Niedawno świętowałam swoje 40. urodziny. Obok mnie był mój mąż. Nasza duża różnica wieku, wynosząca 15 lat, nigdy mnie tak nie niepokoiła jak teraz, dlatego myślę o rozwodzie

Kiedyś wyszłam za mąż za ukochanego człowieka. Wtedy nasza różnica wieku nie niepokoiła mnie, nawet jej nie zauważałam. Ale teraz wszystko jest zupełnie inaczej. W tym roku obchodziłam czterdzieste urodziny, a mój mąż ma już pięćdziesiąt pięć lat.

Siłownia, aktywny wypoczynek, wszystko to jest obecne w naszym życiu. Mąż wygląda dobrze, jego zarobki są więcej niż wystarczające. Ufa mi całkowicie, szanuje moje zdanie, wszystkie poważne decyzje podejmujemy razem. Na moje wyjścia z przyjaciółkami do teatru, i nie tylko, patrzy pobłażliwie, wydatków nie ogranicza.

Mój mąż według wszystkich kryteriów to marzenie każdej kobiety. A ja ostatnio skupiam się na naszej dużej różnicy wieku. Zaczynam się go wstydzić, szczególnie po kilku komentarzach za plecami „To jej mąż?”.

Nie wiem, co mam robić? Czuję się jeszcze całkiem młoda, a mąż ze dnia na dzień się starzeje. Aby nie popełnić błędów, poszłam do psychologa. Powiedział, że mój dyskomfort jest całkowicie zrozumiały, ale mimo to jest po stronie męża.

Kiedy wychodziłam za mąż, jeszcze nie widziałam życia, byłam pełna zdrowia, siły i chęci bycia matką, może nie w pierwszych latach małżeństwa. Wtedy mój mąż był już w poważnym wieku, zbliżał się do granicy, po której założenie rodziny jest problematyczne. Ale dla niego kwestia materialna nie była problemem.

Oczywiście, mój wybranek wyglądał na tle moich rówieśników bardzo korzystnie: to, co oni jeszcze musieli przejść i osiągnąć, mój narzeczony już miał w kieszeni. Kilka lat po ślubie pływałam w uwadze, dostatku.

Czterdzieści lat – kobieta w najjaśniejszym wieku, uświadamia sobie swoje piękno, atrakcyjność. A obok – mąż, który zaczął się starzeć, jakkolwiek sportowo by się nie starał wyglądać. I kobieta zaczyna zastanawiać się nad swoimi perspektywami i brakiem tych u swojego męża. Myśli o tym, że ona idzie do szczytu, a mąż już w dół, pojawiają się coraz częściej.

Ważny czynnik – brak dzieci. W każdym przypadku dzieci nie uratowałyby sytuacji, jak to często bywa w małżeństwach z dużą różnicą wieku.

Z pewnych powodów nie udało mi się zanurzyć głęboko w macierzyństwo, zapominając o różnicy w latach. W konsekwencji podświadomie dochodzę do wniosku o potrzebie rozwodu. Euforia i nowość relacji dawno minęły, trudno będzie mi zmienić myślenie o mojej młodości i jego starości, pozostaje jedno – rozejść się.

Ale nie jestem pewna, czy od razu znajdę wśród rówieśników tak troskliwego i kochającego męża, jakiego mam teraz, tylko młodszego, z którym mogłabym jeszcze mieć dziecko.

Prawdopodobnie mam niewiele szans na założenie nowej rodziny, ale i tak spróbuję. Mój mąż też nie ma wielu szans, ale myślę, że jeszcze znajdzie kogoś odpowiedniego do dalszego życia.