Moja córka postanowiła, że nudzi mi się tak po prostu siedzieć i zaczęła rozmowy na temat mojego udziału w wychowaniu wnuków. A dokładniej, chce, żebym cały dzień zajmowała się nimi, podczas gdy ona będzie załatwiać swoje sprawy. Mnie to jednak nie odpowiada, mam zupełnie inne plany na swój wolny czas, ale jej chyba to nie obchodzi. Na jej ustach ciągle jest słowo „powinnaś”, co czasami staje się wręcz śmieszne.

Ten rok był dla mnie ostatnim pod względem pracy. Przeszłam na zasłużoną emeryturę. Nazywanie się emerytką nie jest może zbyt przyjemne, ale sens tego słowa w pełni mnie satysfakcjonuje. Bardzo się cieszę z wolnego czasu, który teraz mam. Myślałam, że teraz będę mogła zająć się tym, na co zawsze brakowało mi czasu.

Pierwszy tydzień minął niepostrzeżenie. Nadal wstawałam wcześnie z przyzwyczajenia, więc miałam dużo czasu. Zaczęłam zajmować się swoim ulubionym hobby: robieniem na drutach i szyciem. Dla mnie to prawdziwa przyjemność po latach pracy. Mogę spędzać cały dzień na tych zajęciach i nie zauważać, jak mija czas.

I oto po miesiącu moja córka uznała, że nudzi mi się tak po prostu siedzieć i zaczęła rozmowy na temat mojego udziału w wychowaniu wnuków. A dokładniej, chce, żebym cały dzień zajmowała się nimi, podczas gdy ona będzie załatwiać swoje sprawy. Mnie to jednak nie odpowiada, mam zupełnie inne plany na swój wolny czas.

Dzieci mają dwa i trzy lata. To najciekawszy wiek. Wymagają ciągłej opieki. Są ciekawe wszystkiego, biegają i wszędzie wszystko otwierają, wyciągają i rozrzucają. Będzie mi trudno cały dzień za nimi biegać. Poza tym, mam swoje plany.

Moja odmowa bardzo zdziwiła córkę. Zaczęła mówić, że jestem najpierw babcią, a potem emerytką ze swoimi pragnieniami. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Długo proponowałam zapisanie wnuków do dobrego przedszkola. Ale zarówno córka, jak i zięć byli zdecydowanie przeciwni temu. Nie nalegałam, niech sami decydują, co robić ze swoimi dziećmi. To ich sprawa.

Teraz okazuje się, że powinnam porzucić wszystkie swoje plany i całkowicie poświęcić się wnukom. Nie odmawiam całkowicie spędzania z nimi czasu, ale nie zgadzam się na cały dzień i każdego dnia.

Stopniowo zaczęłam przyjmować zamówienia na szycie. Klientki są bardzo zadowolone z mojej pracy. Cieszy mnie tworzenie czegoś nowego i ekskluzywnego. Widząc radość w oczach klientów z mojej pracy, dodaje mi to jeszcze więcej sił i pewności siebie na przyszłość. Oznacza to, że jestem jeszcze do czegoś przydatna, nie tylko jako babcia.

Z wnukami spędzam weekendy. Przyjeżdżają do mnie na dwa dni, a rodzice mają wtedy czas dla siebie. W tym czasie dużo spacerujemy, chodzimy na różne imprezy rozrywkowe. Dzieciom jest dobrze, a ja odpoczywam duchowo.

Córka nie przestaje robić mi uwag dotyczących mojej odmowy. Wciąż nie może pogodzić się z tym, że nie chcę zajmować się wnukami. Stale podaje mi za przykład moją sąsiadkę, która cały dzień siedzi z wnukami. Ale nie bierze pod uwagę jednego: sąsiadka całe życie spędziła w domu i nie umie nic innego robić poza prowadzeniem gospodarstwa domowego. Nie ma czym innym się zająć, więc zajmuje się wnukami. U mnie jest zupełnie inaczej.

W końcu to rodzice powinni zajmować się swoimi dziećmi. Dlaczego ja miałabym się tym zajmować? Żeby potem słuchać wyrzutów, że źle je wychowałam? Czy mam rację?