— Albo przyjmiesz mojego psa, albo naszemu związkowi grozi koniec!

Marzyłam o psie. Błagałam rodziców, żeby kupili mi zwierzę domowe. Jednak wszystkie moje prośby były daremne, bo mama i tata byli kategoryczni. Wiedzieli również, że mam alergię na sierść. Po pewnym czasie na mnie zaatakował bezpański pies i tak mnie pogryzł, że sama już nie chciałam mieć żadnych zwierząt domowych.

Kiedy dostałam się na studia, zaczęłam spotykać się z Piotrem. Po pół roku randek postanowiliśmy zamieszkać razem. Jednak pojawił się problem. Otóż, po tym, jak zaczęliśmy mieszkać razem, zmarł brat mojego ukochanego. Miał on psa, którego Piotr postanowił zaadoptować. To nie była żadna mała rasa, tylko alabai. Moim zdaniem, takich zwierząt nie powinno się trzymać w mieszkaniu. Rodzice Piotra mieszkają na wsi i mogliby zabrać zwierzaka do siebie, ale on był zdecydowanie przeciwny.

Starałam się spokojnie porozmawiać z ukochanym i wytłumaczyć mu, dlaczego pies nie może mieszkać z nami, ale wszystkie moje argumenty omijał szerokim łukiem. Piotr uznał, że moje obawy co do psów są całkowicie nieuzasadnione, a na alergię można brać leki – to nie śmiertelne. Innymi słowy, chciał, żebym przez całe życie była na tabletkach, które mają mnóstwo skutków ubocznych i przyjmowane są tylko kursami. Mówił mi, że zaprzyjaźnię się z Zeusiem, i wszystko się ułoży.

Starałam się długo przekonać Piotra, żeby zabrał psa do rodziców. Tam Zeusowi będzie lepiej, bo jest ogromne tereny do spacerów. Co będzie robił w jednym pokoju? Nasza rozmowa zakończyła się tym, że jeśli nie przyjmuję psa, to się rozstajemy.

On odmówił szukania jakichkolwiek kompromisów. A co mam robić ja?

Bardzo nie chcę niszczyć tego związku, bo naprawdę kocham i cenę Piotra. Ale wydaje mi się, że dla niego nic nie znaczę, skoro postawił ultimatum. Myślę, że dla kogoś kochającego ważniejsza jest miłość niż zwierzę.

Jak byście postąpili na moim miejscu? Czy uda mi się przekonać Piotra?