W sobotę mąż z synem poszli na spacer, a ja zabrałam się za sprzątanie. Na podłodze leżał dziennik treningowy męża, nie mogłam się powstrzymać i otworzyłam go, prawie na końcu znalazłam kilka stron złożonych w szczególny sposób. Gdy je otworzyłam, były tam kilka zdjęć dziewczynki i młodej atrakcyjnej kobiety. A także moje zdjęcia i naszego syna. Czytałam zapiski męża i nie mogłam uwierzyć, że to wszystko jest prawdą

Nigdy nawet najmniejszej podejrzeń nie miałam, że mąż jest czymś niezadowolony lub ma romans na boku. Zawsze wracał do domu na czas, nigdzie się nie zatrzymywał, wszystkie pieniądze przynosił do domu, był troskliwy i kochający. Co prawda, czasami jeździł w delegacje do produkcji w sąsiednim mieście, bywało, że go nie było nawet tydzień.

Z mężem wzięliśmy ślub siedem lat temu, mamy pięcioletniego syna. Żyliśmy, jak myślałam, szczęśliwie, w dostatku. Oboje pracujemy, mamy kupione mieszkanie, samochód, każdego lata jedziemy gdzieś w nowe miejsce na wakacje. Mąż bardzo kocha syna, poświęca mu dużo czasu.

W sobotę mąż z synem poszli na spacer, a ja zabrałam się za sprzątanie. Na podłodze leżał dziennik treningowy męża, kupił go ponad rok temu, powiedział, że trener z klubu polecił – łatwiej będzie kontrolować treningi i postępy.

Mąż regularnie coś tam zapisywał, kilka razy zaglądałam – ilość podejść, wycisków, jakaś ekstensja, mnie, ogólnie, to niezbyt interesowało. Podniosłam ten dziennik, żeby położyć na miejsce, a stamtąd wypadło zdjęcie małej dziewczynki – około 2 lat, zupełnie mi nieznanej.

Spojrzałam i postanowiłam odłożyć na miejsce, a potem zapytać męża, kto to. Przewróciłam dziennik i prawie na końcu znalazłam kilka stron złożonych w szczególny sposób. Gdy je otworzyłam, tam były jeszcze kilka zdjęć tej dziewczynki i młodej atrakcyjnej kobiety. A także moje zdjęcia i naszego syna.

Jedna strona była podzielona pionowo na pół. Z lewej na górze napisane moje imię i syna, po prawej – Sofia i Anna. A w pierwszej kolumnie – lista uczuć, emocji i stosunku do mnie i do tej Sofii. Pod moim i jej imieniem były zapisane numery telefonów. W linii miłość były dwa myślniki: i u mnie, i u niej. Przy dzieciach – dwa plusy. W linii charakter – u mnie 5 plusów, u niej 3. Było jeszcze wiele linii. Ostatnia – moje stosunie. U mnie – „znudziła się”, u niej – „denerwuje”.

Byłam zszokowana i jeszcze długo patrzyłam na te niezwykle interesujące zapiski. To wychodzi, że on mnie nie kocha, znudziłam mu się, ma inną rodzinę z dzieckiem, ale też tej innej kobiety nie kocha! Nie mogłam się powstrzymać, wybrałam numer tej Sofii. Odebrał przyjemny kobiecy głos. Ogólnie, dowiedziałam się, że mieszka ona w tym mieście, do którego mąż jeździł regularnie w delegacje. Spotykają się już trzy lata, córka Ania ma dwa lata. Koledzy męża wiedzieli o jego romansie, ale milczeli.

On ciągle obiecywał jej, że ze mną się rozwiedzie, bo miłość do mnie zniknęła. Nawet pytał, czy przyjmie naszego syna. Gdy mąż z synem wrócili, wysłałam dziecko do sąsiadki, a sama próbowałam wszystko wyjaśnić. Mąż nawet nie zaprzeczał. Bardzo spokojnie powiedział: „Wszystko, co się dzieje – dzieje się na lepsze. Dobrze, że się dowiedziałaś. Ja odchodzę. Chcesz, sama złożysz wniosek o rozwód, chcesz, ja złożę”.

Zebrał rzeczy osobiste i odszedł bez słowa. Nawet z synem się nie pożegnał. Ledwo to przeżyłam. W poniedziałek okazało się, że mąż złożył wypowiedzenie, nawet nie wziął pensji, powiedział, że wyjeżdża na zawsze.

W następny piątek zadzwoniła do mnie ta Sofia i zaszokowała mnie, że mój mąż do niej nie przyjechał, nie odbiera od niej telefonu, jednym słowem, zniknął.

Czyżby miał jeszcze kogoś? Teraz obie się martwimy i nie wiemy, co robić, jak być.