I po co podsłuchiwałam rozmowę męża?

Relacje powinny być zbudowane na zaufaniu, prawda? Ja też kiedyś tak sądziłam. Byłam przekonana, że mój mąż nigdy mnie nie oszuka i nie zdradzi. Chyba się myliłam, bo teraz przeżywamy bardzo trudny okres w naszych relacjach.

Wzięliśmy ślub, ponieważ zaszłam w ciążę. Ogólnie rzecz biorąc, był to ślub z konieczności, chociaż była między nami miłość. Wierzyłam, że uda nam się zbudować normalną rodzinę i być szczęśliwymi. Nawet wzięliśmy wspólny kredyt hipoteczny, ponieważ mieliśmy naprawdę fenomenalne plany na przyszłość. Wydawało się, że wszystko układa się jak należy.

Zgodziliśmy się, że mieszkanie zostanie zarejestrowane na nas oboje w równych częściach. Za formalności związane z dokumentami odpowiadał mąż — całkowicie mu ufałam. Skupiałam się na wychowaniu syna, więc nie miałam czasu na sprawdzanie i pytania. Podczas urlopu macierzyńskiego kontynuowałam pracę, więc przez 5 lat udało nam się spłacić kredyt.

Później mąż chciał kupić działkę i samochód. Jego pragnienia były skierowane na rodzinę, więc nic przeciwko temu nie miałam. Mieliśmy oszczędności, a resztę sumy wzięliśmy na kredyt.

Mąż ponownie zajął się wszystkimi formalnościami dokumentacyjnymi. Nie wnikałam w szczegóły, ponieważ nie przyszło mi do głowy, że bliska osoba może mnie oszukać. Cieszyłam się, że wszystko u nas jest w porządku. Przyjaciółki zazdrościły mi, bo opowiadałam o wszystkim z pozytywem, pomijając negatywne aspekty.

Ale pewnego dnia wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Mąż w tym czasie rozmawiał z kimś przez telefon. Później zrozumiałam po głosie, że to jego przyjaciel. Z jego słów dowiedziałam się, że absolutnie wszystko nasze jest zarejestrowane na męża. Nic w tym domu nie należy do mnie. Oczywiście, zrobiłam awanturę i zażądałam dokumentów.

Tak, wszystko przepisał na siebie. Jak można w ogóle po tym ufać ludziom?