W niedzielę zaprosiłam do siebie syna z synową. Przy herbacie zaczęłam rozmowę o tym, że mieszkam blisko, gotowa jestem im zawsze pomóc. Ale synowa odmówiła, powiedziała, żebym znalazła sobie pracę, bo za bardzo nudzę się w domu

Zrozumieją mnie kobiety, które na starość zostały same. Mój mąż odszedł 15 lat temu. Nikogo innego sobie nie szukałam, ponieważ nie widziałam w tym potrzeby. Miałam dobrą pracę i ukochanego syna, oto dla tego żyłam.

Potem syn się ożenił, przyprowadził do domu synową. Iwona była niezłą dziewczyną, ale moim zdaniem zbyt zarozumiałą. Ale nie wtrącałam się w wybór syna, wręcz przeciwnie, wspierałam i pomogłam z zakupem własnego mieszkania. Miałam dom na wsi, który został po rodzicach, sprzedałam go i pieniądze oddałam synowi, aby mógł kupić sobie mieszkanie. Nawet małe, ale to lepsze niż nic.

Teraz mam 63 lata, jestem przymusową emerytką. W tym roku moje kierownictwo wysłało mnie na emeryturę. Z taką decyzją absolutnie się nie zgadzam, planowałam jeszcze pracować. Ale w pracy taki porządek – wszyscy, którzy osiągnęli wiek emerytalny, muszą iść na zasłużony odpoczynek.

Więc i mnie wysłano na emeryturę, mówiąc, odpoczywaj, opiekuj się wnukiem. Chętnie bym, ale synowa mi w ogóle nie ufa. Jakbym była obcą osobą, która nic nie potrafi i nie wie.

Udało mi się na ten weekend zaprosić do siebie syna z synową i wnukiem. To się bardzo rzadko udaje – raz na miesiąc. Mieszkamy blisko siebie, ale kontakt się nie klei. Synowa Iwona nie pracuje, a wnuk już chodzi do szkoły. Przy herbacie znowu zaczęłam rozmowę o tym, że mieszkam blisko, jestem zawsze gotowa im pomóc. Przecież jesteście młodzi, powinniście być na widoku.

Bardzo kocham wnuka, nigdy bym go nie skrzywdziła. Gotowa go wszędzie zawieźć. Moja synowa zmieniła się w twarzy, jakby ją poparzyli. Zaczął się denerwować, mówić, że wtrącam się nie w swoje sprawy, ciągle wciskam swój nos do ich rodziny. Zaczął uspokajać synową: “Uspokój się, no nie potrzebujecie mojej pomocy, to nie potrzebujecie”.

Ale moja synowa się rozpędziła, zaczęła przypominać wszystkie swoje urazy, a na końcu powiedziała, żebym znalazła sobie pracę, bo mi w domu za nudno, oto dlaczego wtrącam się, gdzie mnie nie proszą. Zapomniała o wszystkim dobrym, co dla nich zrobiłam. I ile bym jeszcze mogła zrobić, gdyby mi pozwolili…

Co tu powiedzieć?! Potem siedzieliśmy w ciszy. Syn milczał, starał się nie patrzeć mi w oczy. Dzieci poszły i dopiero wtedy ja dałam wolę emocjom tak, że poduszka była mokra – jakże to wszystko niesprawiedliwe. Naprawdę chcę pomóc.

Słusznie mi mówią, że młodzi powinni żyć sami. A może rzeczywiście powinnam sobie znaleźć pracę? Bardzo mi ciężko siedzieć w domu samotnie i bez zajęcia.