— Synowa jest zła, a zięć do niczego…

— Rodzice! Mam ważną wiadomość! Wychodzę za mąż! — radośnie oznajmiła Iga.

Mama była tak zszokowana, że z rąk wypadła jej patelnia. Iga była najmłodszą córką w ich licznej rodzinie, więc zdecydowanie nie była przygotowana na takie wieści. Ponadto córka nie była w ogóle przygotowana do samodzielnego życia, ponieważ rodzice jako najmłodszą zawsze ją rozpieszczali i litowali się nad nią. Wszystkie domowe obowiązki spadały na starsze dzieci, a Iga nie umiała ani sprzątać, ani gotować. Rodzice zdawali sobie sprawę, że prędzej czy pzej będzie musiała opuścić rodzicielskie gniazdo, ale zdecydowanie nie byli na to gotowi tak wcześnie.

— To jakiś żart? — zmarszczył brwi Tadeusz.

— A kto jest narzeczonym? — dodała Ewa, nie zdając sobie sprawy, że Iga ma chłopaka.

— Michał. Ten, co mieszka w domu nr 36.

Iga i Michał dorastali w tym samym podwórku. Razem chodzili do przedszkola i szkoły, a później na ten sam wydział się dostali. Michał podobał się rodzicom Igi, ale zdawali sobie sprawę, że on też nie jest przystosowany do dorosłego życia, tak jak ich córka.

— Córko, to kiepski żart, — burknął ojciec.

Ewa wzięła się pod boki i spojrzała poważnie na córkę.

— Mówię wam prawdę! — broniła się Iga.

— Przecież macie po 18 lat. Nie macie ani pracy, ani dachu nad głową. Jak zamierzacie żyć? — zapytał ojciec.

— Damy radę. Pracę znajdziemy! — denerwowała się Iga.

— No dobrze, niech przyjdzie się oświadczyć, — Tadeusz poszedł do swojego pokoju, by córka zrozumiała, że rozmowa się skończyła.

— Córko, powiedz mi prawdę: co zamierzasz? — nie dawała za wygraną matka.

— Nic nie zamierzam. Po prostu wychodzę za mąż. Czego się boisz?

Michał również przekazał rodzicom tę wiadomość. Ojciec miał to gdzieś, bo syn sam odpowiada za swoje życie, a matka próbowała przemówić do „niedojrzałego” dziecka. Była przekonana, że Michał nie jest gotowy na założenie rodziny. Zdecydowała się porozmawiać z rodzicami Igi.

— Przyjdźcie do nas na kolację, będziemy decydować, co dalej, — podsumował ojciec Igi.

Wieczorem wszyscy potencjalni krewni zebrali się przy świątecznym stole.

— Nie będziemy was odwodzić od małżeństwa, bo to bez sensu. Ale chociaż skończcie uczelnię i troszkę dorośnijcie, — powiedziała matka Michała.

— Po co? Najważniejsze, że się kochamy, — odpowiedział narzeczony.

— Ale sama miłość to za mało. Co możesz jej dać? Jak będziesz utrzymywał rodzinę? — zapytał ojciec Igi.

Michał nagle zamilkł. Jego matka kontynuowała:

— Trzeba będzie samodzielnie opłacać mieszkanie, rachunki, kupować jedzenie.

Iga spojrzała przerażonym wzrokiem na narzeczonego, a potem przeniosła wzrok na rodzic

ów:

— Nie umiem gotować…

— No widzicie, jaka z waszej córki żona, skoro nie umie gotować? — uśmiechnęła się matka Michała.

— A jaki z waszego syna mąż, skoro nie zarabia? — warknął Tadeusz.

— Zginą oni, — podsumowała matka Igi.

Iga i Michał wzięli się za ręce i razem odpowiedzieli:

— Nie zgin

— Ale może na razie bez ślubu? — zwróciła się Iga do Michała.

— Aha, jak zdobędziemy dyplomy, znajdziemy pracę, wted
— Myślę, że to trzeba uczcić! — w końcu uspokoił się ojciec Igi i sięgnął po kubek z herbatą.

Rodzice byli szczęśliwi, że wszystko się dobrze rozwiązało. Atmosfera w pokoju była swobodna, a młodzi patrzyli na siebie z zachwytem.