— A co na kolację? — zapytał potencjalny narzeczony

— Dasz, no ile można być singielką? Pozwól, że cię z moim bratem umówię. On jest naprawdę w porządku. Zarabia, nie ma złych nawyków, nie ma też dzieci z nieformalnych związków — zaczęła przekonywać koleżanka.

— Skoro taki dobry, to dlaczego jeszcze się nie ożenił? — zapytałam.

— Miał kilka związków, ale trafiały mu się kobiety zainteresowane tylko pieniędzmi. Po prostu nie ma szczęścia w życiu. Marzy o normalnej rodzinie. Czas leci — w tym roku skończył 35 lat. Już mu o tobie opowiadałam, a także o twoim synu. Dam mu twój numer, nie masz nic przeciwko?

Zgodziłam się. Cóż mi szkodzi? Marta tak wychwalała brata, że zaczęłam być nim zainteresowana.

Wiktor zadzwonił do mnie następnego dnia. Powiedział, że jesteśmy już dorośli, więc nie ma sensu chodzić na randki. Stwierdził, że przyjdzie do mnie na kolację, aby poznać syna.

Zdziwił mnie taki sposób, ale nie odmówiłam od razu. Jeśli chce — niech przychodzi.

Żeby nie wyjść na głupią, od razu zaczęłam się przygotowywać. Zrobiłam generalne porządki i zrobiłam zakupy.

Upiekłam ciasto na herbatę według mojego ulubionego przepisu. Byłam pewna, że mój adorator doceni moje starania i gospodarność. Nie zapomniałam też o swoim wyglądzie.

Wybrałam swoją najpiękniejszą sukienkę. Zrobiłam makijaż i uczesałam się. Zostało tylko czekać na gościa.

Przyszedł na czas.

Kiedy otworzyłam drzwi, chciało mi się śmiać. “Bukiet” był po prostu wspaniały — jedna goździka. Adorator nawet głowy nie umył przed pierwszym spotkaniem.

Od razu się przywitał i wyjaśnił, dlaczego taki skromny bukiet. Widzicie, kwiaty są teraz bardzo drogie — lepiej kupić kilogram mięsa. Gospodarny mężczyzna!

To trzeba było zobaczyć. Ja byłam w pełnym galowym stroju, a on w zmiętej koszulce, w rozciągniętych dresach i nawet nieogolony.

Była nadzieja, że to dobry człowiek. Wygląd przecież nie jest najważniejszy.

Dziecko go w ogóle nie interesowało. Nawet się z synem nie przywitał. To był dla mnie “pierwszy dzwonek”.

Nalałam herbatę i odcięłam kawałek ciasta dla “narzeczonego”. Odsunął talerz na bok i powiedział, że nie jest przyzwyczajony zaczynać posiłek od słodkiego. Stwierdził, że przyszedł na kolację, a nie na herbatę.

Wtedy już zaczęłam się denerwować. Spokojnie wyjaśniłam, że na kolację nic nie przygotowałam. Syn je w przedszkolu, a ja po pracy zadowalam się jogurtem.

— Uważam, że kobieta powinna gotować, niezależnie od tego, czy pracuje, czy nie.

Zaczął opowiadać, że kobieta jest zobowiązana gotować, prać, sprzątać i dbać o domowe ognisko, a rola mężczyzny polega na finansowym zabezpieczeniu rodziny. I jeśli nie zdążyłam coś ugotować po pracy, to powinnam wstać wcześnie rano i się postarać.

Wysłuchałam jego monologu i zrozumiałam, dlaczego jest nadal sam. Nie starałam się mu nic wyjaśniać i jasno dałam do zrozumienia, że lepiej zakończyć nasze “spotkanie”. Nic z tego nie będzie.

Wiktor się oburzył. Mówił, że nie rozumie, co mnie nie satysfakcjonuje.

Od tego czasu już nie umawiam się z krewnymi, kolegami, przyjaciółmi. Mój człowiek sam mnie znajdzie. A takie “szczęście” mogę mieć za darmo — wtedy wolę być sama.

I wiecie co, znajdzie się kobieta, która będzie go obsługiwać.

Dlaczego mężczyźni tak lekceważąco i poniżająco się do nas odnoszą?