Bardzo chciałabym mieć wnuki. Ale niedawno syn przyprowadził do domu dziewczynę i powiedział, że zamierzają się pobrać. I wszystko byłoby cudownie, ale dziewczyna ma dwadzieścia dwa lata. To niesamowicie duża różnica wieku

Mój syn ma trzydzieści osiem lat i do tej pory nie był żonaty. Oczywiście, bardzo się tym martwiłam. Czas leci, a on się nie odmładza. Bardzo chciałabym mieć wnuki. Ale niedawno przyprowadził do domu dziewczynę i powiedział, że zamierzają się pobrać. I wszystko byłoby dobrze, ale dziewczyna ma dwadzieścia dwa lata. To niesamowicie duża różnica wieku.

Uważam, że ich małżeństwo się nie uda. W jej wieku chce się jeszcze bawić, chodzić na imprezy, a nie gotować zupy i prasować koszule. Jestem osobą z bogatym doświadczeniem życiowym, wiele widziałam i uważam, że ich związek jest skazany na niepowodzenie. Teraz, kiedy niedawno zaczęli się spotykać, widzą w sobie tylko to, co najlepsze, przeżywają najjaśniejszy okres związku.

Wątpię, że teraz myślą o przyszłości, ale z czasem codzienność ich przytłoczy. Mój syn, mimo swojego wieku, nie ma doświadczenia we wspólnym życiu.

Dziewczyna powinna jeszcze się uczyć, zdobyć wyższe wykształcenie, a kiedy będzie miała dziecko – zostanie w domu z pieluszkami i garnkami. Boję się, że za kilka lat zacznie ją ciągnąć do zabawy i opuści rodzinę. Nic do niej nie mam, jest bardzo dobrze wychowaną i miłą dziewczyną. Ale po prostu nie jest gotowa na pełne życie rodzinne. No i różnica wieku, jest prawie jak córka dla mojego syna. Za dziesięć lat ona będzie miała trzydzieści dwa, a mój syn czterdzieści osiem. Oczywiście, jako normalna młoda dziewczyna, zacznie zwracać uwagę na młodszych mężczyzn.

Możliwy jest też taki scenariusz: zdecydują się żyć kilka lat bez dzieci, a potem ona odejdzie do młodszego chłopaka. A mój syn będzie miał już ponad czterdzieści lat, bez rodziny i dzieci. I w zasadzie będzie za późno na budowanie czegokolwiek nowego. Ogólnie rzecz biorąc, moim zdaniem, ten związek prędzej czy później się rozpadnie, nieważne czy to się stanie za rok, czy za dziesięć lat.

Oczywiście, na razie nic im nie mówiłam o swoich obawach. Myślałam, że niech się spotykają przez jakiś czas i sami zrozumieją, co ich czeka, wyciągną wnioski. Ale zaczęli mówić o ślubie. A znają się zaledwie od niedawna, po co się tak spieszyć? Co innego, gdyby to była kobieta powyżej trzydziestki.

Nie chcę nikogo urazić, ale rozumiem, że okres „miesiąca miodowego” minie i romantyzm się skończy, a rzeczywistość nie będzie taka piękna. Zastanawiam się, jak delikatnie wyjaśnić mojemu synowi i jego narzeczonej, że nie mają przyszłości, że ich związek jest skazany na niepowodzenie. Ale chcę to zrobić w taki sposób, żeby naprawdę się nad tym zastanowili, a nie tylko odrzucili moje słowa i powiedzieli, że nic nie rozumiem.