A mój ukochany mąż nie przeszedł testu… Co robić?

Byliśmy z Arkadiuszem małżeństwem zaledwie rok. Byłam pewna do pewnego momentu, że dokonałam właściwego wyboru.

Byłam zakochana po uszy, dlatego spędzałam z nim każdą chwilę. Po prostu go uwielbiałam, nie wyobrażałam sobie obok siebie innego człowieka.

Można powiedzieć, że miłość zaciemniła mi zdrowy rozsądek. Moi bliscy byli w szoku z tego, co się ze mną działo. Byłam opętana Arkadiuszem. A on im wcale się nie podobał.

Oczywiście, nie chciałam słuchać żadnych rad. Wydawało mi się, że wszyscy zazdroszczą mojego szczęścia, dlatego odradzali mi małżeństwo z Arkadiuszem. Mama była rozwiedziona, siostra nie miała obok siebie ukochanej osoby, więc chciały zniszczyć moje szczęście. Byłam pewna, że Arkadiusz to właśnie ten, którego potrzebuję. Jego plany pokrywały się z moimi, myśleliśmy w jednym kierunku.

— Marzę, by przeżyć z tobą całe życie, — po tych słowach szalałam z miłości do niego.

Byłam zakochana jak nastolatka, chociaż w tamtym momencie miałam już 32 lata. Nie rozumiałam, co się ze mną dzieje, ale nie mogłam oprzeć się uczuciom.

Nigdy nie czułam nic podobnego do mężczyzn. W ogóle nie dążyłam do związków, a tu wpadłam.

— Oj, faceci są wszyscy tacy sami, — całe życie powtarzała mama

Mama nie lubiła Arkadiusza. Była zdecydowanie przeciwna niemu. Uważała, że mężczyzna, który do 35 lat się nie ożenił, nie może być dobry.

— Wykorzysta cię i porzuci, — krzyczała mi mama.

Ale miałam swoje zdanie na ten temat. Wierzyłam w jego szczerość i miłość. Tym bardziej, nie przestrzegałam zasady mamy, że wszyscy mężczyźni są źli.

Lata mijały. Arkadiusz nie spieszył się z oświadczynami, a ja pragnęłam jakiegoś rozwoju relacji. Wiedziałam, że mama będzie przeciwna naszemu ślubowi, więc planowałam wszystko zrobić w tajemnicy.

Arkadiusz był za. Nawet ucieszył się, że nie trzeba będzie wydawać pieniędzy na wesele. Tym bardziej, że rozumiał, że nie ponosi szczególnej odpowiedzialności, skoro ani ja, ani on nie znaliśmy członków rodziny.

Jednak przypadkowo wszystko opowiedziałam siostrze. Chciałam wywołać u niej zazdrość. Ona mnie słownie pogratulowała i pospieszyła przekazać te informacje naszej matce.

Mama, oczywiście, zrobiła awanturę. Powiedziałam, że jestem absolutnie szczęśliwa i poprosiłam, by mnie nie niepokoiła.

— Córko, zrób dla mnie tylko jedną rzecz. Spełnij moją prośbę! — powiedziała mi mama.

— O co chodzi?

— Powiedz swojemu narzeczonemu, że jesteś w ciąży. Jak tylko mu to powiesz, od razu zobaczysz jego prawdziwe wnętrze.

— Nie chcę kłamać Arkadiuszowi! — opierałam się.

— I tak wkrótce zajdziesz w ciążę, jeśli będziecie razem mieszka

ć, więc to nie jest właściwie kłamstwo.

Było mi bardzo przykro. Nie rozumiałam, dlaczego mama tak mówi.

— Dobrze, powiem. Ale potem zmienisz o nim zdanie. Zgoda? — powiedziałam.

— Zobaczymy, kto z nas go zmieni…

Wieczorem czekałam, aż Arkadiusz wróci z pracy i zrobiłam niewiarygodnie szczęśliwą minę. Nakarmiłam go kolacją, otoczyłam ciepłem i troską, aby przygotować go do nowiny.

Byłam tak zdenerwowana, jakbym naprawdę była w ciąży.

— Arkadiusz, będziemy mieli dziecko! — powiedziałam.

— Naprawdę? To dobrze, — zdezorientował się.

Wieczorem powiedział, że pojedzie nocować do przyjaciela. Od razu zrozumiałam, że coś jest nie tak.

Ogólnie więcej się nie widzieliśmy. Musiałam udać się do psychologa, bo nie mogłam spokojnie przeżyć tego rozstania.

Mamę podziękowałam za jej radę. Co by było, gdyby nie ona? Dzięki niej otworzyłam oczy i zrozumiałam, w czym się myliłam.