Po 15 latach Daniel postanowił wreszcie ożenić się z Marysią. Ona jedynie gorzko się uśmiechnęła

“Wszystko jest zapisane na jego imię. Mieszkanie – jego. Samochód – jego, a drugi – zarejestrowany na imię matki. Cóż zmieni obrączka na palcu? Jakieś głupstwo.”

Marysia znów gorzko potrząsnęła głową.

Była z Danielem już ponad 15 lat. Przeszli przez wiele. Znali się jak łyse konie. Oczywiście, były problemy rodzinne, jak mogłoby ich nie być? Ale bardzo się do siebie przyzwyczaili i nie mogli wyobrazić sobie życia osobno.

Jednak pewnego dnia dla Marysi znacznie wydarzyło się coś bardzo niespodziewanego: podczas oglądania kolejnego serialu Daniel nagle oświadczył się jej.

— Marysiu, pomyślałem. Wyjdź za mnie… — odwrócił się do niej i spokojnie spojrzał w oczy.

Tak zwyczajnie, jakby prosił, aby podać mu ketchup.

Marysia wpatrywała się w Daniela, w jej oczach odbijała się mieszanka nieufności i irytacji. Parsknęła śmiechem.

— Na serio?

— Tak.

— No nie wiem…

Szczęka Daniela się spięła, próbował powstrzymać gniew i urazę.

— Mówię poważnie. Skończmy z żartami — powiedział z nutą irytacji.

Marysia zamyśliła się. Wstała. Zaczeła chodzić po pokoju. I nagle odpowiedziała:

— Po co mi teraz ten ślub? — jej głos drżał od tłumionych emocji. — Do niczego. Poza tym, że teraz będę legalnie twoją rzeczą.

— Nie bądź głupia. Chcę, abyśmy żyli lepiej. A reszta nie ma znaczenia.

— Żyć lepiej? — Marysia znów parsknęła. — Komu lepiej będzie? Tylko tobie. Wszystko kręci się wokół ciebie i tego, czego chcesz. A co z moimi pragnieniami? Moimi marzeniami? Chciałam rodzinę 10 lat temu. Dzieci. A teraz. Ani dzieci, ani majątku. Wszystko masz ty. Nawet samochód dla twojej mamusi. A co ze mną?

— Marysiu, no nie obrażaj się. Przecież nie jesteśmy już dziećmi. Tyle lat razem. Połowa życia za nami.

— Połowa życia? — nagle powiedziała z niespodziewaną złośliwością Marysia. — Przecież mamy prawie 50 lat, tobie w ogóle za rok…

— Marysiu, co jest nie tak? — zapytał rozczarowany jej reakcją Daniel. — Przecież to wszystko zmierzało do tego…

— Co ty nawijasz, Marysiu, Marysiu. — odpowiedziała kobieta. — Dlaczego tylko teraz to postanowiłeś? Nie za późno? Przecież ja prosiłam cię o to pamiętasz? Ile lat temu to było… Chyba 7 albo 10 lat temu. Komu teraz chcesz coś udowodnić?

Wypowiedź “przyjaciółki” bardzo zabolała Daniela:

— Przecież zawsze starałem się dla ciebie, abyś była najpiękniejsza, nigdy ci nie odmawiałem, kupowałem wszystko, czego zażądałaś…

— A dzieci? — przerwała mu Marysia. — Też mi je kupiłeś? Jasne, ty już je masz! Wygodnie ci – dzieci od byłej żony już są, a mnie nie trzeba. Ważne

, żeby była piękna i nie prosiła o głos.

— Co ty mówisz?! — krzyknął Daniel. — Przecież tylko dla ciebie pracowałem, dla ciebie się starałem!

