Kiedy wychodziłam za mąż, moi rodzice już byli rozwiedzeni. Na moim weselu mama i tata siedzieli osobno, nie rozmawiali i nie komunikowali się ze sobą. Mama wygłosiła toast, jedyną osobą z gości, która jej nie wspierała, był mój ojciec. Potem zaczęli się kłócić na oczach wszystkich, psując moje wesele

Ostatnie lata mieszkałam z tatą, ponieważ rodzice rozwiedli się 10 lat temu. Ponieważ mają wspólne dzieci (mnie i siostrę), muszą się ze sobą komunikować. Przyczyną ich wrogich stosunków i rozwodu była zdrada mojej mamy. Te relacje mamy się nie udały (dwukrotnie), po pierwszym razie wróciła do rodziny z powodu nas z siostrą i próbowała zapomnieć o tym, co tam było i przywrócić to, co mieliśmy w rodzinie wcześniej.

Ojciec nie mógł wybaczyć i zapomnieć, za dużo powiedziała i zrobiła. W rezultacie rodzice się rozwiedli, a mama z młodszą siostrą poszła do swoich rodziców, a ja zostałam z tatą. Wtedy w ogóle nie mogłam rozmawiać z mamą, była ogromna uraza do niej, bo zdradziła nas wszystkich, teraz rozmawiamy, ale nie tak jak wcześniej.

Po pewnym czasie znów zeszła się z tym mężczyzną, który zniszczył naszą rodzinę. Druga próba, jak mówiłam, także się nie udała. Okazał się niewiarygodny i znalazł sobie kolejną pasję.

Od rozwodu minęło 10 lat, ostatnie lata tata jest w nowym małżeństwie. Mama jest nadal sama, były jakieś związki, ale nic z tego nie wyszło. A oto moje wesele, rodzice zachowywali się wobec siebie chłodno, siedzieli osobno, nie rozmawiali i nie komunikowali się ze sobą.

Kiedy mama wygłosiła toast za nas z mężem, jedyną osobą, która jej nie poparła, był mój ojciec, potem mama urządziła mu scenę, że to przed gośćmi nie wygląda zbyt dobrze, a tata odpowiedział, że życzenia szczęścia od niej brzmią bardzo nienaturalnie, szczególnie z jej moralnymi wartościami. W rezultacie słowo za słowo, kolejna kłótnia, mama zaczęła płakać, tata też był bardzo wzburzony. Żona taty go uspokoiła, pojechali, a mama długo nie mogła się uspokoić i płakała, wszyscy ją uspokajali.

Szczerze, jestem zmęczona tym wszystkim. To wszystko jest zbyt trudne dla nas wszystkich. Długo bałam się związków, nie wierzyłam mężczyznom, bałam się zakochać tak jak mama. Młodsza siostra (ma 19 lat) też boi się związków i nie chce z tego samego powodu, mówi, że związki i uczucia w każdym przypadku są nietrwałe i słabe, a ludzie są źli, więc nie chce ani otrzymywać bólu, ani go zadawać innym.

Było mi bardzo niezręcznie z powodu zachowania moich rodziców przed krewnymi męża. Mam tylko jedno pytanie – czy to przeciwnictwo kiedyś się skończy, czy będzie trwać wiecznie?