Nasze opinie się rozeszły. Syn uważa, że jestem starą kobietą, a ja myślę, że w wieku czterdziestu lat wciąż można mieć dziecko

Nie spodziewałam się, że mój syn, który wydawał się już dorosły, zachowa się w ten sposób. Urodziłam go zaraz po szkole, w wyniku wielkiej i płomienniej miłości, która dała światu Aleksandra. Teraz ma już dwadzieścia pięć lat.

Rozwiedliśmy się z jego ojcem po dwóch latach, ale mimo naszej młodości, rozstaliśmy się bez skandalu, a Kazimierz, mimo że nie był za bardzo obecnym mężem, dużo pomagał, zarówno finansowo, jak i w wychowaniu syna.

Największą pomocą, jaką mi udzielił mój były, była pierwsza rata kredytu hipotecznego na mieszkanie. Nie najbardziej luksusowe, ale jednak osobne, dwupokojowe. Resztę kredytu bankowego spłacałam sama, długo i czasami z problemami, ale co najważniejsze – żyliśmy z synem we własnym mieszkaniu.

Kazimierz regularnie spotykał się z Aleksandrem, często spędzali razem jeden z weekendów, i cieszyłam się, że syn ma oprócz mnie jeszcze jednego wychowawcę, zwłaszcza mężczyznę.

W życiu osobistym Kazimierz miał się dobrze – często zmieniał kobiety, ale nigdy nie był sam, wybierając sobie takie zróżnicowane życie towarzyskie. Nawet zdziwiłam się, jak przy tym wszystkim nie zapomina, że ma syna, i nawet co roku gratulował mi urodzin z hojną sumą pieniędzy.

Aleksander skończył instytut, znalazł pracę, zaczął dobrze zarabiać, i nagle, zaskakująco dla mnie, oświadczył, że zamierza się ożenić. W jego dziale pojawiła się nowa współpracowniczka, z którą szybko przeszli od kontaktów służbowych do prywatnych. Gdy syn i jego wybranka już złożyli papiery do urzędu stanu cywilnego, powiedziałam mu, że też zamierzam wyjść za mąż. Z Mikołajem znałam się już długo, mieszkał w małym mieszkaniu jednopokojowym w naszym osiedlu. Aleksander wiedział, że mam mężczyznę, ale moje plany małżeńskie po prostu wyśmiał:

– Mama, jakie znowu wyjście za mąż? Jeszcze powiesz, że zamierzasz mi brata czy siostrę urodzić!

Wzruszyłam ramionami:

– Dlaczego nie? Mikołaj nie ma własnych dzieci, urodzimy sobie dziecko i będziemy je wychowywać. Ty będziesz miał swoją rodzinę, ja też.

Syn zmarszczył brwi:

– A gdzie my z Martą (jego narzeczoną) będziemy mieszkać po ślubie, pomyślałaś? Jak tu się pomieścimy dwiema rodzinami? Wynajem mieszkania jest teraz drogi, do swojego Mikołaja do małego mieszkania się nie przeprowadzisz, co teraz zrobimy?

Takie lekceważące podejście do moich planów mnie zdenerwowało, i odpowiedziałam synowi w tym samym tonie:

– Po pierwsze, to nie “Mikołajek”, tylko Mikołaj Władimirowicz. Po drugie, pozwól mi sama decydować o swoim życiu osobistym, ty mnie nie pytasz, czy się żenić, czy nie, więc ja też jestem wolna w swoim wyborze. I po tr

zecie, to czy będę miała dziecko, również nie jest twoją sprawą!

Syn zamilkł, widząc, że jestem zdecydowana. Nie wiedział, że naprawdę planowałam przeprowadzić się do Mikołaja do małego mieszkania, a im z Martą zostawić dwupokojowe, nawet już wcześniej omówiłam tę kwestię z właścicielem małego mieszkania, który nie był przeciwny. Ale po tych chamskich słowach syna, straciłam chęć na takie hojne gesty, więc powiedziałam swojemu Aleksandrowi:

– Okazało się, że jesteś taki samodzielny, więc sam zdecyduj, gdzie będzie mieszkać twoja rodzina. Jeśli chcesz przyprowadzić Martę tutaj – nie sądzę, że długo się ze mną dogadacie, nie będę zbytnio gościnna.

Później mieliśmy z synem jeszcze kilka poważnych i nieprzyjemnych rozmów. Wynikiem było ich małżeństwo z Martą, bez wystawnego wesela, i zamieszkanie młodej rodziny w wynajętym mieszkaniu.

Ja przeprowadziłam się do Mikołaja, wynajmując dwupokojowe mieszkanie lokatorom, co było bardzo udane. Połowę kwoty z czynszu sumiennie przekazywałam synowi, częściowo pokrywając ich wydatki za wynajem, jednocześnie dokładnie notując wszystkie przesłane sumy, na wszelki wypadek. I taki przypadek się zdarzył. Mikołaj zaproponował sprzedaż jego małego mieszkania, przekazanie uzyskanych pieniędzy Aleksandrowi i Marcie i przeprowadzkę do mnie, ponieważ zdecydowaliśmy się założyć rodzinę i byliśmy już na dobrej drodze do tego.

Dwie tygodnie namawiałam syna, by zrezygnował ze swojego udziału w naszym dwupokojowym mieszkaniu, biorąc za nie pieniądze za małe mieszkanie Mikołaja, biorąc pod uwagę sumy, które już im wypłaciłam. Ostatecznie syn się zgodził, i teraz wszystko, można powiedzieć, wróciło na swoje miejsce – młodzi wzięli na kredyt nowe studio, my z Mikołajem mieszkamy w dwupokojowym, a wkrótce do nas dołączy młodszy brat Aleksandra, chociaż był temu bardzo przeciwny.

Relacje z synem i synową są oczywiście napięte, ale to napięcie jest znośne, mam nadzieję, że nie dojdzie do zerwania.

Taka właśnie była nasza osobliwa mieszkaniowa “karuzela”.