Od narodzin dziecka tylko moje życie uległo zmianie, mąż nawet piątkowy bilard pozostał w planie obowiązkowych wydarzeń

Nigdy bym nie pomyślała, że mój mąż może zachować się tak nieodpowiedzialnie. To on nalegał na powiększenie rodziny, ja sama nie byłam zbyt chętna, myślałam o odłożeniu narodzin dziecka na kilka lat, abyśmy lepiej poznali się nawzajem i przetestowali nasze uczucia.

Zasadniczo, kiedy urodził się syn, stało się i jedno, i drugie – poznałam męża z zupełnie innej strony, okazała się to być ta “ciemna strona Księżyca”, o której nie miałam pojęcia. A uczucia? One pozostały tylko w słowach…

Cierpliwość męża wystarczyła na około pół roku, po czym oświadczył, że musi się wysypiać przed pracą, ale nie odpowiedział na pytanie, kiedy ja mam się wysypiać? Poza tym tata Sławek szybko przywrócił wszystkie swoje dawne “zajęcia” – saunę w czwartki, bilard w piątki, wędkowanie w weekendy oraz inne “obowiązkowe” wydarzenia – uczestnictwo w urodzinach kolegów, imprezy firmowe i koncerty przyjezdnych zespołów rockowych.

Przy czym to wszystko nawet nie było przedmiotem dyskusji. Pamiętam, jak odbywało się to przywracanie. Pewnego czwartku nie mogłam doczekać się męża z pracy, nie odbierał telefonu, już miałam zacząć szukać “zaginionego” przez telefonowanie do przyjaciół lub odpowiednich instytucji, ale wtedy drzwi się otworzyły, a ja zobaczyłam jeszcze chłodnego po saunie męża, wypełniającego korytarz świeżym piwnym zapachem. On, jak gdyby nigdy nic, wzruszył ramionami na moje pretensje:

– Przecież zawsze w czwartki się parzyliśmy, wiesz, ile już przegapiłem!

Następnego dnia Władysław postanowił, najwyraźniej, utrwalić wynik. Po kolacji zaczął się ubierać, a na pytanie, dokąd, również wzruszył ramionami:

– Jakbyś nie domyśliła się, pogramy w bilard, nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio trzymałem kij!

Wędkowanie “na przypomnienie sobie”, jak zarzucać spinningi, odbyło się w następny weekend, i to solidnie, z noclegiem, bo “otwarcie sezonu” trzeba było uczcić, więc wędkarze zostali na brzegu na całą noc, aby się wyspać przed tym, jak następnego dnia usiąść za kierownicą.

Wiadomości od męża o wydarzeniach po pracy wkrótce już prawie mnie nie dziwiły, a on nie zauważał, że pęknięcie w naszych relacjach staje się coraz większe. Władysław stara się nadrobić stracony czas zarówno w czasie ciąży, jak i przez te pół roku, kiedy to marnie, ale jednak pomagał mi nocami, wieczorami i w weekendy, dając odpocząć i trochę się wyspać. Wydaje się, że nie chce zrozumieć, że potrzebuję męża, a syn – ojca, większość wolnego czasu mąż spędza ze swoimi kolegami, przyjaciółmi i samym sobą, a my jesteśmy gdzieś tam, na drugim planie.

Nie wiem, do czego to wszystko doprowadzi, wiem na pewno, że zbyt szybko uległam namowom Władysława, abyśmy mieli syna. Dziecko zupełnie nie wpisuje się w ojcowski harmonogram dnia – do sauny go nie zabierzesz, do bilardu się niegnie, a na firmowej imprezie raczej będzie nie na miejscu, podobnie jak ja sama.

Nasuwający się wniosek jest oczywisty – po co nam taki tata?