“Niepotrzebne” kobiece wydatki, które przerażają mężczyzn

Ten post piszę z doświadczenia 19-letniego małżeństwa, w którym nikt nie umarł, chociaż niektórzy próbowali. Na tej podstawie uważam, że mam prawo pouczać młodzież i udzielać nieproszonych porad metodycznych. Zacznę od pieniędzy.

Powszechne są narzekania, że kobiety to kosztowna sprawa. Gdy tylko zwiążesz się z kobietą, połowa twojej pensji znika, a w najgorszym przypadku zostanie pożarta. Mężczyźni tak często mówią o kobietach i pensjach, jakby mieli przynajmniej 8 żon i 15 pensji. Takie można odnieść wrażenie. Przecież niemożliwe jest ciągłe dyskutowanie o tej samej pensji w wysokości 45 tysięcy rubli i niemożliwość jej wydania na jakiekolwiek kobiety, możliwe jest tylko jej przepuszczenie.

Jednak jeśli posiadasz wrażliwy słuch i trochę doświadczenia życiowego, możesz wyłowić z tego narzekania konkretne zarzuty.

– Brwi, rzęsy i inne “paznokcie”
Już mówiłam, że żyjemy w kraju z najbardziej rozwiniętym przemysłem piękności na świecie. Dziesiątki milionów kobiet coś sobie malują, przedłużają, pompują i przyklejają. Tylko w Moskwie można znaleźć około 7 tysięcy salonów piękności, nie mówiąc już o prywatnych specjalistach, których jest dziesiątki razy więcej. To oznacza, że ogromna liczba kobiet właśnie teraz coś w sobie poprawia za pieniądze. Oto co o tym myślą ich mężowie.

“Irytują mnie wydatki żony na brwi, rzęsy, paznokcie. Po prostu mnie wkurzają. Już pisałem wcześniej, ale każda kolejna wizyta denerwuje mnie coraz bardziej. Jasne, że pieniądze są wydawane, ale ona też tam siedzi po 3 godziny. Gdyby to było raz w roku, ale to co miesiąc”.

“Dziś mąż zapytał, ile wydaję na manicure i pedicure. Powiedziałam, że co 2 tygodnie manicure za 1800, a raz w miesiącu pedicure za 2900. Powiedział, że jestem nienormalna i żebym tak często tego nie robiła. Ale jak nie robić często? Paznokcie rosną i brzydko wyglądają”.

Zastanawiałam się, dlaczego zabiegi związane z pięknością i pielęgnacją są u nas bardziej popularne niż przeciętnie wśród ludzkości. Przychodziły mi do głowy różne myśli o trudnym dziedzictwie historycznym (okresowy ostry brak mężczyzn), głodzie za elegancją i pięknością, który miał miejsce w epoce sowieckiej… Ale i tak układanka nie pasowała. W końcu oczywiste jest, że ważny jest nie tylko rezultat, ale i proces. Bo teoretycznie można by kupić sobie lampę do żelu i nauczyć się malować samemu… Ale chce się właśnie do salonu, do swojego mistrza. Myślę, że dla kobiet to forma medytacji. No i kropla pewności siebie, której zawsze brakuje.

Można różnie podchodzić do tego wszystkiego, ale gdy mężczyzna zdecydowanie domaga się ograniczenia wydatków na urodę, rodzi się pytanie. Czy kiedy zaczął spotykać się z kobietą, te ulepszenia już były

? Czyli spotkał kobietę z zadbanych paznokci, lśniących włosów, pachnącą i umalowaną. A teraz nagle oburza się tym przygnębiającym faktem? Czy co? Jeśli kobieta chodzi na manicure od 15 lat, to skąd nagle spadła stodoła? Jedyny powód upadku stodoły, jaki widzę, to pierwszy – pieniądze pochodzą z wspólnego budżetu, lub kobieta sama wszystko płaci i nie dokłada do wspólnego budżetu. Wtedy jej uroda z atrakcyjnego obrazka zamienia się w stracony zysk.

– Ubrania i obuwie poza “przykryciem wstydu”. Rajstopy
Temat kobiecych zbędności zawsze jest dość palący. Ale w pełni rozwija się zwykle właśnie w legalnym małżeństwie. Nikogo nie interesuje, ile ta sympatyczna dziewczyna ma rajstop, jak często kupuje biustonosze i po co jej kolejna para butów. W przypadku żony wszystko to podlega dokładnej rewizji. A jeśli żona jest na urlopie macierzyńskim, to staje się problemem.

Widzę w tym pewien skręt psychiki, który pozwala pozostać “zbieraczem”, nawet przy bardzo skromnych dochodach. Hasło “żyjesz ponad stan, a to wszystko to burżuazyjne zbędności” w momencie chroni jego nosiciela przed wszystkimi finansowymi zarzutami. Pensja jest mała! Rajstopy trzeba częściej cerować! A podpaski – prać!

