowadzić mamy przed przyjściem Ewy. Babcia pieściła wnuczkę, a kiedy przyszła żona, po prostu mnie wystawiła, m

ówiąc do naszej córki:

– Oto twoja mamusia przyszła, moja słodka, może wreszcie zrobi porządek w domu, żeby dziewczynka nie wdychała kurzu…

Myślę, że możecie sobie wyobrazić reakcję żony na ten przemów teściowej… Ale oberwało się nie tylko teściowej, wraz z nią Ewa wyprosiła i mnie, mówiąc:

– Jesteś zdrajcą! Po co to zrobiłeś? Za mamą się stęskniłeś? Mieszkaj u niej, dopóki nie dorosniesz do męża!

Od kiedy żona mnie wyrzuciła, minęły już dwa tygodnie. Nawet nie wiem, jak do niej podejść…