Podczas gdy pracowałam w Wielkiej Brytanii, mój mąż miał kochankę, a syn i córka nic mi nie mówili, żeby nie stracić pieniędzy

Wracałam z deszczowego Londynu w podniesionym nastroju – w końcu mój ukochany syn, którego nie widziałam od ponad pięciu lat, bierze ślub. Serce cieszyło się na myśl o nadchodzących przyjemnych wydarzeniach – spotkaniu z ukochanym mężem, synem, córką, poznaniu przyszłej synowej.

Z domu ciągle ktoś dzwonił z narzekaniami, że brakuje pieniędzy, wszystko jest drogie, a zarobić się nie da, więc spałam po 3-5 godzin na dobę i pracowałam, aby więcej wysłać do domu.

Nieporozumienia zaczęły się od razu po przyjeździe – nikt mnie nie przywitał. Dojechałam taksówką, torby z prezentami ledwo doniosłam do samochodu, dzięki taksówkarzowi, który pomógł. W domu drzwi otworzył mąż, mówiąc, że nie było możliwości przyjechać, syn już wieczorem pojechał do przyszłej żony.

Córka również była w domu, ale nie zauważyłam szczególnej radości z naszego spotkania. Cieszyli się tylko prezentami, na które zbierałam prawie pół roku, odmawiając sobie nawet najbardziej potrzebnych rzeczy.

Wieczorem pojawił się Andrzej z narzeczoną, znajomość przebiegła dość chłodno, przy stole siedzieliśmy może dwadzieścia minut – wszyscy od razu mieli pilne sprawy. Zaskoczyły mnie plany młodej pary – najdroższa restauracja w mieście, wodzirej zaproszony ze stolicy, tłum gości, miesiąc miodowy na Cyprze, a pieniądze, jak zrozumiałam, oczekiwane ode mnie.

Gdy wszyscy się rozeszli, postanowiłam trochę posprzątać, a córka poszła do swojego pokoju. Zdziwiłem się, gdy w naszej sypialni znalazłem damskie rzeczy, w szafie wisiały szlafroki, leżały drogie stroje. Mąż wszystko wyjaśnił prosto – w pokoju córki już nie było miejsca, więc postanowiła w naszej szafie umieścić swoje rzeczy.

Następnego dnia czekały na mnie niemiłe niespodzianki. W sklepie spotkałam przyjaciółkę, która opowiedziała mi, że mój mąż już dawno ma inną kobietę, która wyprowadziła się z mojego domu tuż przed moim przyjazdem. Mają nie tylko miłość, ale i wspólną córkę. Syn z Anną żyją razem już ponad pół roku, wynajmuje mieszkanie.

Córka również więcej żyje z chłopakiem niż w domu. I wisienka na torcie – wszyscy żyją na mój koszt – wysyłam pieniądze, które od razu dzielą na trzy “rodziny”.

Na pytanie, dlaczego dzieci ukrywały przede mną, że mąż mieszka z inną kobietą, przyjaciółka odpowiedziała, że nie są głupi, aby własnymi rękami zniszczyć stałe źródło finansowania. Niejednokrotnie śmiali się, jak prowadzą mnie naokoło palca i żyją na szeroką nogę.

Zakończenie historii – powiedziałam im wszystko, co myślę, i pojechałam dwa dni później z powrotem do Londynu. Nie zapomniałam ostrzec, żeby nie liczyli na moje pieniądze – teraz sama będę zbierać na mieszkanie, a oni niech uczą się zarabiać sami.