Moja mama chce, żebym często do niej dzwoniła. Ale po co?

Mam już ponad 50 lat. Obecnie mieszka ze mną moja mama, ale wspólne życie jest dla mnie bardzo trudne, bo nigdy nie byłyśmy sobie bliskie. Jednak życiowe okoliczności zmusiły nas do tego, byśmy zamieszkały razem.

Nigdy nie miałyśmy ze sobą zażyłych relacji. Zdarzało się, że miesiącami się nie kontaktowałyśmy i widywałyśmy się tylko przy okazji świąt. Teraz, na stare lata, mama nagle przypomniała sobie, że ma córkę.

Szczerze mówiąc, ciężko mi się z nią rozmawia. Ona w ogóle mnie nie zna. Jesteśmy zupełnie różne. Kiedy pyta mnie, co słychać, nie wiem nawet, co jej odpowiedzieć. Nie mamy wspólnych znajomych ani zainteresowań, więc nie mamy o czym rozmawiać.

Kiedy jeszcze mieszkałyśmy osobno, mama obrażała się, że do niej nie dzwonię. Jak wcześniej radziła sobie bez moich telefonów? Przywykłam do tego, że jesteśmy sobie obce, więc dlaczego miałabym się teraz zmieniać?

Starałam się przełamać i dzwonić przynajmniej raz dziennie. Ona i tak była obrażona, ale moje sumienie było czyste. Rozmowy telefoniczne trwały zaledwie kilka minut, bo nie miałyśmy o czym rozmawiać.

Pewnego razu wysłano mnie w delegację i nie mogłam zadzwonić do mamy. Jaką ona wtedy zrobiła awanturę!

Kiedy wieczorem przyjechałam do domu z prezentami, żeby odkupić swoją winę, mamy nie było. Wiedziałam, że miała iść na rynek po zakupy. Ale było już dość późno.

Nie odbierała telefonów. Niezależnie od tego, ile razy do niej dzwoniłam czy wysyłałam wiadomości, nie otwierała ich. Oczywiście zaczęłam się martwić i wyobrażać sobie najgorsze scenariusze.

Próbowałam się uspokoić myślą, że mama ma słaby słuch. Może po prostu ustawiła telefon na cichy tryb i nic nie słyszy. Ale gdzie ona jest? Dlaczego wieczorem nie ma jej w domu?

Poszłam do sąsiadki, która dobrze się z nią dogaduje, ale ona również nic nie wiedziała. Kontynuowałam próby dodzwonienia się do mamy, bez skutku. Nawet sprzedawczyni na rynku jej nie widziała. Wszystko wydawało się bardzo dziwne.

O godzinie 22 już miałam zamiar dzwonić na policję, kiedy nagle mama wróciła do domu. Zapytałam ją o wyjaśnienia, bo naprawdę się martwiłam. Ale mama zachowywała się, jakby nic się nie stało.

— Po prostu spotkałam starą znajomą na rynku. Zaprosiła mnie na herbatę, więc rozmawiałyśmy do wieczora. Telefon był w torebce, więc nie słyszałam, że dzwoniłaś.

— Mamo, a nie pomyślałaś, że ktoś może się martwić? Cały wieczór nie odbierałaś telefonów ani wiadomości. Mogłaś mnie uprzedzić, wiedziałaś przecież, że wieczorem do ciebie przyjadę!

Mama udawała, że moje pretensje są bezpodstawne. Oburzyła się, że może spędzać czas, jak chce, i nie musi się z tego tłumaczyć.

Nie mogłam wytłumaczyć mamie, dlaczego nie powinna tak postępować. Wkurzyło mnie to, że ja muszę do niej dzwonić i przychodzić, a ona będzie sobie żyła, jak jej się podoba. Przecież nikt jej nie ogranicza w działaniu. Czy naprawdę było tak trudno zadzwonić i mnie uprzedzić?

Przez kilka dni po tym incydencie nie rozmawiałyśmy. Jednak mama nie czuła się winna. Nie planowała przepraszać ani naprawiać relacji. To ja musiałam się do niej zbliżyć.

Póki mieszkamy razem, podobne sytuacje się nie zdarzały. Jednak napięcie w domu mnie męczy. Rozumiem, że od mamy można się spodziewać wszystkiego. Ona myśli tylko o sobie.