Mama nie rozmawia ze mną, ponieważ urodziłam dziecko poza małżeństwem

Nie sądziłam, że przez swoją dziwną życiową postawę mama przestanie ze mną rozmawiać. Ale okazało się, że jest prawdziwym konserwatystą. Kiedy dowiedziała się, że rozstałam się z chłopakiem i odmówiłam aborcji, odwróciła się ode mnie. Mama powiedziała, że przyniosłam jej wstyd, więc nie chce mnie znać.

Mama zawsze przejmowała się tym, co powiedzą ludzie. Dlatego nigdy nie była szczęśliwą osobą. Ja też przy niej cierpiałam. Nie pozwalała mi malować paznokci, obcinać włosów i nosić tego, co chciałam. Martwiła się, żeby nie krążyły o mnie złe opinie.

Kiedy mama widziała dziewczyny w krótkich topach i z kolczykami, łapała się za serce i piła walerianę. Możecie sobie wyobrazić, jak mnie kontrolowała i jaki terror wprowadzała.

Marzyłam o wyrwaniu się z jej klatki i zaznaniu wolności. Mamin kontrola nie pozwalała mi oddychać. Dlatego wybrałam studia w innym mieście, żeby tylko wyprowadzić się z domu. Krzyczała i oburzała się, bo nie akceptowała mojego wyboru. Ale wtedy pierwszy raz postawiłam na swoim i powiedziałam jej:

— Mamo, nie masz dość życia dla innych i lekceważenia swojego własnego zdania? Nie chcę iść twoimi śladami. Będę żyć dla siebie, a nie dla ludzi.

Po tych słowach mama mnie uderzyła. Spakowałam rzeczy i wyjechałam. Przez cały ten czas nie dzwoniła do mnie i udawała obrażoną. W zasadzie nie byłam zbytnio zmartwiona, bo już do tego przywykłam. I nie miałam czasu na złe myśli, ponieważ łączyłam naukę z pracą.

To właśnie w pracy po raz pierwszy spotkałam Kostka. Był kreatywną osobą. Spędzaliśmy razem czas, bo miałam talent, którego mama nie pozwoliła mi rozwijać w szkole plastycznej. Uznała, że będę się gorzej uczyć, jeśli zacznę poświęcać czas na rysowanie. Nadrobiłam to i zapisałam się na kursy projektowania. Moje umiejętności artystyczne bardzo mi się przydały. Niepotrzebnie wcześniej wątpiłam w swoje możliwości — okazałam się zdolną osobą.

Wspólne zainteresowania nas zbliżyły, więc zaczęliśmy się spotykać. Razem rysowaliśmy, podróżowaliśmy i snuliśmy plany na przyszłość. Jednak z czasem zauważyłam, że nasze uczucia wygasły. Kiedy powiedział, że wyjeżdża do Włoch, bo zaproponowano mu kontrakt, nawet się nie zmartwiłam. Ale zaraz po jego wyjeździe dowiedziałam się, że jestem w ciąży.

Byłam szczęśliwa. Nie zamierzałam sprowadzać Kostka z powrotem. Miałam nadzieję, że mama mnie wesprze. Ale rzeczywistość okazała się mniej kolorowa.

— Kto jest ojcem dziecka? — to było pierwsze pytanie, które usłyszałam od mamy.

— To nieważne, bo się rozstaliśmy. Sama wychowam dziecko. Liczę na twoją pomoc — powiedziałam.

— Czyś ty oszalała? Przyszłaś z brzuchem i liczysz na moją pomoc? Wynoś się stąd i zapomnij drogę do mojego domu. Nie chcę cię znać, hańbo!

Wtedy zrozumiałam, że mogę liczyć tylko na siebie. Zaczęłam pracować na pełnych obrotach, brać zlecenia nawet w nocy, aby odłożyć pieniądze na przyszłość. Nadal miałam nadzieję, że mama zmięknie i zwróci się do mnie z życzliwością. Ale nie… Nie dawała o sobie znać.

Kiedy urodził się syn, napisałam do niej wiadomość. Nie zareagowała. Zupełna cisza. Myślałam, że coś się jej stało. Nie mogłam uwierzyć, że jest tak obojętna wobec nowo narodzonego wnuka. Ale to była brutalna prawda.

Po porodzie poszłam do mamy. Wpuściła mnie, ale od razu zrozumiałam, że to był zły pomysł. Obraziła mnie najgorszymi słowami i wyzywała moje dziecko. Nazwała mnie dziewczyną lekkich obyczajów, a mojego syna — bękartem. Wybiegłam z mieszkania jak strzała i obiecałam sobie, że nigdy więcej nie przekroczę jej progu. Skoro nie mam matki, będę żyć dla siebie. Poradzę sobie. Mamine obojętność zahartowała mnie już w dzieciństwie.