Komu powinnam kupić mieszkanie: synowi czy córce? Na dwa na pewno nie wystarczy

Jestem zameldowana w dwupokojowym mieszkaniu, które odziedziczyłam po babci, z 24-letnim synem i 30-letnią córką. Syn mieszka osobno, cały czas jest w rozjazdach, rodziny na razie nie ma. Natomiast córka wyszła za mąż 4 lata temu i mieszka ze mną razem z mężem i dzieckiem. Cóż tu dużo mówić, razem robi się nam ciasno, tym bardziej, że dziecko rośnie i potrzebuje osobnego pokoju.

Zaczęliśmy rozważać różne opcje, żeby sprzedać nasze mieszkanie i podzielić pieniądze między dzieci. Córka z mężem wezmą mieszkanie na raty i kupią sobie dwupokojowe, syn dołoży i też kupi nam wspólne mieszkanie.

Niby wszystko sprawiedliwie, ale wychodzi na to, że jedno mieszkanie będzie w całości należeć do córki, a drugie będzie nasze wspólne z synem. Ale prędzej czy później on założy rodzinę i co wtedy zrobię ja? Będziemy siedzieć sobie na głowie czy błąkać się po wynajmowanych kątach?

Syn mówi, żebym się nie martwiła i nie zaprzątała sobie głowy – on sam o siebie zadba. Ale przecież to niesprawiedliwe – wychodzi na to, że jedno dziecko zostawiam bez niczego. Chociaż w tym momencie mieszkanie rzeczywiście bardziej potrzebne jest córce, a nie synowi, ale przecież wszystko może się zmienić.

I nie wiem, jak postąpić, żeby nie urazić dzieci i w żadnym razie ich nie skłócić. Bo jeszcze pomyślą, że jedno z nich kocham bardziej. Dlatego proszę o radę od doświadczonych osób – jak najlepiej postąpić w takiej sytuacji?