— Zawsze potrzebowałeś tylko pięknej „lalki” obok. Teraz po co mi ten pieczątkę w paszporcie? Chciało ci się romansować? I tak będę dla ciebie pięknym „akcesorium”. Żebyś nie był gorszy od innych mężów, nawet lepszy. A ja cię słuchałam i nie sprzeciwiałam się. Czego się teraz dziwić? Dojrzałeś do ślubu na starość…

— Coś wcześniej specjalnie nie narzekałaś na swój status, — odbił piłkę Daniel. — Jak rybka w wodzie pływałaś w moich pieniądzach…

— Znowu pieniądze! Mam je w nosie. I tak w przypadku rozwodu nic nie dostanę! Wszystko zapisane na ciebie, nawet na twoją mamusię, ile razy ci powtarzać, nie jestem głupia, rozumiem. Po co mi ten małżeństwo? Myślałeś, że zrobisz mi oświadczyny, a ja się od razu rozpłynę? I tak nigdzie się nie ruszę – myślisz. Nigdy mnie nie zazdrościłeś nikomu…

— A tego chciałaś? Żebym cię zazdrościł „każdemu słupowi”? — zdziwił się Kirill. — Ale po co?

— Rzeczywiście, po co? — gorzko uśmiechnęła się Marysia…

Rozeszli się do różnych pokoi. Od tego czasu rozmawiali chłodno, wyraźnie obojętnie. Minął tydzień. Obydwoje udawali, że tej rozmowy nie było. Jednak czuli, że w ich związku pojawiła się szczelina. Wydawało się, że nic strasznego czy nieodwracalnego się nie stało.

Ale z czasem Daniel podjął drugą próbę. Zdał sobie sprawę, że pieniądze nie pomogą mu ponownie oczarować Marysi, więc postąpił inaczej.

W ciepły letni wieczór zaprosił Marysię na przejażdżkę samochodem. Podczas spaceru nagle zatrzymał się przy pięknym restauracji i wyciągnął pierścionek.

Zdziwienie, ale tym razem Marysia powiedziała “Tak”.

Oczywiście, oboje rozumieli, że ich związek nie stanie się lepszy, że zbliżające się wesele nie naprawi wszystkich wcześniejszych uraz, ale mieli nadzieję na coś. Marysia nie była super szczęśliwą panną młodą, a Daniel nie był niesamowicie szczęśliwym panem młodym… Dla nich to było jakby zaznaczenie na liście.

W dniu ślubu rodzina i przyjaciele gratulowali “młodym” tego pięknego wydarzenia. Szampan płynął strumieniami, rozbrzmiewały toastы i “Gorzko”, było morze kwiatów, limuzyna, i nieskończone życzenia szczęścia i miłości.

A pan młody i panna młoda jedynie powściągliwie i uprzejmie uśmiechali się do świętujących gości, nie wykazując szczególnego zainteresowania czy radości. Krótko mówiąc, zachowywali się zupełnie nie tak, jak przystało na nowożeńców.

Noc poślubna była szara i niezapamiętana. Mdłe próby nocnego odpoczynku. Rozczarowanie u obojga. I po co tylko na to poszli?

Dni, tygodnie, miesiące mijały…. Napięcie rosło: częstsze kłótnie o drobiazgi, wzrosło niezrozumienie:

— Przyjdziesz dziś na kolację? — pytała Marysia, — Sama ugotowałam “Fettuccine”. Wyobraź sobie? Pierwszy raz w życiu – sama!

— Dziś nie mogę. Przepraszam. Praca. — sucho odpowiedział Daniel.

Albo odwrotnie:

— Marysiu, dziś idziemy do restauracji – szczególna okazja, zawarłem umowę, teraz my…

— Idź zjeść sam, jestem zmęczona. Nie mam nastroju. — przerwała go Marysia.

Jej głos brzmiał równo i obojętnie.

Z takich drobiazgów narosło całe “mieszkanie z kurzem”, którego nikt nie sprzątał – niby niezauważalne, ale uczucie przebywania w takim mieszkaniu – bardzo nieprzyjemne. Stało się to, czego najbardziej się bali – przestali nawet próbować słuchać i rozumieć się nawzajem. I pewnego dnia Marysia nie wytrzymała.

Tego dnia na zewnątrz padał deszcz. Wydawało się, że sama pogoda sprzyja nadchodzącej kłótni.

— Nie mogę tak dłużej, — powiedziała kobieta, siedząc na łóżku w sypialni. Małżonkowie właśnie szykowali się do snu. — Dlaczego udajemy, że wszystko jest w porządku? Przecież to dalekie od prawdy… mężczyzna,