Krewni są przeciwni, abyśmy mieli czwarte dziecko

Marcinie wszyscy krewni mówią, że postradała rozum. Chodzi o to, że postanowiła urodzić dziecko w wieku 37 lat. Nie, nie od pierwszego lepszego, tylko od własnego męża. Nikt z krewnych im nie pomaga, sami wychowują swoje dzieci.

Marcina i jej mąż żyją dostatnio. Dlaczego więc krewni się czepiają? Bo to już czwarta ciąża.

— Jesteśmy małżeństwem od 14 lat. Po ślubie postanowiliśmy zająć się budową domu. Mój mąż zrobił i wyremontował wszystko sam, ma naprawdę złote ręce — opowiada Marcina.

Dom wybudowali. Musieli sprzedać mieszkanie, które Igor odziedziczył po babci. Oczywiście, nie obeszło się bez kredytu, ale dawno go spłacili.

Zawsze marzyli o dużej rodzinie. Tym bardziej, że na początku urodzili się synowie bliźniacy. Potem przyszła na świat jeszcze jedna córeczka. Niedawno Marcina dowiedziała się, że znów jest w ciąży.

Ciąża była planowana. Oboje chcieli mieć dziecko. Mają stabilną sytuację finansową, więc dlaczego nie? Marcina pracuje i zajmuje się ogrodem. Ich posesja wygląda tak pięknie, że trudno to opisać słowami.

Mąż zbudował altankę i zamierza zrobić duży plac zabaw. Relacje między nimi są ciepłe i pełne zrozumienia.

Jednak krewni są przeciwni kolejnego dziecka.

Matka mówi Marcinie:

— Całkiem oszalałaś? Po co ci jeszcze jedno dziecko? Co zamierzasz z nimi robić? Masz synów, córkę, kogo jeszcze ci brakuje?

Teściowa też narzeka:

— Mój syn ma 42 lata. Może pora zwolnić tempo? Czy on ma całe życie harować za dwóch? Jak zamierzacie wychować dziecko w takim wieku? Poza tym, rodzenie prawie w wieku 40 lat jest niebezpieczne.

Najzabawniejsze jest to, że teściowa urodziła swoją córkę w wieku 41 lat.

Ginekolog też nie był zbyt zachęcający. Był pewien, że Marcina przyszła przerwać ciążę.

Musiała mu tłumaczyć, że chce rodzić. Spojrzał na nią uważniej, jakby myślał, że jest niepoczytalna.

Dlaczego wszyscy krewni i znajomi są tak negatywnie nastawieni? Jeśli rodzice radzą sobie z taką liczbą dzieci, w czym problem? Mają prawo decydować, ile dzieci chcą mieć i kiedy. Czyż nie? Przecież marzyli o dużej rodzinie, więc gdzie tkwi problem?