— Mamo, dlaczego do mnie dzwonisz codziennie?

— Mamo, czemu dzwonisz do mnie codziennie? Nie mam nic nowego do powiedzenia — odpowiedział nerwowo syn i odłożył słuchawkę.

— Do kogo dzwoniłaś? Do syna? — zapytała swoją przyjaciółkę Lidia.

Dwie kobiety spacerowały po parku i rozmawiały o życiu. Jedna z nich postanowiła gdzieś zadzwonić, ale rozmowa telefoniczna szybko się zakończyła. Potem zadzwoniła do synowej.

— Synowa powiedziała, że wnuczkowi wyszedł pierwszy ząb. Bardzo się martwiliśmy, bo długo nie rosły. Wnuczka w tym wieku miała już zęby. Kupię wieczorem tort i będziemy świętować.

— Aż tyle rozmawiałyście o zębie? Moja synowa odpowiedziała dwa słowa i odłożyła słuchawkę.

— Nie, często rozmawiamy przez telefon, mamy wiele wspólnych tematów. Mam dobrą synową.

— A syn dużo pracuje? Dlaczego dzwonisz właśnie do niej?

— Do niego też dzwonię, ale o zębie jeszcze nie wie. Na tym etapie mam więcej tematów do rozmowy z synową.

— Ona opowiada ci o wszystkim?

— Tak. A twoja nie?

Kobieta milczała, bo u niej wszystko wyglądało inaczej. Dzieci po ślubie zamieszkały w jej mieszkaniu, które wcześniej wynajmowała. O zębach wnuków i innych drobiazgach Lidia nic nie wiedziała, chociaż nigdy nie kłóciła się z synową.

Pewnego razu zadzwoniła do syna, a on powiedział:

— Mamo, nie musisz do nas tak często dzwonić. Jeśli będzie coś nowego, sami zadzwonimy. Żona jest w domu, ja w pracy. Wszystko po staremu!

Lidia opowiadała to z smutkiem. Jest przekonana, że syn w ogóle by o niej nie pamiętał, gdyby nie dzwoniła. Często odrzuca jej telefony. Synowa też nie chce za bardzo rozmawiać z teściową. Odpowiada „tak” lub „nie”, żeby tylko mieć spokój.

Naturalnie, Lidia zazdrości swojej przyjaciółce, która tak aktywnie komunikuje się z rodziną swojego syna.

— Masz dobrze, możesz po prostu wpaść do synowej na herbatę… — mówiła ze smutkiem.

— A nie powinno tak być?

Powinno, ale u Lidii jest inaczej. Wiele razy dawała do zrozumienia synowi i synowej, że chciałaby częściej się widywać. Gdyby przyszła do nich z tortem bez zapowiedzi, nie wpuściliby jej. Syn zawsze mówi, że bez telefonu nie wolno przychodzić.

Jak to w ogóle możliwe? To przecież matka. Są ludzie, którzy nie są gościnni, ale to zupełnie inny przypadek. Tym bardziej, że mieszkają w jej mieszkaniu. Lidia ma pełne prawo przychodzić, kiedy chce.

— Przez dwa miesiące dzwoniłam do wnuka, żeby umówić się na spotkanie. Raz nie odbierał, raz mówił, że jest zajęty. Byle tylko nie mieć ze mną do czynienia — wzdycha Lidia.

— A z rodzicami synowej się kontaktujesz?

— Nie, to im niepotrzebne. Mieszkają za granicą. Widzieliśmy się tylko na ślubie.

— To znaczy, że córka jest taka sama jak oni. Ale twój syn źle postępuje, jeśli idzie na ich rękę. Oddałaś mu całe życie, żeby był szczęśliwy. I tak ci się odwdzięcza?

— Ostatnio powiedział mi, że denerwują go moje telefony. Poprosił, żebym więcej nie dzwoniła. Mówił, że nie podoba mu się, że robię z siebie ofiarę i narzekam na samotność.

Syn powiedział, że po rozmowie ze mną ma zepsuty nastrój. Nie rozumie, dlaczego czuję się samotna. Powiedział, żebym znalazła sobie koleżanki i czymś się zajęła, żeby nie było mi nudno.

Teraz Lidia już nie dzwoni do dzieci. Pogodziła się z tym, że jest dla nich obca. Widocznie syn nawet nie dowie się o jej śmierci. Dopóki sąsiedzi nie zadzwonią, nie przypomni sobie o niej.