Mój kot po prostu przyspieszył rozwój mojej relacji z mężczyzną!

Mam domowego ulubieńca, Proszka – dużego, puszystego kota, który choć bezrasowy, jest bardzo piękny, z niezależnym charakterem i swoimi kocimi niespodziankami.

Miałam porwane zasłony, przewróconą zastawę, a nawet kradzieże ze stołu. Do tego standardowy zestaw „wyczynów” – obdrapane tapety, podrapane buty i meble. Sprawiedliwie trzeba przyznać, że te wszystkie nieprzyjemności zdarzały się w pierwsze dwa lata życia Proszka u mnie. Po kilku spotkaniach z kotkami, Proszka stał się statecznym, pewnym siebie kotem, chodził po mieszkaniu z wielką godnością i bardzo wybiórczo traktował moich gości, zwłaszcza mężczyzn. Widząc w nich konkurentów, był zazdrosny i obawiał się, że dostanie mu się tylko niewielka część mojej uwagi i czułości, a reszta przypadnie gościowi. Dlatego Proszka bezczelnie siadał między nami i dość agresywnie reagował na próby mężczyzny, by pogłaskać jego lub mnie.

Tego dnia zaprosiłam Władysława wyłącznie na herbatę, choć nasze relacje zaczynały nabierać wyraźniejszych kształtów. Proszka, jak zwykle, prychnął na gościa, próbował go uderzyć łapą i, nerwowo machając ogonem, usiadł obok mnie, obdarzając Władysława nieprzyjaznym spojrzeniem.

Przy herbacie rozmawialiśmy dość długo, około dwóch i pół godziny. Proszka znudził się naszą rozmową i poszedł przespacerować się po mieszkaniu. Władysław zażartował:

— No proszę, twoja ochrona w końcu się zrelaksowała!

Zasygnalizowałam gościowi, że czas już na niego, Władysław podziękował za wieczór i zaczął się ubierać. Kiedy zakładał buty, usłyszałam jego ciche przekleństwo. Po chwili wyjął nogę, a z buta spadło kilka kropli z charakterystycznym zapachem. Nie lepiej było z drugim butem.

Proszka uważnie obserwował rozwój wydarzeń z stolika w pokoju. Skrzyczałam go, a kot, rozumiejąc, że jestem naprawdę zła, schował się pod kanapą.

Władysław stał niezdecydowany, nie wiedząc, co robić, więc zaproponowałam, żeby został do rana. Była to chyba z mojej strony solidna rekompensata za straty moralne, bo wyraz twarzy Władysława natychmiast się zmienił – uśmiechnął się i pogroził palcem Proszce:

— No ty łobuzie!

A kot, ku mojemu zdziwieniu, nagle wyszedł spod kanapy, podszedł do gościa i cicho zamruczał, jakby mówił: „Wybacz, przepraszam…”

Po wypraniu butów, postawiliśmy je do suszenia przy kaloryferze, a sami, rozumiejąc, co sytuacja sugeruje, lepiej się poznaliśmy.

Kolejne wizyty Władysława przebiegały bez ekscesów, a po dwóch miesiącach Władysław oświadczył mi się. Kiedy wręczał mi kwiaty i pierścionek, Proszka zrobił ósemkę wokół naszych nóg, demonstrując pełną lojalność wobec mojego narzeczonego.