— Mamo, naprawdę? Chcesz, żebyśmy płacili ci pensję za opiekę nad wnukami? Tego się po tobie nie spodziewałem!

Z Arturem jesteśmy małżeństwem od siedmiu lat. Kiedy mieliśmy tylko jedno dziecko, było łatwiej pod wieloma względami, ale po urodzeniu drugiego zrobiło się trudniej, zarówno finansowo, jak i ogólnie. Myślałam, że zostanę w domu, dopóki młodszy nie skończy trzech lat i wtedy wrócę do pracy, ale inflacja robiła swoje i potrzeba drugiej pensji stawała się coraz bardziej paląca. Mąż starał się, ale z trudem utrzymywał naszą rodzinę, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem.

Pewnego wieczoru, przeglądając resztki oszczędności, zaczęliśmy rozważać zatrudnienie niani. Nie chcieliśmy jednak brać obcej osoby do opieki nad dziećmi, choć moje koleżanki korzystały z usług niań, emerytowanych nauczycielek i wychowawczyń, które chętnie dorabiały.

Mąż zaproponował lepszy pomysł – żeby jego mama przeprowadziła się do nas na pół roku i opiekowała się chłopcami. Życie pod jednym dachem z teściową nie było moim marzeniem, mimo że miałyśmy dobre relacje. Spotkania przy świątecznym stole czy na popołudniowej herbacie to jedno, a wspólne mieszkanie, z wszystkimi potencjalnymi problemami, to co innego.

Mimo obaw postanowiliśmy spróbować. Mąż zadzwonił do swojej mamy i zapytał, co sądzi o tym pomyśle. Nie miała nic przeciwko i przeprowadziła się do nas po trzech dniach.

Ku mojemu zaskoczeniu, teściowa świetnie wpasowała się w nasze życie. Nie próbowała przejąć kontroli, zajmowała się wnukami od rana do wieczora, a my mogliśmy spokojnie pracować, poprawiając naszą sytuację finansową. Kupowaliśmy zapasy jedzenia, a teściowa gotowała dla nas i dzieci. Wszyscy byli zadowoleni. Przez miesiąc.

Potem doszło do konfliktu z teściową, po którym mąż przez prawie pół roku nie rozmawiał z nią.

Siedliśmy do kolacji, a ja zauważyłam, że teściowa, pani Anna, zachowuje się nerwowo, jakby chciała coś powiedzieć, ale się wahała. Mąż też to zauważył i postanowił wyjaśnić sytuację:

— Mamo, jesteś dziś jakaś tajemnicza. Powiedz, co cię trapi?

I teściowa powiedziała. Wyjęła kartkę z zapisanymi danymi. Na początku nie rozumieliśmy, co to za kolumny liczb, ale pani Anna wyjaśniła:

— Zrobiłam notatki, żebyście widzieli… Ile czasu spędzam na spacerach, gotowaniu, sprzątaniu, praniu… W sumie za miesiąc wychodzi…

Teściowa podała kwotę, a my z mężem zaniemówiliśmy z wrażenia. Widząc nasze miny, pani Anna dodała z uśmiechem:

— Sprawdziłam najniższe stawki…

Artur wybuchł:

— Mamo, naprawdę? Chcesz, żebyśmy płacili ci pensję za opiekę nad wnukami? Tego się po tobie nie spodziewałem!

Teściowa nie pozostała dłużna. Ja milczałam, nie wiedząc, jak zareagować, bojąc się opowiedzieć po którejś ze stron. W głowie miałam myśl, że niani i tak musielibyśmy płacić, ale nie powiedziałam tego na głos.

Słowo za słowem i następnego ranka teściowa wróciła do siebie. Musiałam wziąć urlop bezpłatny, żeby załatwić sprawę z przedszkolem. Trudno było przekonać dyrektorkę, ale w końcu udało się i musieliśmy tylko dostarczyć zaświadczenia z przychodni, żeby mogła przyjąć chłopców.

