Kiedy powiedziałem żonie, że spotkałem inną kobietę, która pracuje ze mną, Anna nawet się nie zmartwiła. Wyglądało na to, że od dawna na to czekała

Tak się złożyło, że w moim życiu miałem dwie rodziny. Ale takie jest życie, czasami podążamy ścieżkami, które przygotował dla nas los.

Z Anną pobraliśmy się zaraz po ukończeniu studiów. Wzięliśmy mieszkanie na kredyt, urodziło się dwoje dzieci. Lata mijały, dzieci rosły, jakoś sobie radziliśmy, a potem wszystko się zmieniło.

Anna stała się obojętna, zimna, miała swoje zainteresowania. Lubiła dobrze się ubierać, chodziła do drogich salonów, żyła tak, jakby mnie nie było w jej życiu.

Potem do pracy przyszła Maria. Była spokojna, ubierała się zwyczajnie, widziałem w niej ciepło domowego zacisza. Maria była rozwiedziona, sama wychowywała syna, żyło jej się ciężko, nawet jej współczułem. A z czasem, sam nawet nie wiem kiedy, związałem się z nią. Zaczęliśmy się spotykać.

Nie chciałem okłamywać Anny. Spokojnie się rozwiedliśmy, kiedy się o tym dowiedziała. Po prostu odszedłem, zabierając tylko swoje rzeczy. Mieszkanie zostawiłem żonie i dzieciom. Anna wyglądała na spokojną, nawet jej to nie zmartwiło. Myślę, że miała swoje plany na życie.

Z Marią wzięliśmy ślub, wzięliśmy mieszkanie na kredyt. Jej syna wychowywałem jak własnego, później urodziła się nam córka.

Czas mijał, dzieci rosły. Kiedy spłaciliśmy kredyt, Maria znalazła innego. Wyjaśniła, że mamy dużą różnicę wieku, różne zainteresowania i że jesteśmy różnymi ludźmi.

Ogólnie rzecz biorąc, powiedziała, żebym odszedł.

Wtedy dobrze zarabiałem i po prostu rzuciłem się w wir pracy. Zacząłem pomagać swoim dzieciom. Ktoś dostał trochę pieniędzy na mieszkanie, ktoś na naukę, komuś zorganizowałem wesele. Nawet pierwszemu synowi Marii pomagałem, bo wyrósł na moich oczach i był dla mnie jak własny.

Jedyną rzeczą, którą kupiłem dla siebie, było jednopokojowe mieszkanie, w którym teraz mieszkam.

Lata minęły. Dzieci mają teraz swoje rodziny, mam wnuki. Przez całe życie nie odłożyłem pieniędzy, już od 5 lat żyję z emerytury.

Dzieci nigdy do mnie nie dzwonią, nie interesują się moim życiem, moimi sprawami. Czasami sam do nich dzwonię, ale widzę, że rozmowy ze mną wcale ich nie interesują. Jakby mnie dla nich nie było. Co zrobiłem nie tak?