Jemy z mężem osobno, ponieważ nie chce mi się gotować

Kłóciliśmy się z mężem tylko z jednego powodu – jedzenie. Ma taki apetyt, że nie sposób go nakarmić. Mogłam przygotować całą kurę, ale zostawałam bez kolacji, bo on wszystko zjadał.

— Jestem głodny. Może herbatkę? — mówił po tym.

W takich momentach byłam zła i nerwowa. Jak można tyle jedzenia pochłaniać?

Żyłam z mamą, więc nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam. Nie było mi przywykłe widzieć wiecznie głodnego mężczyznę.

Nawet myślałam o rozwodzie, bo nie wiedziałam, jak poradzić sobie z jego głodem.

On jest dość dużym mężczyzną, więc jego apetyt jest uzasadniony. Co więcej, Aleksiej to sportowiec. Lubi jeść.

Ojciec i brat męża jedzą dokładnie tak samo. Teściowa nie pracuje, więc regularnie rozpieszcza ich różnymi smakołykami. Prawie hurtowo kupuje produkty, żeby zawsze były zapasy.

Podoba jej się, że jej mężczyźni mają dobry apetyt. Często obserwowała, jak Lesza z bratem i ojcem jedzą w nocy. I wszystko ją to satysfakcjonowało! Matka nigdy nic nie miała przeciwko i nawet cieszyła się, że mężczyźni uwielbiają jej przysmaki.

Ja mam całkiem inne podejście do jedzenia. Przywykłam gotować smacznie, ale małe porcje. Mąż ciągle narzekał, że jest głodny.

Patrzyłam na jego porcje i przerażała mnie. Rozumiem przecież, że taka dieta nie jest zdrowa.

Aleksiej był zdziwiony:

— Od kiedy jedzenie jest szkodliwe? Czy musimy oszczędzać na jedzeniu? Wydawało mi się, że mamy wystarczająco pieniędzy, — dziwił się mąż.

Gotowałam więcej, ale pieniędzy i tak było za mało. Ile by Aleksiej nie jadł, nigdy nie czuł sytości. Tłumaczyłam, że trzeba nauczyć się właściwie się odżywiać i przetrwać, aż żołądek się zmniejszy, ale nie!

— Nie możesz po prostu gotować więcej? Jaki jest problem, wytłumacz? — dziwił się Aleksiej.

Dlaczego po pracy muszę biec do kuchni? Czy mąż naprawdę nie rozumie, że to dla mnie trudne?

Kiedy mu to powiedziałam, był obrażony:

— Czy jesteś za leniwa, żeby gotować?

— W takich ilościach — tak! Gotuj sobie sam!

Aleksiej zaczął zamawiać jedzenie z restauracji. Zrozumiał, że to za drogie. Aby znaleźć rozwiązanie, mąż zwrócił się do kobiety, która gotuje dla niego za pieniądze. Ja gotuję dla siebie. Taki układ wszystkich satysfakcjonuje.

Mąż ma swoją półkę w lodówce, ja swoją.

Żyjemy tak już trzy lata. Mamy wspólnego synka. Chociaż wielu się dziwi, jak można żyć razem, ale jeść osobno.

Ponieważ jestem na urlopie macierzyńskim, rodzinę utrzymuje mąż. Wszystkie niuanse zostały omówione, więc nie ma żadnych problemów.

Tylko moje przyjaciółki są w szoku:

— Jak można tak żyć? A co jeśli będziesz chciała jego jedzenie lub on twoje? Nie podzielicie się?

— Nie wiem, nie było takiej sytuacji. Każdy je to, do czego jest przyzwyczajony. Nie potrzebuj

ę jego mięsa, a on moich jogurtów.

Jednak obcy i tak nas nie rozumieją. Ale czy to ma znaczenie, jeśli jest nam dobrze razem?