— Nie przychodźcie do nas, przeszkadzacie nam! — oświadczyła synowa

— Przyjaźniłyśmy się odkąd dzieci się urodziły. Moja córka i jej syn są w tym samym wieku, więc spędzałyśmy razem czas i zaprzyjaźniłyśmy się rodzinami. Teraz dzieci są już dorosłe, ale my nadal utrzymujemy kontakt. Kasia wyjechała osiem lat temu na wieś, bo oddała swoje mieszkanie synowi i synowej. A w zamian… — opowiada 60-letnia Elżbieta.

Katarzyna jest bardzo serdeczną kobietą. Mimo to, nie udało jej się znaleźć wspólnego języka z synową i nawiązać z nią relacji. Nigdy się nie kłóciły, ale synowa trzymała dystans i nie chciała dopuszczać teściowej do siebie. Sprawiała wrażenie, że teściowa to dla niej ktoś zupełnie obcy. Nawet podczas wizyt nie chciała z nią rozmawiać. Dlatego ich spotkania były bardzo rzadkie i zupełnie pozbawione serdeczności.

Kobieta wielokrotnie skarżyła się synowi. On uspokajał matkę, tłumacząc, że jego żona ma taki charakter. Twierdził, że jest introwertyczką.

Katarzyna nigdy nie wtrącała się w życie młodej rodziny. Cieszyła się, że jej syn jest w związku małżeńskim. Wydawało się, że ma świetne relacje z żoną. To, że nie mogła nawiązać kontaktu z synową, uważała za drobnostkę. Aby jakoś złagodzić relacje z synową, oddała im swoje mieszkanie i wyjechała na wieś. Choć oczywiście na starość lepiej jest mieszkać w mieszkaniu niż w dużym, nieurządzonym domu.

— Na początku Katarzyna często przyjeżdżała w odwiedziny. Kiedy urodził się wnuk, nie chciała wracać do domu. Zawsze przyjeżdżała z prezentami, ale nie udawało jej się przypodobać synowej. A potem nagle zniknęła. Przez długi czas nie mówiła mi, dlaczego nie przyjeżdża do Warszawy. Dopiero niedawno wspomniała, że to wszystko przez synową. Ta pani zabroniła jej przyjeżdżać. Powiedziała, że Katarzyna im przeszkadza i nie pozwala normalnie żyć. Synowa miała dość jej wizyt. Tak właśnie powiedziała! — wzdycha Elżbieta.

— Czyli synowa wyrzuciła Katarzynę z jej własnego mieszkania?

— Tak!

— A co na to syn?

— Syn nic nie wie. Katarzyna nigdy mu się nie skarżyła, żeby nie kłócili się z żoną. Oczywiście, stanąłby po stronie matki, ale po co wprowadzać niezgodę w młodą rodzinę? Chciałam się sama wtrącić, ale Katarzyna mi zabroniła.

Po tej rozmowie Katarzyna przestała przyjeżdżać do miasta. Odwiedzała wnuka tylko na jego urodziny i wracała późnym autobusem do domu. Jeśli musiała zatrzymać się w Warszawie, aby załatwić jakieś sprawy, nocowała u Elżbiety, nie zostawała u swoich dzieci.

Niedawno synowi urodziło się drugie dziecko. Synowa nie zmieniła swojego podejścia i nadal traktuje teściową z rezerwą. Katarzyna czasami przyjeżdża do wnuków, bawi się z nimi, przywozi smakołyki i wieczorem wraca do domu.

— Niedawno Katarzyna zadzwoniła do mnie i powiedziała, że źle się czuje. Na wsi nie ma lekarza, a karetka tam nie pojedzie. W końcu namówiłam ją, żeby przyjechała i zrobiła badania. Zlecono jej operację — teraz się do niej przygotowuje. Po operacji czeka ją rehabilitacja, bo bardzo zaniedbała swoje zdrowie. Syn w ogóle nie wie, że jest w Warszawie. Mieszka u mnie. Mnie nie przeszkadza wspólne mieszkanie z przyjaciółką, ale jej synowi chciałabym coś powiedzieć! — denerwuje się Elżbieta.

— Może do niego zadzwonić?

— Nie chcę być tą, która wywoła konflikt. Stefan zabrałby ją do siebie, gdyby się dowiedział, ale tam jest synowa. Katarzyna nie chce słuchać jej narzekań i pretensji.

Katarzyna postępuje niewłaściwie. Skoro sytuacja jest tak poważna, czas postawić synową na swoim miejscu. Po operacji będzie potrzebowała pomocy. Kto się nią zajmie w szpitalu? Przyjaciółka jest już w podeszłym wieku, więc sama sobie nie poradzi. Elżbieta jest gotowa pomóc, ale nie może wziąć wszystkiego na siebie.

Co robić? Czy Elżbieta powinna porozmawiać z synem Katarzyny za jej plecami? Co myślicie?