Niedawno teściowa stwierdziła, że źle wpływam na jej syna. Powiedziała, że przed ślubem był on uważny i współczujący, zawsze pomagał siostrze z trójką dzieci. A teraz siostra nie może doczekać się od niego pomocy, i to wszystko przez moją obecność w jego życiu.

Mój mąż ma rodzoną siostrę Annę, która jest starsza od niego o 4 lata. Anna jest mężatką i ma troje dzieci. Mieszkają z mężem w wynajmowanym mieszkaniu w dobrej dzielnicy. Rodzice mojego męża i jego siostry mieszkają w innym mieście i pomagają im w miarę możliwości.

My z mężem mieszkamy w naszym niewielkim mieszkaniu na obrzeżach miasta, oboje pracujemy. Na razie nie mamy dzieci, ponieważ musimy spłacać kredyty za mieszkanie i sprzęt domowy.

Anna nie chce pracować, a jedynie co miesiąc prosi rodziców o pieniądze. Oprócz pieniędzy rodzice wysyłają jej produkty spożywcze, mięso. I Anna tak bardzo przyzwyczaiła się do tego, że wszyscy ją utrzymują, że nawet zwraca się do mnie o pomoc. Ciągle prosi, żebym pilnowała jej dzieci w moim jedynym dniu wolnym. Czasem prosi o samochód na kilka dni, bo musi wozić dzieci na zajęcia. Oczywiście, jeśli mogę, reaguję na jej prośby i staram się nie odmawiać, ale jej prośby stały się bardzo częste.

Mam wrażenie, że uważa, iż wszyscy są jej coś winni za to, że ma trójkę dzieci. I wiecznie używa tego faktu jako argumentu.

Pewnego razu umówiłam się z koleżanką tydzień wcześniej, że w mój dzień wolny pójdziemy na zakupy, a potem posiedzimy w kawiarni. Na godzinę przed moim wyjściem z domu dzwoni Anna i prosi, żebym przyjechała i do wieczora pilnowała jej najmłodszego dziecka. Musiałam odmówić, bo zaplanowałam spotkanie. Anna rzuciła słuchawką, nawet nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień.

Takie sytuacje powtarzają się już nie pierwszy raz, nawet mój mąż zaczyna być zniecierpliwiony tymi prośbami, bo uważa je za szczyt bezczelności. Ale to jeszcze nie wszystko. Po mojej odmowie Anna dzwoni do rodziców i skarży się na mnie, mówiąc, że nie mamy z mężem dzieci, więc nie rozumiem jej sytuacji.

Rodzice od razu stają w obronie swojej córki. Pewnego razu nawet nie rozmawiali z nami przez dwa miesiące, bo uznali, że jesteśmy nieludzcy i nie chcieliśmy pomóc ich dziecku. A teściowa niedawno stwierdziła, że przed ślubem jej syn był bardziej ludzki i że źle na niego wpływam. Powiedziała, że zawsze kochał i pomagał swojej siostrze i tak powinno być nadal.

No i co to jest? Czy czegoś nie rozumiem, czy moja krewna przesadza? Już całkiem się w tym pogubiłam.