Mój mąż odszedł ode mnie, zabierając ze sobą dzieci. I nawet nie mogę nic z tym zrobić. Co więcej, wszyscy moi i jego krewni wspierają jego, a nie mnie

Moje życie ostatnio po prostu się rozpada. Szczerze nie rozumiem, z czym to jest związane, jednak nie mogę tak dalej żyć. Wydaje mi się, że z tego po prostu nie ma wyjścia. Mój mąż odszedł ode mnie, zabierając ze sobą dzieci. I nawet nie mogę nic z tym zrobić.

Co więcej, wszyscy moi i jego krewni wspierają jego, a nie mnie. Rozumiem, że faktycznie zostałam porzucona przez bliskich mi ludzi. I to chyba najgorsze, co mogło mi się przytrafić. Czy naprawdę wszystko skończy się tak, że zostanę całkiem sama, bez możliwości naprawienia tego?

Najtrudniejsze jest patrzeć w oczy swoich dzieci i próbować im wyjaśnić, dlaczego już z nimi nie mieszkam. Przecież one nic nie rozumieją i pewnie myślą, że po prostu jestem na urlopie. Przynajmniej na razie tak tłumaczy im mój mąż powód mojej nieobecności.

Próbowałam porozmawiać z moją matką, ale ona tylko mówi, że jest mną całkowicie rozczarowana. Rozumiem, że moje czyny nie zawsze były właściwe, ale czy to jest sprawiedliwe? Szczerze mówiąc, nie chcę ogłaszać, co zrobiłam. Naprawdę jest mi za to wstyd. Jednak w obliczu stresu ludzie postępują o wiele gorzej niż ja. I to nigdy nie było powodem, aby traktować ich w taki sposób. Faktycznie moje życie jest teraz puste.

W rezultacie to wszystko sprawiło, że zaczęłam chodzić do psychologa. Pracujemy razem już od kilku miesięcy i widzę zmiany, ale czy można je nazwać pozytywnymi? I w ogóle, kiedy będzie można powiedzieć, że wszystko w moim życiu jest teraz nie tak złe? Takie wizyty nigdy nie były panaceum w tej kwestii. Bo raczej nie uda mi się odzyskać przychylności męża, a tym bardziej dzieci. Szczególnie dotyczy to momentu, kiedy dorosną i zrozumieją, że nie jestem wcale święta.

Nie chciałabym, aby, będąc nastolatkami, nie lubili mnie. Z tym nie poradzę sobie z żadnym specjalistą. Bo dla matki nie może być nic gorszego niż to, kiedy jej istnienie zaprzeczają własne dzieci. Jednak najwyraźniej do mojej matki to nie może być stosowane. Teraz jest jej na mnie zupełnie obojętne i wszystkie swoje siły kieruje na wnuki. Widzę, jak chce wychować w nich lepszą wersję mnie.

W każdym razie chcę wierzyć, że kiedyś wszystko się ułoży. Może nie tak, jak było, ale nie tak, jak jest teraz. Wydaje mi się, że żadna osoba nie zasługuje na takie traktowanie, jakie teraz okazują mi moi krewni. To po prostu niesprawiedliwe w żadnym stopniu.