— Dziękuję, kochanie, za urlop. Było super! Jedź ze swoją ukochaną mamusią, a ja zostanę w domu, żeby wam nie przeszkadzać — odpowiedziałam

Marzyłam o wyjeździe nad morze. Z mężem rozmawialiśmy o tym, żeby odpocząć we Włoszech. To było moje dawne marzenie, które wydawało się już całkiem realne i bliskie. Byłam pełna ekscytacji.

Nigdy wcześniej nie byłam za granicą i ograniczałam się jedynie do lokalnych kurortów. Wszystkim koleżankom już opowiadałam o nadchodzącej podróży i nawet zaczęłam pakować walizkę. Czytałam opinie o hotelach, dobierałam stroje i przeglądałam oferty biur podróży.

I wtedy na horyzoncie pojawiła się moja teściowa. Miałyśmy normalne relacje, nie wtrącała się w nasze życie, jednak pojawił się jeden problem. Planowałam zostawić z nią nasze dzieci. Ale Janina odmówiła.

— Nie, Nadziu, dogaduj się ze swoją mamą — odpowiedziała mi.

Wytłumaczyłam jej, że mama jest w szpitalu, więc nie będzie mogła opiekować się dziećmi. Nawet jeśli zostanie wypisana, fizycznie nie poradzi sobie z dwójką aktywnych maluchów. Jednak krewna mnie nie słuchała. Wcześniej nie była taka kategoryczna i uparta.

Dlaczego tak się zachowuje, dowiedziałam się wieczorem od męża. Byłam w szoku, gdy usłyszałam te słowa:

— Oczywiście, że mama nie może opiekować się dziećmi, bo jedzie z nami.

— Adam, sam to wszystko postanowiłeś?

— A co złego w tym, że chcę pokazać mamie morze? Poza tym, postanowiłem, że pojedziemy do Wenecji. Tam jej się bardziej spodoba, bo jest fanką “Wspaniałego Stulecia”.

Usiadłam na kanapie i złapałam się za głowę. Było mi tak przykro, że rozpłakałam się. Koleżanki mówiły mi, że w Alanii jest o wiele lepiej niż w Wenecji. Nie miałam ochoty zwiedzać pałaców i muzeów.

Próbowałam wytłumaczyć mężowi, że podjął złą decyzję, ale on był nieugięty. Twierdził, że jego matka nie będzie miała już okazji wyjechać za granicę. A my mamy przed sobą całe życie i jeszcze kiedyś pojedziemy razem. Zaczęłam się denerwować, bo ta sytuacja mnie wkurzała.

Musiałam postawić męża przed wyborem: albo ja, albo teściowa ze swoimi zachciankami. Byłam pewna, że wybierze mnie, a mąż oświadczył, że nie zamierza krzywdzić swojej matki.

— Dziękuję, kochanie, za urlop. Było super! Jedź ze swoją ukochaną mamusią, a ja zostanę w domu, żeby wam nie przeszkadzać — odpowiedziałam.

Mąż nic nie odpowiedział. Pewnie myślał, że zmienię zdanie. Bez wahania poleciał ze swoją mamusią.

Kiedy zadzwonił do mnie z Wenecji, poinformowałam go, że złożyłam pozew o rozwód. Nie mam już najmniejszej ochoty żyć z tym człowiekiem. Już wcześniej zauważyłam, że jest maminsynkiem, ale nie sądziłam, że sprawy są aż tak skomplikowane.

Nie wiem, jak dalej potoczą się wydarzenia. Wątpię, czy będziemy się kontaktować. Dla dobra dzieci będę musiała utrzymywać jakieś sensowne relacje, ale na razie kieruje mną złość i uraza.

Nie czuję się winna. Uważam, że mąż postąpił źle. A jego matka również. Nie chcę, żeby traktowano mnie jak ścierkę i zawsze stawiano na drugim miejscu. W moim życiu to ja będę dyktować warunki. I nie ma tu miejsca na żadne kompromisy!