Syn po rozwodzie zostawił żonie i dzieciom mieszkanie. Byłam przeciwna, ale syn powiedział, że tak postanowił. Moja była synowa nigdy nie pracowała i teraz też nie zamierza. Mieszkanie już dostała, teraz liczy na to, że mój syn będzie ją zawsze utrzymywał. Bardzo mi szkoda mojego dziecka

Wiem, że każda matka chwali swoje dziecko, ale mój syn jest naprawdę wspaniały. Ożenił się 10 lat temu, przez ten czas kupił mieszkanie, w rodzinie urodziło się dwoje dzieci. Mój syn to wspaniały ojciec i wspaniały mąż.

Ale zdarzyło się tak, że rozszedł się z synową. Podczas rozwodu zachowywał się bardzo przyzwoicie – ponieważ mają dwoje dzieci, postanowił zostawić im mieszkanie. Mieszkanie rzekomo kupili razem, więc oboje są równoprawnymi współwłaścicielami. Ja oczywiście radziłam mu dobrze pomyśleć, ale syn nalegał na swoim.

Rozstali się, ponieważ syn nie wytrzymał ciągłych pretensji i niezadowolenia synowej. Była wiecznie niezadowolona. To miała za mało pieniędzy, to remont nie był wystarczająco dobry, to potrzebowała drugiego futra, to rzeczy wyszły z mody. Ale sama przy tym nie zarobiła w życiu ani grosza, bo nigdy nie pracowała. Nie ma pojęcia, co to znaczy chodzić do pracy każdego dnia.

Syn długo znosił jej kaprysy. W końcu są małe dzieci, a dla nich zawsze lepiej, gdy rodzina jest pełna. Tak żył kilka lat, próbując naprawić coś, co było nie do naprawienia. Gdy zrozumiał, że rodziny, jako takiej, już nie ma i nie ma czego zachowywać, postanowił odejść. Dzieciom nie zaszkodził – zostawił mieszkanie.

Tylko niejasne jest jedno, na co wtedy liczyła synowa, skoro nie miała ani pracy, ani osobistych oszczędności, skoro nigdy nie starała się oszczędzać. Ale to już inna historia, jak to się mówi.

Po rozwodzie syn przeprowadził się z powrotem do nas. Oczywiście cieszyliśmy się z tego, ale przyczyna nas bardzo smuciła. Ale życie to rzecz nieprzewidywalna, więc jak wyszło, tak wyszło.

Przez cały czas oddzielnego życia syn spędzał każdy weekend z dziećmi. Zawsze starał się wygospodarować dla nich dodatkowe pieniądze na drobne wydatki. Była żona nadal nigdzie nie pracuje. Dlatego pieniądze, które syn jej dawał dodatkowo na dzieci, były jej bardzo na rękę.

Wyglądało na to, że wszystko układa się normalnie. Syn pomagał, wystarczyło tylko, żeby ona znalazła pracę i wszystko byłoby w porządku. Ale u byłej synowej, jak się później okazało, były zupełnie inne plany. Po prostu złożyła wniosek o oficjalne alimenty.

Syn przyjął te wiadomości spokojnie. Ale ja widzę, że w jego duszy zagnieździła się silna uraza. Przecież bez żadnych alimentów dobrze jej pomagał. Za mało? Idź i znajdź pracę, jak wszyscy normalni ludzie. Tym bardziej że dzieci już podrosły i mogą chodzić do przedszkola. Tak byłoby nawet lepiej dla nich.

Ale ona ma zupełnie inne pragnienia. Ma o sobie zbyt wysokie mniemanie i nie może pracować gdziekolwiek. A na dobrą pracę nikt jej nie weźmie bez wykształcenia. Tym bardziej że nigdy nie pracowała. Mieszkanie już ma, mąż utrzymuje dzieci. Na alimenty też złożyła wniosek, i na pewno jej je przyznają. Można nie pracować. Wszystko wspaniałe – zajmuj się swoim życiem osobistym i nie odmawiaj sobie niczego.

Ostatnio dowiedziałam się, że była synowa jednak umieściła dzieci w przedszkolu. Liczyłam na jej roztropność, że teraz na pewno pójdzie do pracy. Ale się pomyliłam. Szybko się zorientowała, że można dzieci wysłać na dzień i załatwiać swoje życie osobiste. A za przedszkole z pewnością zapłaci były mąż. Przecież jest zobowiązany jej pomagać.

Jestem bardzo oburzona zachowaniem byłej synowej. Rozmawiać z nią nie ma sensu. Kiedyś zadzwoniłam do niej, próbowałam wytłumaczyć, że wszystko wychodzi bardzo nieładnie z jej strony, a ona mi oświadcza: „Jesteś babcią. Mogłabyś chociaż czasem posiedzieć z wnukami”.

Już sobie myślę, czy może złożyć przeciwko niej pozew sądowy i odebrać wnuki? Przecież nie jest w stanie ich utrzymać. A syn całkowicie poradzi sobie z tą sprawą. I my z ojcem mu w tym pomożemy. Czy dzieciom lepiej przy mamie? Nie wiem, ale ta sytuacja mnie bardzo niepokoi.