Wpuściłam przyjaciółkę do swojego domu i bardzo szybko tego pożałowałam

Z Aleksandrą przyjaźnię od ławki szkolnej. Była wśród zaproszonych na moje wesele z Aleksym i bardzo się cieszyła za mnie. Dwa lata później jej rodzina się rozpadła. Mąż wyrzucił ją z domu. Nie miała dokąd pójść, więc poprosiła, by na jakiś czas zamieszkać u mnie, dopóki nie wynajmie mieszkania. Z przyjemnością zgodziłam się ją przyjąć.

Początkowo wszystko było świetnie. Długo rozmawiałyśmy, zostawałyśmy do późna. Aleksy nie miał nic przeciwko naszym spotkaniom. Rozumiał, że to dla mnie ulga w mojej sytuacji. Za miesiąc miałam rodzić, więc nie mogłam zbyt wiele czasu spędzać z kimś na rozmowach. Poza tym pomagała mi w domu. Potem zaczęłam zauważać, że rzuca wymowne spojrzenia w stronę mojego męża. Starała się go dotknąć. Początkowo myślałam, że to przez moje rozszalałe hormony i to mi się tylko wydaje.

Ale z czasem Aleksandra zaczęła zachowywać się bardzo bezczelnie i niestosownie. Chodziła po mieszkaniu w półprzezroczystych ubraniach, krótkich szortach i obcisłych koszulkach. Naturę obdarzyła ją piękną figurą, więc bałam się, że Aleksy ulegnie jej pokusie.

Pewnej nocy obudziłam się, by napić się wody. Drzwi do kuchni były nie do końca zamknięte i usłyszałam dobiegający stamtąd głos przyjaciółki. Wyraźnie flirtowała z moim mężem. Dawała do zrozumienia, że on tego od dawna chce. Pierwszą myślą było uciec stamtąd jak najszybciej, by nie słyszeć, czym to się skończy. Ale nagle usłyszałam głośny głos męża. Żądał, by natychmiast zebrała swoje rzeczy i wyszła z naszego domu. Na koniec dodał, że kocha tylko żonę i nikogo innego nie potrzebuje.

Odetchnęłam z ulgą. Jak miło zdawać sobie sprawę, że mąż kocha tylko ciebie i na nikogo innego nie zwróci uwagi. Ale po tym zdarzeniu nie ryzykowałam już swoim szczęściem rodzinnym. Nikogo więcej nie zapraszałam w gości.