Oddzielny budżet w rodzinie – błogosławieństwo czy przekleństwo?

Do decyzji o podziale budżetu rodzinnego na dwie części Marek i Alicja doszli rok po ślubie, napatrzywszy się na zagraniczne seriale, w których ten temat jest wyraźnie i wszechobecnie podkreślany jako przejaw posiadania osobistej wolności przez każdego z małżonków, mimo że są rodziną.

Na początku było to nawet ciekawe. Ustalili składki na wspólne wydatki – na jedzenie, opłaty komunalne i prezenty dla rodziców. Przez około pół roku na zewnątrz wszystko wyglądało dobrze, ale wewnątrz rodziny zaczęły pojawiać się rysy…

Jeśli Marek z swoją pensją czuł się dość pewnie, to dochody Alicji były niestabilne i musiała kombinować, żeby wystarczyło na podstawowe potrzeby. Mąż nie zagłębiał się w te problemy i wkrótce taka sytuacja stała się dla niego normą. Nawet na operację żony musiała wziąć kredyt, bo „kochanek” rozłożył ręce, mówiąc, że to jej operacja, więc on nie ma z tym nic wspólnego. Wtedy pomogli rodzice, „podrzucili” na kartę córki część potrzebnej kwoty.

I oto nowy problem – urlop. Chcieli pojechać nad morze razem, ale Alicji znów nie wyszła premia, i wyjazd nad morze powoli odpłynął za horyzont. A mąż, jak gdyby nigdy nic, przygotowywał się do wakacji – w domu pojawiły się nowe rzeczy na południe, przeglądał strony biur podróży i ogłaszał ceny wycieczek.

Alicja próbowała porozmawiać z Markiem i spróbować jakoś rozwiązać ten problem, nawet proponując tak oryginalne rozwiązanie jak kredyt małżeński. Obiecała oddać pieniądze do końca roku, ale mężowi to nie przypadło do gustu:

— Wiesz, po pierwsze, nie mogę brać od ciebie odsetek, a po drugie, nie jestem zwolennikiem posiadania dłużników, to zazwyczaj prowadzi do dalszych problemów.

Poleciał sam, a Alicja, budząc się rano w pustym mieszkaniu, wtuliła twarz w poduszkę i zapłakała. Jeszcze nie do końca uspokojona, odebrała telefon:

— Tak, mamo, poleciał… Nie wiem, będę kisić się w czterech ścianach przez cały urlop…

Wzięła prysznic, zrobiła kawę, ale nie zdążyła jej wypić, gdy zadzwonił telefon. Dzwoniła żona brata:

— Alicja, mam ciekawą propozycję, za cztery dni jedziemy z namiotem na wakacje. Musisz w tym czasie znaleźć namiot dla siebie, do naszego się nie zmieścimy. Więc rusz się i nie zapomnij o stroju kąpielowym!

Od natłoku emocji znów popłynęły jej łzy, a szwagierka, słysząc pociąganie nosem, pocieszyła ją:

— Przestań się rozklejać! Potrzebujemy dobrej pogody!

Żart rozweselił Alicję:

— Już dobrze, żadnych łez, znajdę namiot!

— No i świetnie! Do usłyszenia!

Szykowawszy się na wakacje, Alicja w ostatni dzień zdążyła złożyć pozew o rozwód. Mąż wrócił z nad morza wcześniej niż ona i znalazł na stole kartkę: „Jestem nad morzem. Rozwód za miesiąc”. Próby dodzwonienia się do żony nie przyniosły sukcesu, Alicja wyraźnie nie chciała z nim rozmawiać.

…Majątek podzielili równie starannie, jak kiedyś budżet. Możliwe, że to właśnie podział budżetu był pierwszym krokiem do rozwodu, choć nawet przy takim zarządzaniu finansami rodzinnymi, nikt nie odwołałby czysto ludzkich relacji…