— Brakuje mi emocji w związku! — oświadczyła córka i złożyła pozew o rozwód

Szczerze mówiąc, miałam lepsze zdanie o mojej córce. Kiedy wychodziła za Kostka, myślałam, że to przemyślana decyzja. A teraz postanowiła się rozwieść tylko dlatego, że brakuje jej emocji. Czy ona jest przy zdrowych zmysłach?

Irena ma teraz 30 lat. Z mężem nie mieszka już od kilku miesięcy.

Kostek to porządny mężczyzna. Jest spokojny, niezawodny, umie zarabiać pieniądze, ale jest flegmatykiem. Wcześniej córka miała bardziej aktywnych i natarczywych adoratorów, jednak postanowiła związać swoje życie właśnie z nim.

Poznali się, gdy Irena miała wypadek. Potrzebowała pomocy, a jej chłopak nie odpowiadał na telefony i wiadomości. Wtedy zadzwoniła do Kostka. Był jej „przyjacielem”. Właściwie, tajnym wielbicielem. Przyjechał na miejsce wypadku i zaniósł ją na rękach do szpitala, bo bał się, że ma ukryte złamania.

Ten gest wiele mi pokazał. Kostek rzucił wszystko i pojechał do niej w środku nocy. A tamten chłopak, z którym była od kilku lat, nawet nie zadzwonił, żeby zapytać, jak się czuje.

Kiedy dowiedziałam się, że córka postanowiła wyjść za Kostka, byłam bardzo zaskoczona. Czy przyjaciel może stać się ukochanym mężczyzną? Zapytałam o to córkę, a ona odpowiedziała:

— Z czasem się zakocham.

Po ślubie młodzi zamieszkali u Kostka. Nawet się uspokoiłam. Wydawało mi się, że zrównoważony, spokojny charakter zięcia będzie w stanie uspokoić moją wybuchową córkę. Ale, jak się okazało, przeciwieństwa się nie przyciągają — to była tylko iluzja.

Ponadto, Kostek był świetnym ojcem. Sam opiekował się dzieckiem, podczas gdy Irena biegała do przyjaciółek i załatwiała swoje sprawy. Zajmował się również domem, biorąc na siebie sprzątanie i gotowanie. Córka nawet nie prosiła mnie o pomoc, bo mąż świetnie sobie radził.

Gdy wnuk skończył rok, córka oznajmiła, że zamierza się rozwieść. Brakuje jej emocji i wrażeń. Skarżyła się, że mąż jest bez inicjatywy i nudzi ją. Kiedy wychodziła za niego, miała nadzieję, że się zmieni, ale nie mogła już znieść tego flegmatyka. Czuła się jak w klatce. Nie mogła wyrwać się do przyjaciół ani pojechać gdziekolwiek.

— Nie widziałaś, że jest domatorem i flegmatykiem, kiedy wychodziłaś za niego za mąż? Czyż nie pytałam cię, jak zamierzacie żyć z różnymi charakterami? Na co liczyłaś, Irena? — zapytałam córkę.

— Myślałam, że go ożywię, ale — niestety!

Po rozwodzie córka z wnukiem wrócili do mnie. I zrozumiałam, że nie damy rady razem mieszkać. Podczas małżeństwa przyzwyczaiła się, że mąż robi wszystko za nią, i rozluźniła się. A ja nie zatrudniałam się jako gosposia!

Wciąż pracuję. Kiedy wracam do domu, chcę odpocząć, a nie gotować, sprzątać i opiekować się wnukiem. Córka przecież siedzi w domu cały dzień, nie może się wziąć za robotę?

Teraz Irena wyrzuca mi, że jej nie pomagam. A czy muszę? Niech sama uczy się prowadzić dom i zajmować dzieckiem, skoro odeszła od tak dobrego męża. Brakowało jej emocji? Teraz na pewno ich nie zabraknie! Ze ścierką i garnkiem na pewno się nie znudzi.