Teściowa przyjechała w gości, ale postanowiła zrobić z siebie inspektora

Teściowa uważa, że w naszej rodzinie to ona jest najważniejsza. Nie tylko rozkazuje i dominuje, ale też wskazuje mi moje miejsce.

Jednak nie zamierzam tego znosić i nie pozwolę jej rządzić w moim mieszkaniu. U mnie obowiązują moje zasady!

Już wcześniej lubiła ingerować w naszą przestrzeń osobistą. Starałam się ją delikatnie odsuwać, aby nie psuć relacji, ale ostatnio krewna przesadza.

Prawdopodobnie na tle mojej ciąży postanowiła być bardziej aktywna. Chyba uznała, że teraz będę tolerować wszystkie jej wybryki, aby nie zostać sama z dzieckiem. Ale teściowa się myliła.

Mąż zawsze zachowywał neutralną postawę. Prawda, kilka razy powiedział matce, że jest zorientowany na dobro swojej rodziny, dlatego mnie wspiera, a nie ją.

A mój teść ma całkiem inną postawę – jest typowym pantoflarzem. Wszystkie decyzje za niego podejmuje teściowa, a on po prostu płynie z prądem.

Rimma Aleksandrowna była początkowo niezadowolona z wyboru swojego syna. Próbowała narzucić mu swoje zdanie i robiła to tak, jakby nie był dorosłym mężczyzną, a niedojrzałym chłopcem.

Mąż nie zawsze zgadzał się z matką, jak robił to jego ojciec. W kwestiach dla niego zasadniczych bronił swojego zdania do końca. Właśnie dlatego za niego wyszłam. Zdawałam sobie sprawę, że nie jest maminsynkiem.

Kiedy spotykałam się z teściową, nieuchronnie zwracała mi uwagi i burczała. Nauczyłam się abstrahować i ignorować to, ale ostatni przypadek spowodował u mnie załamanie nerwowe.

Chodziło o nasze odżywianie z mężem. Jemy tak, jak nam się podoba. Ani ja, ani on nie jesteśmy zwolennikami zdrowego odżywiania, więc w lodówce są zarówno wędliny, jak i półprodukty. Zgadzam się, że to nie jest całkiem zdrowe jedzenie, ale nam tak wygodnie.

Teściowa wcześniej potępiała nasz styl życia. Ciągle twierdziła, że niszczymy swoje zdrowie. Ale tym razem przyjechała do nas w gości i przeszła do bardziej radykalnych metod.

Skoro została sama w domu, postanowiła zrobić rewizję w lodówce. Ujrzała coś strasznego na naszych półkach. Krewna wyjęła wszystko stamtąd i wyrzuciła do kosza na śmieci. Wyobrażacie sobie jakie to były straty materialne?

Przed jej przyjazdem przygotowałam sałatki, usmażyłam kotlety, kupiłam wszystko na przekąskę. Planowałam wieczorem upiec kurczaka i ziemniaki, aby wszystko było świeże.

Jednak gdy wróciłam do domu, przerażona zobaczyłam – w lodówce nic nie zostało, poza jajkami, warzywami i śmietaną. Nawet z zamrażarki teściowa wszystko wyrzuciła.

— Jak możecie się truć takim jedzeniem? Nie mogę na to spokojnie patrzeć! A półprodukty to w ogóle trucizna!

Nie kontynuowałam z nią tej rozmowy. Poprosiłam ją, by szybko się spak

owała i wyjechała. Nie miałam już ochoty znosić krewną w swoim mieszkaniu.

Powstrzymałam w sobie burzę emocji, aby wyglądać na spokojną. Teściowa zaczęła mnie dalej prowokować:

— Przyjechałam do syna, a nie do ciebie, więc zostanę tutaj!

Ale mąż powiedział, że rzeczywiście lepiej będzie, jeśli wyjedzie, i wezwał taksówkę. Doskonale rozumiał, że przekroczyła wszystkie granice i zachowała się okropnie. Nawet ja nie spodziewałam się po teściowej tak idiotycznego zachowania. Myślę, że wcześniej też grzebała w naszych szafkach i lodówce, ale tego nie zauważyliśmy. Teraz nie ma już do niej zaufania.

Musiałam znowu wydać połowę pensji na zakup produktów. Mąż przeprosił, ale rozumiem, że to nie jego wina.

Postanowiliśmy nie rozwlekać tego tematu, bo był dla wszystkich nieprzyjemny. Myślę, że teściowa już więcej do nas nie przyjedzie. Tylko się cieszę.