Gdy zobaczyłam prawdziwe oblicze koleżanki, zrozumiałam, że żadnej przyjaźni między nami być nie może

Jestem bardzo odpowiedzialna, dlatego nigdy nie rzucałam słów na wiatr. Starałam się osiągać wszystko własnymi siłami i nie polegać na nikim innym. Nigdy nie oszczędzałam siebie i dawałam z siebie wszystko w pracy. Pracowałam w weekendy, pomagałam kolegom i zawsze wywiązywałam się z zawodowych obowiązków, dlatego miałam doskonałe relacje z dyrektorem.

Dążyłam do zabezpieczonego życia, bo moje dzieciństwo upłynęło w biedzie. Matka wychowywała mnie sama, ponieważ ojciec odszedł z rodziny, gdy byłam jeszcze bardzo mała. Matka radziła sobie godnie, ale nie mogła przeskoczyć ponad swoje możliwości. Chciałam żyć lepiej i pomagać jej, aby odwdzięczyć się za wszystko, co dla mnie zrobiła.

Moja kariera była dla mnie na pierwszym miejscu. Postanowiłam, że nawet nie będę myśleć o założeniu rodziny, dopóki nie osiągnę stabilności finansowej. Chciałam mieć finansową poduszkę bezpieczeństwa, a dopiero potem myśleć o dzieciach. Z jedną z koleżanek zaprzyjaźniłam się. Nie powiedziałabym, że byłyśmy przyjaciółkami, ale dogadywałyśmy się całkiem nieźle. Lubię ludzi aktywnych, zdecydowanych i ambitnych.

Arina miała tylko jedną wadę – nie potrafiła przyjąć swoich porażek. Gdy coś jej nie wychodziło, od razu szukała winnych. Nie potrafiła przyznać się do własnej winy. Także w relacjach rodzinnych nie układało się jej dobrze. Nie utrzymywała kontaktów z rodziną, mówiła, że ci ludzie ją wykorzystują. Opowiadała mi o moralności i etyce, a sama codziennie biegała na randki z nowymi mężczyznami. Czasami sama myliła ich imiona.

Czasem w ogóle nie rozumiałam Ariny, jednak to nie wpływało na naszą przyjaźń, więc kontynuowałyśmy znajomość. Dopiero z czasem udało mi się dostrzec jej prawdziwe wnętrze.
Arina kochała w życiu tylko jedno – pieniądze. Uważała je za najważniejszą wartość życiową. Twierdziła, że jest najlepszym kandydatem na awans w naszej firmie. Ale szczerze mówiąc, nie chciała zbyt ciężko pracować.
Wiele zrozumiałam, gdy opóźniono nam wypłatę. Przyjaciółka poprosiła mnie o pożyczenie dużej sumy pieniędzy. Doskonale wiedziałam, że niechętnie oddaje długi, dlatego odmówiłam jej. Po prostu nie miałam tyle pieniędzy.

Arina dosłownie błagała mnie, abym ją uratowała, obiecując, że zwróci, jak tylko wypłata wpłynie na konto. Nie uległam jej namowom, bo byłam ostrzeżona przez kolegów. Sprawa w tym, że nie potrafi żyć na swoją miarę, więc ciągle pożycza od wszystkich i „zapomina” oddać. Moja decyzja była zasadnicza – Arina marnowała czas, próbując mnie przekonać.

Gdy Arina zrozumiała, że nie ustąpię, pokazała swoje prawdziwe oblicze. Zaczeła na mnie krzyczeć

, mówiąc, że nie zasługuję na bycie jej przyjaciółką, skoro nie mam pieniędzy. Od tamtej pory nie utrzymujemy kontaktu. Nie jestem z tego powodu smutna, bo nie potrzebuję takiej materialistycznej i korzystającej z innych przyjaciółki.