Znowu apeluję do wcześniejszego doświadczenia życiowego damy. Jeśli przyszła bosa i bez rajstop, a teraz się stroi, to jedno. Ale jeśli żona jest na urlopie macierzyńskim, a rajstopy zawsze miała, wydaje mi się sprawiedliwe ze strony mężczyzny przynajmniej próbować utrzymać jej dotychczasowy poziom konsumpcji. To wydaje mi się normalnym i sprawiedliwym wkładem reprodukcyjnym, szczerze mówiąc.

– Kawa w kubkach, słodycze, przekąski w kawiarni
Kolejna pozycja wydatków – smaczne jedzenie. Dla kobiet ważny jest nie tylko smak, ale także opakowanie, miejsce spożycia i sam rytuał. Niektórzy mężowie wrogo podchodzą do takich zbędności. Chociaż są też tacy, którzy sami mogą zostawić ogromne pieniądze w barze, na automacie do gier lub w czyichś majtkach.

“Na przykład nie kupuję sobie sushi, bo to drogie, a ona spokojnie po pracy może wpaść do supermarketu rybnego i kupić pudełko sushi. Może spokojnie wstąpić do kawiarni i zostawić tam fortunę za filiżankę herbaty i kawałek ciasta. Może spokojnie każdego dnia kupować sobie pizzę, lody, ciastko itd., co ostatecznie skutkuje ogromnymi wydatkami. Jedzenie poza domem jest bardzo drogie. Szczególnie zdumiewa mnie taki egoizm”.

Szczerze mówiąc, jako kobieta, trudno mi uwierzyć, że kobieta rzeczywiście zostawia w sklepie całą fortunę, a sushi na kolację jest warte dyskusji. Ale jako psycholog wiem, że ludzie mają różne taktyki radzenia sobie z pieniędzmi i że w parze bardzo ważna jest finansowa kompatybilność. Są kobiety, które będą oszczędzać zbierając małe kawałki mydła, robić naleśniki z resztek zupy, przynosząc najta

ńsze hotelowe szampony itd. I powinny one żyć z takimi samymi domowymi ekonomistami, którzy są gotowi godzinami rysować w Excelu tabelę wydatków zamiast po prostu zarabiać pieniądze. A są kobiety, które trwonią, no i niech żyją z mężczyznami, którzy przepuścili ostatnie pieniądze w knajpie. To byłoby sprawiedliwe.

Dlatego gdy słyszę zarzuty, że żona dużo i nierozważnie wydaje, nie zaprzeczając istnieniu takich kobiet, zapytam. A gdzie wcześniej patrzyłeś? Na nogi?

– Wypoczynek nad morzem
Jeszcze jedna ważna pozycja wydatków, którą niedawno omawialiśmy, to wypoczynek. W kulturze masowej przyjęło się uważać, że latem kobieta domyślnie dąży do morza. Podczas gdy dla mężczyzny wystarczy smrodliwa rzeczka, mamina dacza, turystyczna wyprawa do lokalnego zbiornika wodnego z przyjaciółmi itd. Obecnie na męskich forach dżentelmeni straszą się miłośniczkami podróży. A piosenka “Znakomity mąż zabrał mnie do Gelendżyka” brzmi teraz w nowych barwach.

Znowu tłumaczę, skąd bierze się ta kobieca tęsknota za morzem. W rzeczywistości to próba choćby minimalnego odpoczynku od domowych obowiązków, które spoczywały na jej barkach przez cały rok. Niech teraz inni gotują, pierzą i składają łabędzie z ręczników. Kobieta, która nie jest zbyt zajęta domem, woli krótką podróż do nowego miasta, kolację w restauracji i parę muzeów lub ekscytującą przygodę w jakimś zupełnie niezwykłym miejscu. Tęsknota za morzem to tęsknota za beztroskim życiem sanatoryjnym, gdzie wszystko jest już za ciebie zdecydowane.

Wszystkie te przykłady, szczerze mówiąc, prowadzą mnie do jednego mianownika. Pomimo wszystkich rozmów o tym, że kobiece dobrobyt rzekomo znacznie wzrasta po ślubie, wszystko, co widzę, to próby kobiet utrzymania się na dotychczasowym poziomie życia. Dla mnie sprawa wygląda tak: jeśli żona nie miała samochodu, a po ślubie nagle się pojawił – to inwestycja w żonę. Ale jeśli paznokcie były, a teraz stały się zbędnym luksusem, to coś innego… Właśnie do tego, a nie do pewnego niezbędnego “minimum”, powinno się odnosić wydatki. I tak, można żyć z jedną parą butów i bez rajstop. Ale na taki wyczyn trzeba się zdecydować dobrowolnie i całkowicie świadomie. To dla poszczególnych entuzjastów. Nie można tu stosować zasady “wydała na siebie ponad przetrwanie – równa się ukradła”. I tak, nie wykluczam, że wśród kobiet są straszne marnotrawczynie. Inna sprawa, że nie widziałam ani jednej strasznej marnotrawczyni, która by starannie ukrywała to przed ślubem.