Nie poznałam mojej byłej teściowej. Na spotkanie ze mną przyszła nie kwitnąca i pewna siebie kobieta, ale zgarbiona starsza pani: „Wybacz mi za wszystko. To wszystko moja wina, tylko moja! Wróć do mojego syna, błagam! Tracę go, jesteś moją jedyną nadzieją!”

Relacje między mną a teściową nie ułożyły się od samego początku naszego kontaktu. Miała ona zupełnie inne plany na życie swojego syna i mnie w nich nie było.

Przyszedł do nas do biura do pracy, kiedy ja już pracowałam tam kilka lat. Od razu się dogadaliśmy. Pomagałam mu, podpowiadając, co i jak robić, gdy zdobywał doświadczenie i przyzwyczajał się do pracy. I całkiem niezauważenie dla mnie, nasza przyjaźń przerodziła się w coś więcej. A potem w małżeństwo. I zaczęły się, jak myślałam, moje najszczęśliwsze dni. Ale ktoś miał inne zdanie.

Od razu nie spodobało mi się zachowanie teściowej wobec mnie. Ale nie jestem małą dziewczynką, która będzie się tym przejmować, więc rezultat nie ucieszył mamy mojego męża. Uważam, że najlepszą reakcją na zaczepki innych ludzi jest ich ignorowanie. Zrozumiawszy moją taktykę, teściowa skupiła się na swoim synu.

Po awansie pracy przybyło. Dlatego często musiałam zostawać dłużej. Ale skoro to było wynagradzane na koniec miesiąca, nie widziałam w tym nic złego. Początkowo mąż tylko wyrażał swoje niezadowolenie. Na moją propozycję, żeby zostawał razem ze mną, odpowiedział, że jemu ten czas nie będzie liczony jako nadgodziny. Na jakiś czas się uspokoił. Ale później znowu zaczęły się pretensje. Każde takie nieporozumienie kończyło się słowami:

– Moja mama miała rację, ostrzegając mnie, że nie odmawiasz mężczyznom.

To o mnie? Pracuję po dziesięć–dwanaście godzin sześć dni w tygodniu! Nie mam czasu na oddech, nie mówiąc już o zdradach.

Rozumiejąc, że to słowa teściowej, starałam się nie brać tego zbytnio do siebie. Po kilku dniach zaczynałam znowu rozmawiać z mężem, udając, że nic się nie stało. Znowu pomogło na jakiś czas.

Pewnego razu, kiedy spotkał mnie po pracy, wręczył mi stos zdjęć. Najciekawsze było to, że na nich była cała nasza ekipa podczas obiadu w kawiarni. Mąż, choć pracował razem z nami, zauważył, że uśmiecham się do któregoś z kolegów. Moja cierpliwość się skończyła. Spakowałam swoje rzeczy i wróciłam do rodziców.

Kilka miesięcy po tych wydarzeniach teściowa zadzwoniła do mnie z prośbą o pilne spotkanie. Zgodziłam się. Spodziewając się usłyszeć mnóstwo pretensji, byłam zaskoczona jej zachowaniem. Nie do poznania. Niedawno kwitnąca kobieta zmieniła się w obciążoną problemami starszą panią.

Opowiedziała, że jej syn zwolnił się z pracy, ale nie szuka nowej. Zaczął pić, i to poważnie i codziennie. Stale ją obwinia, że nie dała mu spokoju. Przepraszała za swoje zachowanie. Błagała mnie ze łzami w oczach, żebym wróciła do niego.

Szczerze mówiąc, moja uraza jest ogromna. Ale kocham go. A teraz mam wybór: wrócić do niedojrzałego, ale ukochanego męża, czy iść dalej, ale bez niego?