Mamo, ile kotletów ci nałożyć? Dwie? Trzy?

Każde dziecko otrzymuje od matki ciepło, dopóki mieszka w rodzinnym domu. Niewidzialne nici łączą dzieci z rodzicami i tworzą poczucie, że to będzie trwało wiecznie. Niestety, dzieci szybko dorastają i opuszczają gniazdo. Jedna matka, już dorosłej córki, podzieliła się swoją życiową historią: “Co za niewdzięczność. Wychowywaliśmy cię, wychowywaliśmy, a ty!” — to standardowa sytuacja. W tych słowach jest tyle bólu i rozczarowania.

A co odpowiada córka? Możecie sami ocenić. Każdy ciągnie w swoją stronę. Czy jednak istnieje usprawiedliwienie dla takiego zachowania?

Elżbieta ma troje dzieci. Są już dorośli i wyprowadzili się, mieszkają osobno. Najstarszy syn przeprowadził się za granicę dawno temu i od tego czasu nie odwiedzał rodziców. Wysyła tylko zdjęcia i listy. Matka bardzo za nim tęskni, ciągle przegląda każde zdjęcie i czyta linijki napisane jego ręką.

“Synu, tęsknimy z ojcem za tobą, odwiedź nas chociaż raz, pokaż wnuki” — pisała mu mama. Jednak syn jest zajęty i żyje swoim życiem.

Druga córka wyszła za mąż za żołnierza. Muszą razem podróżować po różnych regionach. Jedna córka mieszka najbliżej, czasami odwiedza rodziców, ale nigdy na długo. Mężowi Elżbiety podoba się jej zięć. Cieszą się z średniej córki, której mąż jest prawdziwym żołnierzem. Kiedy odwiedzają rodziców, ci są naprawdę szczęśliwi i dumni z córki. Są spokojni o nią.

Najmłodsza córka wciąż nie wyszła ponownie za mąż. Wcześniej, gdy mieszkała na wsi, znalazła męża, ale po urodzeniu syna rozstali się. Krytykowała słowa matki: “Jedź do miasta, po co siedzieć na wsi? Jesteś młoda, trzeba żyć, urządzać się.” Pojechała więc do miasta, zdobyła zawód krawcowej, potem zaczęła pracować w fabryce i zabrała syna ze sobą.

“W mieście chłopcu jest ciekawiej, jest wiele kółek zainteresowań, szkoła blisko, nie jest nudno” — zachwalała córka mamie wszystkie uroki życia w mieście. Chłopiec jednak nie chciał wyjeżdżać od babci. Płakał. Ale nikt nie zamierzał kłócić się z matką.

“Dasz sobie radę beze mnie przez tydzień? — pyta męża Elżbieta, — tak tęsknię za córką, wnukiem, odwiedzę Martę.”

Dziadek też chciał jechać, ale niestety zachorował. Zapakowali walizki z konserwami, domowymi produktami i ruszyła matka do córki. Rano mąż wsadził żonę do pociągu, pomógł donieść bagaże, bo jakżeby inaczej — nie można jechać bez gościńców.

Cały dzień i noc jechała Elżbieta w dusznym wagonie. Marzyła, jak spotka się z wnukiem i córką. Całe serce jej bolało. Przez trzy lata nie widziała bliskich. Chłopiec na pewno już urósł.

“Mamo, dlaczego nie zadzwoniłaś? Wzięłabym wolne z pracy, wcześniej zabrała Wojtka ze szkoły, zrobiła zakupy, przygotowała jedzenie. Przecież jestem zajęta w pracy, kto mnie tak puści?”

“No nie pomyślałam — chciałam zrobić niespodziankę. Moja telegram widocznie zaginął. U nas na wsi z łącznością nie jest najlepiej,” — próbowała tłumaczyć się matka, idąc z dworca do domu.

“A jak tam tata? Wszystko w porządku? Dlaczego milczysz?”

“Wszystko dobrze, trochę się rozchorował, ale to zdarza się przed jesienią. Ogólnie nic poważnego.”

Wnuk wpuścił babcię do mieszkania. Urósł, wydoroślał. Przypominał dziadka.

“No witaj, kochany!” — powiedziała babcia, obejmując wnuka.

“Oj, babciu, co ty!” — chłopiec odsuwał się od babci, bo odwykł od czułości.

