— Rozdzielcie, proszę, rachunek. W naszym związku każdy płaci za siebie!

Postanowiłam poznać mężczyznę na stronie randkowej. Wtedy byłam aktywnie poszukująca, więc pragnęłam romansu i uwagi ze strony mężczyzn.

Cały wolny czas zajmowała mi praca, więc nie było okazji na spacery po parkach i kawiarniach, aby znaleźć sobie zalotnika. A pracuję w zespole kobiecym, więc strona randkowa wydawała mi się niezłym pomysłem.

Leżałam sobie przed telewizorem i przeglądałam różne profile. Potencjalnych kandydatów było wiele – czułam się jakbym wybierała sukienkę w sklepie.

Pisali do mnie różni mężczyźni. Niektórzy mieli na avatarze zdjęcia hollywoodzkich aktorów, inni wmawiali mi różne rzeczy. Ogólnie było to dla mnie jakieś rozrywka.

Z niektórymi korespondencja była bardzo krótka. Wystarczyło mi kilka zdań, żeby zrozumieć, że to alfons, podrywacz albo maminsyno.

Z takimi nie kontynuowałam korespondencji, bo nie widziałam w tym sensu. A potem na horyzoncie pojawił się Igor. Biznesmen, przystojny, i jeszcze taki wspaniały uwodziciel. Serce mi zabiło – wiedziałam, że muszę go mieć.

Kiedy się przygotowywałam do pierwszej randki, byłam pewna, że to będzie magiczny wieczór. Igor zaproponował spotkanie w restauracji. Podczas gdy się przygotowywałam na randkę, zdążyłam sobie wyobrazić siebie jako jego narzeczoną. Ogólnie zakochałam się na zabój.

Młody mężczyzna przywitał mnie przed restauracją z ogromnym bukietem kwiatów. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Siadaliśmy przy stoliku, delektowaliśmy się pysznymi potrawami i rozmawialiśmy o życiu. Słuchałam o jego biznesie, wielkim domu za miastem i regularnych podróżach za granicę. Już wyobrażałam sobie, że to wszystko stanie się częścią mojego życia.

Po pewnym czasie do sali restauracyjnej wszedł staruszek. Bardzo przypominał jakiegoś bezdomnego. Mężczyzna usiadł obok nas i złożył zamówienie.

Jadł bardzo niechlujnie. Rozsypywał okruszki i mlaskał. Czułam odrazę.

— Fuj, co on tu robi? Skąd wziął pieniądze na taką restaurację? — oburzyłam się.

Igor zmrużył oczy, ale nic nie powiedział. Starałam się nie patrzeć w stronę tego mężczyzny. Wkrótce odszedł.

Igor patrzył na mnie jakimś dziwnym spojrzeniem. Z jakiegoś powodu uznałam, że ta tajemniczość oznacza chęć kontynuowania wieczoru, ale się pomyliłam. To prawda, dowiedziałam się tego później.

Po pół godzinie przyszedł kelner:

— To rachunek za Mikołaja Iwanowicza. Twój też podać?

— Tak. Tylko go podziel. Moja towarzyszka za homara i inne delikatesy z jej menu zapłaci sama.

Kelner skinął głową i poszedł po swoje. Byłam w takim szoku. Jakiś sknera mi się trafił? Opłacił rachunek dla bezdomnego, a mnie nie chce! Takiej kwoty nie miałam.

— Myślałam, że jesteś inny. Pierwsze wrażenie było całkiem korzystne. Ale twój komentarz o Mikołaju Iwanowiczu to wszystko zepsuł. Ten człowiek bardzo mi pomógł, jestem mu życiem wdzięczny, a ty oceniasz ludzi po wyglądzie. Nie chcę mieć takiej kobiety. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz moje słowa — odezwał się do mnie Igor.

— Przepraszam — to było jedyne, co zdołałam wydusić z siebie.

— A po co ty przepraszasz? Szkoda, że nie jesteśmy zgodni. Bądź człowiekiem – to mój dla ciebie rad — odrzekł.

Zostałam sama. Zapłaciłam kartą kredytową, chociaż Igor opłacił większość mojego zamówienia.

Mam mieszane uczucia po takiej randce. Czyn Igora będzie dla mnie lekcją.

Nie mam ochoty więcej zaglądać na stronę randkową. Wystarczyło mi normalnych mężczyzn. W tym jestem pewna w 100%.