Krewni pojawili się na moim weselu bez zaproszenia!

Spotykaliśmy się z mężem przez cztery lata, a potem zdecydowaliśmy się zalegalizować nasz związek. Długo zastanawialiśmy się, jak zorganizować wesele, ale nie mieliśmy pieniędzy na wielką imprezę. Nie chcieliśmy zapraszać wszystkich krewnych i znajomych, a także nie mieliśmy na to finansowych możliwości. Oczywiście, wielu z nich poczuło się urażonych. Rodzice też byli rozczarowani, ale zaakceptowali naszą decyzję.

Nie chcieliśmy brać od nich pieniędzy na uroczystość. Organizowaliśmy wesele za własne oszczędności, więc wszystko było dość skromne. W tamtym czasie zarabialiśmy niewiele. Czego można oczekiwać od świeżo upieczonych absolwentów?

Planując wesele, postanowiliśmy zaprosić tylko 30 osób. O tej decyzji poinformowaliśmy rodziców. Jeśli prawie wszyscy krewni męża znaleźli się na tej liście, to moi już nie, ponieważ mam bardzo dużą rodzinę. Zdecydowałam się zaprosić tylko chrzestnych. Mama była zasmucona, ale nie sprzeciwiała się.

Moi krewni nadal pytali, kiedy będzie ślub. Spokojnie wyjaśniałam, że nikogo nie zapraszamy, ponieważ będzie tylko ceremonia ślubna. Oczywiście, byli oburzeni.

W dniu naszego ślubu pojechaliśmy do urzędu stanu cywilnego, potem do kościoła na ślub, a potem na sesję zdjęciową.

Kiedy przyjechałam do restauracji, oniemiałam. Prawie 20 osób stało przed drzwiami. Nikt z nich nie był zaproszony. Po prostu postanowili przyjechać. Ci bezczelni ludzie nie rozumieją słowa „nie”.

Podziękowaliśmy z mężem za gratulacje i powiedzieliśmy, że mamy zamówiony bufet tylko na 30 osób. Jakiż skandal się rozpoczął! Siostra mojej matki zaczęła krzyczeć na całe ulice: „Dla rodzonej ciotki nie ma miejsca?”.

Wtedy zrozumiałam, że czas postawić ich na miejscu.

— Ostrzegałam wszystkich i nikogo nie zapraszałam. Wszyscy wiedzieli, że to małe wesele. Nie mamy pieniędzy na wystawną uroczystość, jasne? A w ogóle, kiedy ostatnio się widzieliśmy? Nigdy o mnie nie pamiętacie, ale na wesele przyjeżdżacie.

Z mężem przeszliśmy przez tłum i weszliśmy do restauracji. Za nami rozbrzmiewały nieprzyjemne słowa, ale było mi wszystko jedno. Nie zamierzałam psuć sobie nastroju w tak ważnym dniu.

Tacy ludzie nie rozumieją uprzejmości – trzeba ich postawić na miejscu, żeby zrozumieli raz na zawsze.

Po weselu mama dzwoniła i płakała, że krewni roznoszą plotki po całej wsi. Mówią, że poszliśmy świętować, a rodzinę zostawiliśmy przed drzwiami. Prosiłam ją, żeby nie zwracała na to uwagi. To moje decyzje, nie jej wina.

Jak widać, nie mam szczęścia z krewnymi. Bardzo szkoda, że tak się potoczyło. Ale nie będę tego znosić. Co byście zrobili na moim miejscu?