“A dlaczego nie przywitaliście mnie na peronie? Przecież torby są ciężkie” — upomniała matka córkę.

“Chciałam przygotować coś na twój przyjazd. Smażyłam kotlety, gotowałam zupę, trzeba przecież cię ugościć.”

Dobrze, barszcz to dobrze. Zadzwoniła do męża, aby zrelacjonować: “Wszystko w porządku, dojechałam, przywitali mnie, zaraz będziemy jeść, przekazują ci pozdrowienia!”

Zasiedli do kolacji, córka nalała wszystkim zupy i zapytała: “Mamo, ile kotletów ci nałożyć? Dwie? Trzy?”

Kobieta była głodna po podróży, zjadłaby i cztery. Tylko patrzy na córkę i mówi: “Postaw wszystko tutaj, a ja będę sobie brała.”

Na talerzu leżało sześć małych kotletów. Babcia wzięła dwie — więcej się wstydziła. Pamiętała, jak kiedyś na święta przygotowywała kotlety garnkami, żeby wszyscy się najedli. Może córka nie ma pieniędzy — kto wie. Można ją zapytać, jeśli trzeba, oni z dziadkiem prześlą, mieli dobry plon, sprzedadzą jeszcze.

Potem zaczęła chodzić po pokojach. Nowoczesny remont, nowe meble, sprzęt. Wnuk miał własny pokój, miał wszystkie zabawki.

“Mamo, na ile przyjechałaś?” — pyta córka, myjąc naczynia.

“Cieszysz się w ogóle, że tu jestem? Jeszcze nie rozpakowałam toreb, a ty już się interesujesz.”

“No co ty, po prostu bilety trzeba zamówić wcześniej — z nimi jest problem. Chcę wybrać lepsze miejsce. Daj mi swój paszport, a ja pojadę na dworzec. No żeby od razu załatwić wszystkie sprawy.”

Elżbieta się zgodziła. Usiadła obok wnuka, poprosiła, żeby pokazał swoje osiągnięcia, dyplomy, albumy z przedstawień. Ucieszyła się z wnuka — wyrósł na porządnego chłopca. Trzeba będzie poprosić o zdjęcie dla dziadka.

Spędziła tam trzy dni. Zobaczyła, że odnoszą się do niej coraz chłodniej — babcia już się znudziła. Wnuk sam zamykał się w pokoju, siedział lub bawił się z kolegami na podwórku. A Marta albo była w pracy, albo jeździła do koleżanek. Wracała i kładła się spać. Babcia się nudziła, chciała wracać do domu. Brakowało jej zwykłego ciepła, otwartego rozmowy. Zupełnie inaczej wyobrażała sobie to spotkanie. Zadzwoniła do dziadka i zaczęła się pakować. Przechodząc obok pokoju Wojtka, usłyszała, jak wnuk pyta matkę:

“Mamo, kiedy wróci wujek Adam? Chcę iść z nim na hokej.”

“Wkrótce, synku, babcia pojedzie do siebie

i przyjdzie wujek Adam” — odpowiedziała córka.

“Kiedy to będzie?”

Babcia nie dosłuchała rozmowy, rozpłakała się, poszła do sypialni. Spakowała torby, ubrała się, stanęła w korytarzu, a wtedy wychodzi córka.

“Mamo, gdzie idziesz wieczorem? Przecież bilety są na jutro.”

“Nic strasznego, wymienię. O, Marto, nie tak cię wychowałam. Dziadkowi nic nie powiem. Bo się zmartwi. Dziękuję za zdjęcia, chciał zobaczyć wnuka. Idę.”

Wsiadła do pociągu i wróciła do domu. Miejsce było wygodne — i to dobrze. Do rana siedziała na dworcu, owinięta w stary szal. Jechała do domu, patrzyła przez okno i wspominała swoje życie. I nie rozumiała, w którym momencie ani ona, ani ojciec nie stali się potrzebni swoim dzieciom. Choć tak bardzo ich kochali, tyle włożyli w nich.

“Cześć, Elu, jak dojechałaś? — pyta jej mąż na dworcu. — Tak się martwiłem o ciebie, tak tęskniłem, że aż schudłem!”

Elżbieta objęła go i ucieszyła się, że przynajmniej ktoś za nią tęskni.