Postanowiliśmy pomóc zięciowi z samochodem, licząc na wzajemność. Ale pokazano nam nasze miejsce

Zdecydowaliśmy pomóc mężowi córki w zdobyciu samochodu, mając nadzieję, że potem będzie mógł nas podwozić, gdy zajdzie potrzeba. Ale jak się okazało, znalezienie dla nas czasu było dla niego trudne. Przez trzy lata tak i nie dał rady. Tymczasem, gdy potrzebował naprawy auta, przypomniał o nas. Ale teraz nie chce nam się mu pomagać.

Oddając córkę za mąż, my jako rodzice zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, by miała wszystko. W swoim czasie zadbaliśmy o jej edukację, pracę. Tata pomógł jej znaleźć zatrudnienie. Potem przekazaliśmy jej mieszkanie babci. Okazało się, że zięć trafił na gotowe. Do tego dostał żonę inteligentną, piękną.

Wyglądali na normalnie żyjących, tylko zięć ciągle mówił, że brakuje mu samochodu. Do pracy daleko, a poruszanie się po mieście niewygodne. Tym bardziej że był kiedyś kierowcą, przyzwyczajony do jeżdżenia własnym transportem. Tylko musiał go sprzedać po ślubie. Prawda, taki to był pojazd, że bardziej się martwiło, czy dojedzie, niż faktycznie jeździło.

Na nowy samochód oszczędzał. Ale udawało mu się odkładać tylko po trochu. A gdy żona poszła na urlop macierzyński, z oszczędnościami musieli dać sobie spokój. Dlatego postanowiliśmy pomóc. Chciało nam się zrobić prezent córce na narodziny wnuczki. Daliśmy poważną sumę.

Mężczyzna bardzo dziękował. Obiecywał pomagać, jak tylko poprosimy. Ale jakoś nie pojawił się ani za pierwszym, ani za drugim wezwaniem. I tak nie prosiliśmy go zbyt aktywnie o pomoc, tylko w skrajnych przypadkach. Na działkę sami spokojnie jeździliśmy pociągiem, ale gdy trzeba było zabrać rozsadę, rzeczy, prosiliśmy o pomoc, by nie dźwigać tego wszystkiego na sobie.

Ale zawsze znajdował jakieś powody, by odmówić. To nie zmieścimy się w samochodzie, to nie miał czasu, a to wyjechał do rodziny. Odpuściliśmy, zwróciliśmy się o pomoc do sąsiada. Za usługę zapłaciliśmy. Córce oczywiście trzeba było wygarnąć.

Oburzyła się, że przecież nie dostaliśmy odmowy. Po prostu powiedziano nam, że nie ma czasu. Można było poczekać. A skoro nie chcieliśmy czekać, poprosiliśmy sąsiada, to jakie mają do nas pretensje. Ciekawe, ile byśmy mieli czekać. Minęły już dwa tygodnie od momentu prośby. Co, całe lato mielibyśmy czekać na łaskawość zięcia?

Kolejny przypadek miał miejsce, gdy trzeba było jechać do szpitala. Mój mąż złamał nogę. Założono mu gips tak, że noga się nie zgina i trzeba było zrobić powtórny rentgen. Zwróciliśmy się ponownie do zięcia. I znowu nie mógł. Były jakieś sprawy, potem mówił, że teść się nie zmieści w samochodzie. To, że przednie siedzenie się składa, chyba nie wiedział.

Potem były jeszcze jakieś próby zwr

ócenia się o pomoc. Ale na próżno. Przykro, że córka go regularnie wyręcza. Jeszcze i nas winnymi robi, że dużo prosimy, jesteśmy niecierpliwi i tym podobne. Mamy tego dość i więcej nie poruszaliśmy tego tematu. Sam zięć też o samochodzie nic nie mówił.

A potem nagle znowu zaczął o nim mówić. Powód – coś się popsuło, potrzebna naprawa i to za niemałą sumę. Samochód stoi, a żonę z dzieckiem wozić trzeba. Córka przytakiwała.

My też na ich opowieści kiwaliśmy i przytakiwaliśmy. Jasne, czego chcą. Nie mają pieniędzy na naprawę, więc próbują wyłudzić od nas. Nic nie damy. Co nam z tego? Niech się martwi ten, komu potrzebne. Niech myśli, jak wszystko rozwiązać.