“Nie potrzebujesz jej, zostaw ją!”. Przyszła wiadomość na telefon męża

Nasze spotkanie z Aleksandrem było zupełnie przypadkowe. Poznaliśmy się podczas wakacji w Turcji. Wydawał mi się niemal idealny — dawał kwiaty i pięknie się o mnie starał.

W zasadzie nie dziwiło mnie to, bo nigdy nie brakowało mi uwagi mężczyzn. Jednak tym razem chciałam czegoś więcej. Właśnie dlatego po roku związku zgodziłam się zostać jego żoną. Było mi z nim łatwo i prosto. Zmienił moje postrzeganie świata i nauczył ufać. Ale po pięciu latach wszystko poszło pod górkę. Zaczynało się jak zwykle: grubiaństwo, opóźnienia po pracy, podejrzana aktywność w telefonie. Do ostatka szukałam wymówek, bo nie wierzyłam, że ukochany może mnie zdradzić.

Niestety… Rzeczywistość była surowa. Pewnego dnia Aleksander wrócił do domu bardzo zły i rozdrażniony. Nie chciał jeść kolacji i od razu poszedł do łazienki. Usłyszałam, jak przyszła mu wiadomość. Nigdy nawet nie brałam jego telefonu do ręki, ale tym razem było to dla mnie bardzo ważne. Ale przyznaję i rozumiem, że nie należy grzebać w cudzym telefonie. Kiedy przeczytałam sms, serce zaczęło mi wariować.

Nie chciałam wierzyć, że mąż mnie zdradza. Oszukiwałam samą siebie i przekonywałam, że ktoś po prostu pomylił numer. “Nie potrzebujesz jej. Zostaw ją. Ile jeszcze trzeba czekać? Ze staruszką sobie poradzę, obiecuję”.

W tym momencie we mnie zmieszało się milion różnych uczuć. Nie wierzyłam, że Aleksander mógł tak podle postąpić. Jednak zaczęłam zbierać rzeczy, bo rozumiałam, że czas zdjąć różowe okulary. — Dokąd się zbierasz? — zapytał mąż. — Nie graj komedii!

Pokazałam mu wiadomość i kontynuowałam pakowanie rzeczy. Mąż się zaśmiał. To mnie jeszcze bardziej zraniło, bo oczekiwałam jakichś wyjaśnień. Uspokoił mnie i wybrał numer, z którego przyszła wiadomość. Dał mi słuchawkę, a ja usłyszałam głos jego brata.

— No i co zdecydowałeś? Zostawisz ją? Oddasz mi? Przecież i tak stoi bezczynnie w garażu, a ja szybko przywrócę twoją staruszkę do życia. Bardzo mi się podoba, więc chętnie się nią pobawię.

Tak, rozmawiali o starej maszynie mojego męża, której nie mógł się zdecydować sprzedać. Ja też się roześmiałam. Prawda, przez łzy. Ale od tamtej pory obiecałam mężowi, że więcej w jego telefonie niczego nie będę czytać. Przecież relacje powinny być oparte na całkowitym zaufaniu.