Mąż chodził kilka dni wściekły, nie mogąc się pogodzić z tym, że jego mama chciała „pensji”:

— No co za bezczelność! Własna babcia!

Moje próby uspokojenia go nie działały. Artur machał ręką i denerwował się jeszcze bardziej:

— Uważasz, że to normalne?!

Postanowiłam zostawić sprawę na czas i przestałam poruszać ten temat. Stopniowo mąż się uspokoił, ale nie chciał mieć kontaktu z mamą. Odrzucał jej telefony i sam do niej nie dzwonił.

W tej niewidocznej konfrontacji minęło pięć miesięcy. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie teściowa. Pani Anna skręciła nogę i prosiła, żeby Artur kupił jej zakupy. Od razu zaznaczyła, że odda pieniądze. Mąż był w pracy, więc pojechałam zamiast niego.

Kiedy dotarłam do mieszkania teściowej z dwoma dużymi torbami, zobaczyłam, że rzeczywiście miała się kiepsko – skręciła kostkę. Pieniędzy za zakupy nie przyjęłam, przygotowałam jedzenie na kilka dni i zapytałam, co ze smoczem, bo woda albo nie leciała, albo nie zamykała się. Pani Anna powiedziała, że liczyła na pomoc syna, a smoczek od dawna szwankował. Było już za późno, żeby wezwać hydraulika, więc zamierzałam zrobić to następnego dnia albo namówić męża do naprawy. Ale sprawa rozwiązała się niespodziewanie łatwo.

Kiedy wyszłam, zobaczyłam starszego mężczyznę siedzącego na ławce przed blokiem z narzędziami. Zapytałam, czy mógłby wymienić wkład w smoczku. Mężczyzna zapytał, czy to pilne, i powiedział, że zrobi to, skoro już jestem w potrzebie. Wspięliśmy się razem na piętro i szybko uporał się z naprawą, biorąc za pracę symboliczne pieniądze, jak to sąsiad (mieszkał w tym samym bloku, tylko w innym wejściu).

Dwa dni później przyniosłam kolejną „pomoc humanitarną” dla teściowej i zastałam ją w kuchni, miło rozmawiającą z „hydraulikiem” przy herbacie. Mój przyjazd ich trochę speszył, ale pani Anna szybko się otrząsnęła:

— Pan Stanisław postanowił sprawdzić, jak działa smoczek, no i wypić herbatkę, bo ja już umierałam z nudów…

Uśmiechnęłam się:

— Bardzo dobrze, nudzić się nie wolno!

Pan Stanisław okazał się bardzo zaradnym człowiekiem. Kiedy miałam zacząć gotować, powiedział, że sam się wszystkim zajmie, a potem pomoże teściowej w zakupach. Zrozumiałam, że moje dalsze przebywanie tam jest zbędne, życzyłam teściowej szybkiego powrotu do zdrowia i wróciłam do domu.

Tydzień później niespodziewanie przyjechali do nas goście – pani Anna i pan Stanisław. Teściowa przywiozła prezenty dla wnuków i zestaw na stół, a trochę napiętą atmosferę rozładowała, przepraszając za to, że chciała od nas pieniędzy za opiekę nad wnukami. Przedstawiła też pana Stanisława jako swojego partnera, wspominając moją uwagę o nudzie:

— Postanowiliśmy, że we dwoje nie będziemy się nudzić…

Pan Stanisław okazał się bardzo komunikatywnym człowiekiem, teraz z przyjemnością spędzamy razem czas, zarówno z nim, jak i z teściową. Wygląda na to, że rzeczywiście się nie nudzą. Pan Stanisław ma wspaniałą działkę nad rzeką, gdzie często zabierają wnuków na weekendy, a chłopcy szybko zaczęli nazywać właściciela działki dziadkiem. Mają tam mnóstwo wspólnych zajęć – wędkowanie, karmienie ptaków, huśtawki i wiele innych.