Na jego urodzinach pomyślałam, że bardzo ucieszy się z niespodzianki, którą przygotowałam

Mam już ponad pięćdziesiąt lat, ale wielu ludzi mówi, że wyglądam na czterdzieści, a nawet trzydzieści pięć. Przez całe życie urodziłam dwoje dzieci, a nadal mam męża, choć ostatnio z powodu ciągłych nieporozumień wydaje mi się, że możemy się rozwieść.

Nasze spotkanie było zupełnie przypadkowe, oboje byliśmy zaproszeni na wesele. Można nawet powiedzieć, że zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. W drugim tygodniu naszej znajomości Igor powiedział, że jest gotów mnie poślubić. Przez kolejny miesiąc moi rodzice mówili mi, że nie powinnam tak szybko wychodzić za mąż za mężczyznę, którego znam mniej niż dwa tygodnie, bo jeszcze nie wiem, kim jest Igor.

Byłam młoda i głupia, więc nie słuchałam nikogo z rodziny, postąpiłam zgodnie z sercem i wyszłam za mąż, gdy byliśmy razem niecałe dwa miesiące. Półtora roku później urodziłam córkę, ale dopiero teraz zrozumiałam, że w młodości powinnam była zauważyć jego wady, a nie przymykać na nie oczy. Z powodu zakochania mogłam wybaczać mężowi wszystko, nawet to, że zarabiał bardzo mało, a przy tym obwiniał mnie, że to dlatego, że siedzę na urlopie macierzyńskim.

Byłam bardzo zmęczona, bo cała praca domowa i opieka nad dzieckiem spadły na mnie, ale nie narzekałam na męża, bo on też ciężko pracował przez całe dni. Pieniędzy w rodzinie jednak nie przybywało i musieliśmy na wszystkim oszczędzać. Smażonego kurczaka jedliśmy tylko na Nowy Rok, a nawet na urodziny nie zawsze mogliśmy sobie pozwolić na mały tort. Ubrania nosiliśmy przez pięć lat albo prosiliśmy rodzinę o oddanie starych rzeczy.

Zawsze marzyłam o idealnej rodzinie, ale nie mogłam zrozumieć, czego nam brakuje do pełni szczęścia. Mój mąż, choć na mnie krzyczał, starał się przepraszać, gdy wspominałam o rozwodzie, nawet znajdował pieniądze na kwiaty, żeby mnie udobruchać. Dlatego nie martwiłam się, że mąż mógłby mnie kiedyś zostawić.

Byłam bardzo szczęśliwa, gdy w końcu wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim, ale pracowałam tylko przez pół roku, gdy dowiedziałam się o drugiej ciąży. W czwartym miesiącu ciąży znów musiałam rzucić pracę. Drugie dziecko od urodzenia dużo chorowało, więc praktycznie mieszkałam w szpitalu, spędzając całe dnie w kolejkach do lekarzy.

W tym czasie zaczęliśmy się bardzo często kłócić z mężem. W weekendy zaczął spędzać czas w barze ze swoimi kolegami, co mnie bardzo martwiło, bo czasami wracał pijany. W końcu doszliśmy do porozumienia, że spędzamy czas razem jako rodzina, więc kilka razy w miesiącu oglądaliśmy filmy w domu albo chodziliśmy na spacery do parku. Moi znajomi zazdrościli mi, że udało mi się namówić męża, żeby spędzał z nami weekendy zamiast z kolegami z pracy. Czy to nie wystarczało mu spotkań z nimi w dni powszednie?

Jednak około pięciu lat temu wszystko się zmieniło, a dokładniej pogorszyło. W pracy pojawiły się problemy, przez które mogłam zostawać do północy. W tym samym czasie mojego męża zwolniono i cały dzień szukał nowej pracy, ale z czasem zauważyłam, że znów oddala się od rodziny, nie chciał nawet rozmawiać ze mną rano, gdy każdy szedł do swoich obowiązków. Nie mogłam zrozumieć, o co chodzi, bo mąż wymyślał dziwne wymówki. Albo wracał bardzo zmęczony po kilku rozmowach kwalifikacyjnych, albo od razu siadał do komputera, żeby rozwiązywać jakieś problemy. Wszystko się wyjaśniło po pewnym czasie!

Na urodziny męża chciałam go bardzo mile zaskoczyć i oczywiście nie mówiłam mu o niespodziance, którą przygotowywałam, a on niczego się nie domyślał. Zebrałam w naszym domu wszystkich naszych wspólnych znajomych o szóstej wieczorem, ale w końcu musieliśmy czekać do północy, a on wrócił pijany, ale podejrzanie radosny!

Nie przywitał się nawet z nikim, od razu położył się na kanapie, a na jego telefonie nie przestawały pojawiać się wiadomości. Zajrzałam do jego telefonu, wiedząc, że to nie jest właściwe, ale byłam bardzo ciekawa, zwłaszcza że sytuacja była tak dziwna. Pisała do niego dziewczyna, bardzo ładna, co zauważyłam po jej zdjęciu profilowym z moim mężem. Pisała o dobrze spędzonym razem czasie i od razu zrozumiałam, że na swoje urodziny, gdy przygotowywałam dla niego niespodziankę, Igor mnie zdradził!

Rano mąż opowiedział, że ta dziewczyna urodziła troje dzieci, ale rozwiodła się z mężem, a jeszcze pracowała w firmie, do której mąż zatrudnił się miesiąc wcześniej! Mąż podzielił się też wiadomością, że spotykają się od pół roku, więc po tych słowach zabrał swoje rzeczy i wyprowadził się, nie chcąc mnie jeszcze bardziej ranić swoją obecnością.

Nie minął nawet rok, a mąż znów zapukał do drzwi naszego mieszkania i powiedział, że jest gotów rozstać się z tamtą koleżanką, byleby tylko wrócić do domu i zacząć wszystko od nowa. Nie miałam wyjścia, tym bardziej że właśnie zastanawiałam się, czy lepiej się nie rozwodzić, więc bez wahania wpuściłam go. I już od pięciu lat mój mąż regularnie odwiedza swoją koleżankę, a ich relacji nawet nie zamierzają kończyć. Ja przymykam na to oczy, żeby utrzymać nasze małżeństwo… Ale może powinnam się rozstać?