— Czy ci trudno przygotować o dwa talerze więcej jedzenia, niż to robiłaś wcześniej? Przecież i tak nic nie robisz.— Czy ci trudno przygotować o dwa talerze więcej jedzenia, niż to robiłaś wcześniej? Przecież i tak nic nie robisz

Od kilku tygodni mieszkam u rodziców ze swoim dwuletnim synem. Musiałam wyjechać od męża, ponieważ niespodziewany przyrost rodziny nie cieszy mnie. Otóż pierwsza żona mojego męża poważnie zachorowała, nikt nie wie, jak długo potrwa jej zdrowienie. Z tego powodu dwie ich córki zamieszkały u nas w domu. Dziewczynki mają 10 i 7 lat.

Osobiście mój mąż nawet mnie nie pytał, czy zgadzam się na coś takiego? Naszemu wspólnemu synowi zaledwie dwa lata, muszę poświęcać mu wystarczająco dużo czasu, a tu nagle wrzucili mi jeszcze dwie dziewczynki. Mój narzeczony po prostu postawił sprawę jasno, gdy dwa obce dla mnie dzieci pojawiły się w domu. Może gdyby dzieci znalazły wspólny język, moja reakcja byłaby inna. Od pierwszego dnia dziewczynki unikały i ignorowały brata.

Maksym starał się nawiązać z nimi kontakt, ale jest jeszcze zbyt mały, żeby robić coś dobrze. Przyjaźń między siostrami i bratem nie doszła do skutku. Wszystkie moje rozmowy z mężem sprowadzały się do tego, że po prostu nie chciał słuchać. Nie widział żadnego problemu, bo go po prostu nie było w domu.

— Czy ci trudno przygotować na dwa talerze więcej jedzenia, niż to robiłaś wcześniej? Przecież i tak nic nie robisz, po prostu nakarm dziewczynki, poślij do szkoły i odbierz po zajęciach. Co w tym trudnego?
Oczywiście mężowi łatwo tak mówić. Wychodzi do pracy wcześnie rano, wraca późno. Prawie w ogóle nie zajmuje się wychowaniem dzieci. Kwestie domowe go nie dotyczą, po prostu daje pieniądze i tyle, myśli, że jego rola ojca się wyczerpuje. Moje słowa, że dzieci potrzebują nie pieniędzy, ale jego obecności i czasu, tylko go irytują.

— Po prostu ci się nie chce nic robić. Zorganizuj swój dzień tak, żeby wszystko zdążyć.
Moja cierpliwość się skończyła. Nie byłam gotowa na taki zwrot spraw w moim życiu rodzinnych. Zebrałam swoje rzeczy w jeden dzień i wyjechałam do rodziców. Mąż został zaniepokojony.

— Jak mogłaś tak postąpić? Porządny człowiek tak nie postępuje, nie mówiąc już o żonie! Porzuciłaś nas w trudnej chwili.

Też nie ustępowała mu teściowa. Obwinia mnie o wszystkie możliwe grzechy śmiertelne, dzwoni nawet do moich rodziców i mnie oczernia. Teściowa od nich wymaga, żeby mnie zmusili do powrotu do męża. Moi rodzice umieścili jej numer na czarnej liście, teraz nie dzwoni.

Moja szkolna przyjaciółka mnie poparła. Mówi, że zrobiłam wszystko właściwie, przecież nie porzuci dzieci, a ja nie mogę żyć z nimi. Radzi mi złożyć pozew o rozwód, mówi, że będę mogła znaleźć sobie kogoś godnego.

Osobiście nie wiem, co mam zrobić dalej. Kocham męża, wzięliśmy ślub z miłości, nasz synek rośnie, jak mam go zostawić? Widzę, że życie rodzinne pęka w szwach, czy można uratować małżeństwo?