Odwiedziłam znajomą tak, że wróciłam do domu głodna!

Stara znajoma zadzwoniła i zaprosiła mnie na urodziny. Jej mąż miał jubileusz. Planowała zebrać najbliższych przyjaciół. Nie wiem, dlaczego mnie włączyła do tego grona, skoro nie jesteśmy blisko.

Odmówienie byłoby nieładne, więc wcześniej wyszłam z pracy, kupiłam prezent i pojechałam na spotkanie. Myślałam, że zdążę zjeść obiad, ale musiałam zrezygnować z przerwy obiadowej, inaczej nie wypuściliby mnie godzinę wcześniej.

Już od progu czekałam, aż zaproszą mnie do stołu. Byłam tak głodna, że trudno mi to opisać. Niestety, spotkało mnie rozczarowanie.

W pokoju już byli goście, prawie nikogo z nich nie znałam.

Było ich siedmioro. Dlaczego podaję dokładną liczbę obecnych, zaraz zrozumiesz.

Gospodyni zdecydowała, że nie będzie ustawiać stołu — był tylko bufet. Na nim stały małe talerzyki ze skromnymi przekąskami, oprócz tego butelka wina. Wszystkie przekąski były podzielone na 7 części. Siedem kawałków sera, siedem kawałków szynki, pomidorków itp.

Jasne, że takimi przekąskami nawet dziecko nie naje się. Byłam w szoku. To musi być kłopotliwe, aby wszystko dokładnie podzielić na jedną sztukę. Czy nie można było pokroić więcej warzyw? Mój żołądek zrozumiał, że będzie musiał jeszcze długo burczeć w nadziei na przekąskę. Zresztą nie tylko ja miałam takie odczucia — mężczyzna siedzący obok uśmiechnął się, słysząc ten dźwięk.

Deser też był porcjowany, ale dostałam dość duży kawałek. Głodni goście rzucili się na tort, aby zaspokoić apetyt. Zazwyczaj odmawiam deser, ale tym razem nie miałam wyboru — zabrałam większy kawałek i jeszcze jedną porcję, bo ktoś nie chciał.

Nie mogę powiedzieć, że tort był bardzo smaczny. Ale głód dyktował swoje warunki.

W drodze do domu wstąpiłam do sklepu i kupiłam wszystko, co wpadło mi w oko. Jadłam na ulicy, bo nie dotarłabym do mieszkania z powodu głodowego omdlenia. Tak właśnie spędziłam czas u znajomych!