Miałam dość lekceważącego stosunku męża, więc odeszłam

Niektórzy ludzie patrzą na wielodzietne rodziny i myślą, że tam panuje miłość i idylla. Z zewnątrz prawdopodobnie też wyglądaliśmy na idealną rodzinę, ale to była daleka od prawdy iluzja. Przez te lata było mało dobrego. Moja siostra była najstarsza, więc cała praca domowa i opieka nad młodszymi dziećmi spadła na jej kruche ramiona. Ja też pomagałam jej od ósmego roku życia, więc trudno nazwać moje dzieciństwo szczęśliwym.

Na wsi pracy było co niemiara — od rana do wieczora. Czasami byłam tak zmęczona pracą w ogrodzie, że leciał ze mnie zimny pot i odmawiały posłuszeństwa nogi. Ojciec i matka nie mieli czasu na domowe obowiązki i opiekę nad dziećmi, bo pracowali, by nas wyżywić. Tak naprawdę nie znaliśmy rodzicielskiej miłości i troski. Dorastaliśmy sami. A gdy tylko skończyłam 17 lat, dostałam aluzję, że czas wyruszać w świat, bo byłam dodatkowym ustami do wykarmienia w wielodzietnej rodzinie.

Tak, mnie dosłownie zmuszono do wyjścia za mąż, podobnie jak moją siostrę. Zresztą, jej mąż był rówieśnikiem naszego ojca. Nikt mnie nie pytał, czy chcę wyjść za mąż, więc milczałam. Dzięki Bogu, przynajmniej nie znaleźli mi starca. Nazywał się Andrzej. Mieszkał z babcią w mieście. Wzięliśmy ślub, a ja przeprowadziłam się do niego.

Musiałam opiekować się starszą, leżącą krewną jako wyraz wdzięczności za przyjęcie mnie do tej rodziny. Mąż nie pozwolił mi pracować. Między nami nie było ani miłości, ani szacunku, więc życie wydawało się piekłem. Ale po śmierci babci urodziła się córka. Po jej narodzinach mąż stał się tyranem i agresorem. Nie dawał mi spokoju. Przyczepiał się do każdego mojego słowa i czynu.

Milczałam i znosiłam, bo nie miałam wyjścia. Ale po narodzinach naszego drugiego dziecka sytuacja stała się nie do zniesienia. Wtedy zrozumiałam, że muszę coś zmienić w życiu. Postanowiłam robić w domu świece, aby mieć własne dochody, bo mąż w ogóle nie dawał mi pieniędzy. Był tym niezadowolony. Gdy znalazł moją schowankę, wyrzucił wszystkie banknoty do śmieci. Krzyczał tak, że ściany drżały. To był dla mnie sygnał alarmowy.

Z córką miałam dobre relacje, ale syn… Był kopią ojca, więc nie szanował mnie i obrażał. Nie miałam prawa mu nawet odpowiedzieć, bo od razu skarżył się ojcu. Tak, bolało mnie to, ale nie mogłam nic zmienić. Przez lata oszczędzałam pieniądze, potajemnie pracowałam i czekałam, aż w końcu uzyskam wolność. Wtedy nagle kupiłam sobie kawalerkę, spakowałam rzeczy i wyjechałam. Prawda, dzieci były już dorosłe. Mąż nadal próbuje mnie odzyskać i obiecuje się zmienić, ale za nic w świecie nie wrócę do poprzedniego życia.