Kiedy miałam 45 lat, mój mąż odszedł do innej, młodszej i piękniejszej od mnie. Przez trzy lata czekałam, że wróci, ale mój były mąż ma teraz inną rodzinę. Dopiero teraz zrozumiałam, że będąc młodą, popełniłam jeden wielki błąd.

Dziś, mając 48 lat, w odbiciu lustra widzę tylko starzejącą się i bardzo zmęczoną życiem kobietę. Oto co znaczy całkowicie poświęcić się swoim dzieciom do ostatniej minuty, które dorosły i rozjechały się, każde ma swoje życie i swoje zainteresowania, a mąż pewnego dnia po prostu odszedł do innej, wybrał życie z nią.

I kto jest winny w tej sytuacji?

Wyszłam za mąż bardzo wcześnie, byłam jeszcze bardzo młoda. Zaproszeni goście na weselu od razu domyślili się, że mój małżeństwo nie wynikało z prawdziwej miłości, lecz wyszłam za mąż, ponieważ już spodziewałam się dziecka i wkrótce zostanę matką.

Wkrótce urodził się nasz mały syn i absolutnie wszystkie domowe obowiązki oraz opieka nad małym dzieckiem spadły tylko na moje barki. Taka sytuacja, jak u nas, obserwuje się teraz w większości rodzin. Wtedy bardzo bolało mnie, że mąż, tak bym to ujął, żył tylko dla siebie, tylko swoimi pragnieniami i przekonaniami, był młody, życie było dla niego jeszcze interesujące, a w domu ciągle zmęczona żona codziennymi obowiązkami, brudne pieluchy i małe dziecko, które nie daje spać w nocy, a w dzień odpocząć.

A niedługo dowiedziałam się, że spodziewam się drugiego dziecka. Mężowi to wcale się nie podobało, często się denerwował, był nerwowy i nawet raz wyszedł z domu. Później zaakceptował tę wiadomość jako coś oczywistego i życie toczyło się jak wcześniej, choć nie mogę powiedzieć, że żyliśmy dobrze. Urodziła się córka, a moje życie zamieniło się w ciągłą pracę bez odpoczynku.

Całkowicie poświęciłam się wychowywaniu dzieci i uspokajaniu mojego męża – ciągle narzekał, że ma problemy w pracy, a w domu w ogóle nie wiadomo, co się dzieje, i nie ma chwili na odpoczynek.

25 lat przeleciało dla mnie osobiście jak jeden dzień, ale bardzo intensywny i ciężki dzień. Gdybym teraz usiadła i opowiedziała w dwóch słowach, co się wydarzyło przez cały ten czas i jak żyłam, historia miałaby dość smutny koniec.

Dosłownie sama postawiłam syna i córkę na nogi. Sama biegałam i odprowadzałam ich do przedszkola, a potem do szkoły. Chciałam, aby wyrosli na wykształconych ludzi, dlatego moi dzieci uczęszczały na różne naukowe i sportowe koła. Na to potrzebne były pieniądze, których nam z mężem wiecznie brakowało. Dlatego później, na dodatek do wszystkiego, pracowałam jak koń na dwóch pracach. Pomogłam dzieciom zdobyć wyższe wykształcenie i znaleźć pracę, zawsze kroczyłam obok nich przez całe życie. Gdziekolwiek by nie byli, zawsze byłem przy nich z pomocą i dobrą radą.

A w zamian nic za to nie otrzymałam: syn wyjechał za granicę i tam mieszka, a córka wyszła za mąż i teraz siedzi na urlopie macierzyńskim. Mąż także przestał mnie potrzebować. Gdy obchodziliśmy moje 45. urodziny, odszedł do młodej kobiety.

Od 3 lat żyję całkiem sama: mąż tak i nie wrócił do mnie, ma już swoją rodzinę tam, a dzieci rzadko dzwonią, by dowiedzieć się, jak się mam. I czasami wydaje mi się, że to ich w ogóle nie interesuje, jestem dla nich czymś z przeszłości, dla nich jestem całkiem daleka. Wielu moich znajomych i kolegów z pracy mówi, że los daje mi drugą szansę – żyć dla siebie. Ale tak przyzwyczaiłam się do dawania innym wszystkiego najlepszego, żyć dla innych, że nie wyobrażam sobie życia dla siebie samej.

Przez te ostatnie 3 lata samotności zrozumiałam wiele rzeczy: nie powinnam wcześniej tak bezmyślnie harować w pracy i biegać bez chwili odpoczynku za dziećmi i swoim mężem. Co z tego wyniosłam?

Syn i córka teraz mnie w ogóle nie potrzebują. Mają swoje młode życie, w którym nie ma miejsca dla matki, wspominają mnie tylko przy wielkich świętach i ciągle oczekują ode mnie tylko pomocy i upominków. Mąż przeniósł się do innej kobiety, gdy zacząłem pracować na dwóch pracach. Oto on przeniósł się do innej kobiety. A w lustro nawet bałam się spojrzeć. Powinnam była zobaczyć młodą babcię, a widzę tylko starą i zmęczoną twarz samotnej kobiety. I pytam się, dlaczego tak nie kochałam się przez ostatnie 25 lat? Aby zostać nikomu niepotrzebną starą kobietą? Kto jest winny, powiedzcie?

Nie wiem, jak się z tym pogodzić, co robić dalej? W końcu najlepsze lata mojego życia minęły, są już za mną. Jak mogę jeszcze stać się szczęśliwą kobietą?