Z powodu męża, który wiecznie popisuje się przed rodziną, teraz jesteśmy na skraju ubóstwa

Mój mąż bardzo lubi, aby wszyscy go uważali za bogatego i odnoszącego sukcesy. Lubi popisywać się przed rodziną, chociaż z pieniędzmi u nas jest trudno. Kiedyś śmiałam się, jak on udawał bogatego Piotrusia Pana, ale teraz nie ma się z czego śmiać. Ze względu na jego złe zachowanie musimy żyć na makaronie.

Mężowi prawie 30 lat. Ma brata i siostrę. Wszyscy już założyli swoje rodziny. Z pieniędzmi u nas jest bardzo ciężko. Na przykład, nie mogę po prostu iść i kupić butów — cały rok oszczędzam na nie.

Teściowie nigdy nie pomagają. W zasadzie nie mają nawet możliwości, bo sami ledwo wiążą koniec z końcem. Rodzice męża żyją skromnie, więc nie ma sensu liczyć na ich pomoc.

Starszy brat mojego męża pracuje jako lekarz, a siostra zajmuje się projektowaniem wnętrz. Są zamożni, a ich drugie połówki również. Rodzina żyje dostatnio. Ale, powtórzę, osiągnęli wszystko sami.

My z mężem możemy tylko cicho im zazdrościć. Ledwo spłacamy kredyt hipoteczny, więc czasami musimy mocno oszczędzać. Dzięki Bogu, czasami pomagają nam moi rodzice. Nie odmawiamy pomocy, bo rozumiemy, że sami nie damy rady.

Od czasu, gdy brat i siostra osiągnęli sukces, mój mąż próbuje im coś udowodnić. Chce być z nimi na równi lub wyżej, chociaż z zewnątrz wygląda to śmiesznie. Czasami przypomina mi zranione dziecko, a nie dorosłego mężczyznę.

Początkowo nie zwracałam na to uwagi. Myślałam, że dzięki temu nie będzie się relaksował i będzie zawsze dążył do czegoś. Ale wyszło inaczej.

Moje rodzice wspierali nas w najtrudniejszych sytuacjach. Teściowie zaś udawali, że nie widzą naszej sytuacji. Może to wynikało z tego, że rzadko widywaliśmy się z nimi. A z teściową i teściem nigdy nie spotkałam się osobiście, bo mieszkają w innym mieście.

Ale na Nowy Rok postanowiliśmy się spotkać i spędzić czas w gronie rodzinnym. Brat i siostra męża właśnie zbudowali domek dla rodziców i zaprosili nas na jego otwarcie. Mąż także chciał im finansowo pomóc, ale w tym roku zupełnie się zrujnowaliśmy.

Mąż wziął całą organizację podróży na siebie. Byłam pewna, że wszystko pójdzie świetnie, więc nie spodziewałam się żadnego haczyka. Z teściową szybko nawiązałam kontakt, podobnie jak z innymi krewnymi. Nikt nie popisywał się swoim statusem ani dochodem.

A potem nadszedł czas na wymianę prezentów. Wiecie, kto się wyróżnił najbardziej? Mój drogi małżonek! Kupił dla wszystkich szalenie drogie prezenty. Ledwo mogłam sobie wyobrazić, ile pieniędzy wydał.

Prawie się popłakałam, gdy składał wszystkim życzenia. Rodzina była zaskoczona, bo nawet dla nich te prezenty nie były tanie. Ale Andrzej nie mógł się uszczęśliwić, że nie stracił twarzy. Nie zrobiłam awantury przed obcymi, więc postanowiłam porozmawiać o tym w domu.

W domu dowiedziałam się, że mąż wziął kredyt, żeby zaimponować rodzinie. On im zaimponował, ale jak teraz mamy żyć? Jak spłacać kredyt hipoteczny? Na co kupować jedzenie?

— A co miałem zrobić? Widziałaś, jakie prezenty dawali? Chciałaś, żebym kupił im kubki i skarpety? — oburzał się małżonek.

— Twoja rodzina jest szczęśliwa, a my teraz będziemy głodować. Zadowolony? Osiągnąłeś swój cel? Wyrośli w ich oczach? Prezenty należy kupować zgodnie ze swoimi możliwościami, a nie popisywać się.

Nadal nie mogę się uspokoić. Czy normalny dorosły człowiek mógłby coś takiego zrobić? Myślę o tym, żeby wysłać męża do psychologa, bo jego chęć popisania się nie przyniesie nic dobrego.